Ziemia rozbrzmiała niczym dzwon. Stała za tym erupcja wulkanu w pobliżu Tonga

Erupcja wulkanu Hunga Tonga-Hunga Ha’apai była jedną z największych w ostatnim czasie. Jej skutki można było wykryć niemal wszędzie, a analizy ciśnień atmosferycznych wykazały, że fale wywołane erupcją rozeszły się po całym świecie.

James Garvin z NASA twierdzi, że skutki aktywności wulkanu były tak potężne, że odpowiadały eksplozji 10 megaton TNT. Wybuch był więc około 500 razy silniejszy od eksplozji bomby zrzuconej na Hiroszimę pod koniec II wojny światowej. Satelity obserwujące Ziemię z orbity pokazały, jak fale związane z erupcją rozchodziły się niczym fale na tafli wody powstałe na skutek wrzucenia do stawu kamienia.

Czytaj też: Superwulkan ukryty pod Alaską. Jak jego erupcja wpłynęłaby na losy świata?

Skoki ciśnienia atmosferycznego przesuwały się nad Ameryką Północną, Indiami, Europą i wieloma innymi miejscami na całym świecie. Dzięki temu, że obserwatorzy na bieżąco dzielili się wynikami pomiarów, internauci mogli śledzić te zmiany w czasie rzeczywistym. Co ciekawe, fala okrążyła kulę ziemską w ciągu około 35 godzin. Siła erupcji okazała się tak duża, że atmosfera naszej planety zaczęła dzwonić niczym dzwon. Częstotliwość tego zjawiska była zbyt niska, by dało się je usłyszeć, choć pierwsze pogłoski na temat istnienia tego fenomenu pojawiły się już w XIX wieku.

Były one związane z erupcją góry wulkanicznej Krakatau w Indonezji w 1883 roku. Wyemitowane wtedy fale zostały wykryte podczas obserwacji barometrycznych na całym świecie. Ze względu na słabszą organizację i komunikację pomiędzy poszczególnymi placówkami naukowcy połączyli kropki dopiero po kilku latach. W efekcie powstała mapa świata z nałożonymi zmianami ciśnienia w godzinach i dniach po erupcji.

Erupcja wulkanu Hunga Tonga-Hunga Ha’apai okazała się podobna do Krakatau

Zarówno w przypadku erupcji Krakatau jak i Hunga Tonga-Hunga Ha’apai doszło do emisji fal dźwiękowych o bardzo niskiej częstotliwości. Ich propagacja zachodzi, gdy lokalne zmiany ciśnienia wpływają na okoliczne powietrze, które następnie przyspiesza, co wywołuje jego ściskanie bądź rozchodzenie. I choć mogłoby się wydawać, że dźwięk będzie się przemieszczał w liniach prostych, to w tym przypadku fale rozchodziły się podążając za krzywizną Ziemi.

Czytaj też: Wybuch wulkanu Tonga był kilkaset razy silniejszy niż bomba atomowa zrzucona na Hiroszimę

Fale te mogą rozchodzić się niczym w instrumentach strunowych, bębnach czy dzwonach. W efekcie atmosfera zaczyna „dzwonić” na różnych częstotliwościach. O tego typu drganiach mówił Pierre-Simon de Laplace, którzy przewidywał, że w atmosferze powinien istnieć rodzaj ruchów, które rozchodzą się szybko, ale jednocześnie trzymają się blisko powierzchni Ziemi. Francuski fizyk i matematyk wykazał, że siły grawitacji i wyporu atmosferycznego sprzyjają poziomym ruchom powietrza w stosunku do pionowych ruchów powietrza. Jednym z następstw tego zjawiska jest właśnie podążanie za krzywizną Ziemi.