Test KIA Xceed. Kiedy jesteś tak pewny swego, że nie musisz nikogo udawać

KIA to marka, która mocno ewoluowała na przestrzeni lat. A KIA Xceed to idealny pokaz tego, jak bardzo jest dzisiaj pewna swego. Tak bardzo, że to auto nie próbuje udawać czegoś, czym nie jest.

Marka KIA jeszcze niedawno kojarzyła mi się niezbyt pozytywnie

Arkadiusz Dziermański

Pamiętam początki marki KIA w Polsce. Był to azjatycki wynalazek. Bardzo egzotyczny, ale za to bardzo tani. Lata temu rodzice dobrego kolegi sprawili sobie prosto z salonu Shumę. Auto, jak na dzisiejsze standardy nowych samochodów, kosztowało grosze, bo niewiele ponad 30 tys. zł. Było fatalnie wykonane. A po kilku latach Polonez Atu właścicieli miał blachę w lepszym stanie, niż młodsza KIA, do której bagażnika można już było zaglądać bez otwierania. Przez wyżarty przez rdzę otwór w klapie.

Od tamtego czasu KIA mocno się poprawiła. Takim punktem zwrotnym, który mocno poprawił wizerunek i postrzeganie marki, był wg mnie początek współpracy z NBA. To już nie była dziwna, egzotyczna marka samochodów i KIA robiła coraz lepsze pojazdy, które cechuje bardzo dobry stosunek ceny do możliwości. 7-letnią gwarancję na auta odbieram dzisiaj jako pokaz pewności siebie. Cóż… nie bez powodu.

SUV Coupe to takie dziwne… coś

KIA Xceed jest pozycjonowana jako SUV Coupe. W skrócie można powiedzieć, że to takie auto, które jest masywne na dole, ale niewysokie i stosunkowo drobne na górze. Efekt jest taki, że mamy auto wyglądające szybko i agresywnie, ale jest to okupione przede wszystkim malutkimi szybami. Do czego jeszcze wrócimy.

Wszystko to oddaje wygląd Xceed-a. Przez masywny spód auto jest zaskakująco szerokie – 1826mm, za to względnie krótkie – 4395mm oraz niziutkie – 1495mm w przypadku 18-calowych felg, jakie mieliśmy zamontowane. Duże koła, dosyć szerokie opony, w połączeniu z bardzo ładnie wkomponowanymi srebrnymi dodatkami kontrastującymi z czarnymi plastikami powodują, że KIA Xceed faktycznie wygląda agresywnie i szybko. Można nawet przymknąć oko na atrapy wydechu. Bo choć to faktycznie trapy, wyglądają zwyczajnie dobrze.

Małe szyby to niestety minus, bo w środku raz, że jest ciemno, a dwa, że do nieco ograniczonej widoczności trzeba przywyknąć. Szczególnie w przypadku mocno nachylonej tylnej szyby. Ale plus za umieszczenie na niej wycieraczki.

Czytaj też: Test Mercedes GLE 350 de. Ogromny diesel na prąd, czyli bardzo nietypowa hybryda

Wyposażenie testowanego wariantu

Testowana wersja Xceeda jest oznaczona jako Prestige Line i jest najdroższą dostępną opcją. W cenniku produkcji z 2021 roku znajdziemy ją za 125 900 zł, choć w wyprzedaży rocznika będzie taniej.

Na wyposażeniu dostajemy system automatycznego parkowania, czyli pakiet czujników wraz z kamerą cofania oraz możliwością częściowo samodzielnego parkowania. Auto przejmuje kontrolę nad kierownicą, ale już do kierowcy należy zmiana biegów oraz hamowanie. Dalej mamy pakiet zimowy, czyli podgrzewane siedzenia, kierownica oraz szyba (faktycznie, zimą bardzo się to przydaje), bezkluczykowe uruchamianie, nagłośnienie JBL oraz system rozpoznawania znaków. Działający bardzo przyzwoicie.

Do tego mamy asystenta pasa i martwego pola, system rozpoznawania zmęczenia kierowcy, automatyczne światła, systemy antykolizyjne (przód i tył) z opcją automatycznego hamowania, składane lusterka, przyciemniane tylne szyby, ładowarkę indukcyjną, czy automatyczne zamykanie pokrywy bagażnika.

KIA Xceed ma bardzo uczciwe wnętrze. W całym tego słowa znaczeniu

Wnętrze auta oddaje to, że KIA Xceed nie udaje samochodu droższego, niż jest. Użyte materiały nie są najwyższej jakości, ale są dobre. Dobrze spasowane, przyjemne w dotyku i dobrze wykonane. Znajdziemy tu sporo skóry, gumę, metalowe wstawki i trochę nieszczęsnego piano black, głównie na środkowym tunelu.

Xceed nie przytłoczy nas nadmiarem przycisków, które dublują funkcje i starają się pokazać, że jest ich więcej niż w rzeczywistości. Jest ich dokładnie tyle, ile trzeba. Ekrany są ładnie wkomponowane, a ekran główny nie jest zbyt gruby, ani nie ma przesadnie grubych ramek. Można się przyczepić do przycisków sterowania klimatyzacją. Przydałoby się tu nieco więcej fantazji, ale przynajmniej jest bardzo czytelnie i funkcjonalnie.

Fotele są nie za duże i bardzo wygodne. Dobrze trzymają w trakcie jazdy i lekko otulają na bokach. Fotel pasażera jest regulowany ręcznie, kierowca ma do dyspozycji regulację elektryczne z opcją zapisania dwóch ustawień. Do tego mamy funkcję automatycznego odsuwania fotela kierowcy po otwarciu drzwi, a po ich zamknięciu wraca on na ustawioną wcześniej pozycję. Oba fotele są grzane w 3-stopniowej skali. Podgrzewana jest również kierownica.

Z przodu mamy do dyspozycji dwa uchwyty na napoje i dosyć głęboki schowek. Do tego dwa porty USB-a – jeden dedykowany ładowaniu urządzeń, a drugi transmisji danych (Android Auto, Apple CarPlay) i półka do indukcyjnego ładowania. Która jest dosłownie półką, po której urządzenie nie przesuwa się w trakcie jazdy.

Szerokość auta powoduje, że miejsca w środku jest dużo, a na tylnej kanapie mamy do tego sporo przestrzeni na nogi. W cztery osoby można tu bardzo wygodnie podróżować, a i w pięć na krótszej trasie można się zmieścić bez większego bólu. Szczególnie że tunel środkowy nie jest z tyłu zbyt wysoki. Pomimo tego, że auto jest niewysokie, z tyłu na brak komfortu nie powinny narzekać osoby nawet do ok 190 cm wzrostu. Testowany wariant ma opcję składania tylnej kanapy w proporcjach 40:20:40.

Wnętrze jest nieźle wygłuszone, ale powyżej 120 km/h słychać już wyraźny i narastający szum. Choć po pierwszej dłuższej trasie myślałem, że jest znacznie gorzej. A wręcz tragicznie. Dopiero przy wysiadaniu okazało się, że przypadkiem opuściłem szybę o jakiś milimetr, co auto zasugerowało dopiero przy wysiadaniu i to było przyczyną dodatkowego hałasu. Brawo ja.

Bagażnik jest przyzwoitych rozmiarów. Ma pojemność 426 litrów i można w nim zmieścić bagaż nawet dla trzech osób lub spore zakupy. W bagażniku znajdziemy gniazdo zasilania 12V. Bagażnik w testowanym wariancie można było zamykać dedykowanym przyciskiem na klapie oraz guzikiem obok kierownicy. To dodatkowo płatny dodatek.

Czytaj też: Test BMW iX3 – popularny SUV w wersji na prąd

Czysta spalinówka – prawdziwa rzadkość wśród nowych samochodów

Kia ma oczywiście w ofercie XCeedy MHEV (miękka hybryda) i PHEV (hybryda plug-in), ale my dostaliśmy egzemplarz z czystym napędem benzynowym. Nie ukrywam, że było to bardzo odświeżające doświadczenie. Na rynku jest zbyt dużo aut, które są zachwalane przez producentów za swoje miękkie układy hybrydowe, które w rzeczywistości częściej są wydmuszkami niepotrzebnie obciążającymi auta, niż prawdziwymi rozwiązaniami pozytywnie wypływającymi na emisję spalin i ochronę środowiska. Trudno więc nie docenić uczciwości producenta, który nie bije nas po twarzy elektryfikacją PRZY KAŻDYM AUCIE.

Wracając do meritum sprawy – testowany przez nas Xceed został wyposażony w turbodoładowaną, 4-cylindrową jednostkę benzynową o pojemności 1,5l i mocy 160 KM oraz 253 Nm maksymalnego momentu obrotowego przy 1500-3500 obr./min. Według producenta pozwala to na przyspieszenie 0-100 km/h w 9,2s, a według mnie – jest po prostu dobrze. Nie sprawdzaliśmy, czy rzeczywista wartość przyspieszenia jest dokładnie taka jaką podał producent, bo rozbijanie pewnych rzeczy na atomy nie ma większego sensu, ale kilka faktycznie istotnych informacji mogę Wam przekazać. Po pierwsze – silnik Xceeda pozwala na bardzo dynamiczną jazdę w mieście, jeżeli takie są Wasze preferencje lub chwilowa potrzeba. Nie musicie bujać tego auta do 3000 obr./min, aby ruszyło tyłek z miejsca. Po drugie, nawet jeśli preferujecie taki styl jazdy, nie będziecie płakać przy dystrybutorach stacji benzynowych.

Po przegonieniu Xceeda przez zatłoczone miasto, przy bardzo nieekonomicznej jeździe, spalanie stanęło na 8l/100 km. Przy płynnej, statecznej jeździe spokojnie zejdziecie do 7,5l/100 km. Po trzecie – w trasie również będziecie zadowoleni z mocy tego niewielkiego silnika. Przy prędkościach przekraczających 100 km/h przyspiesza płynnie i żwawo, więc nawet jeśli macie do czynienia z zatłoczoną ekspresówką, możecie sobie pozwolić na bardzo sprawne manewry, unikając niepotrzebnego zajmowania lewego pasa. Płakać z powodu spalania w trasie też nie będziecie. Jeżeli bardzo się śpieszycie, a jedziecie autostradą lub ekspresówką, spalanie na trasie będzie oscylowało w granicach 7,1-7,3 l/100km, natomiast jeżeli trzymacie się poniżej maksymalnych wartości ograniczeń prędkości na drogach krajowych (90-100 km/h), zejdziecie poniżej 6,5 l/100km. My poruszaliśmy się po tych ostatnich drogach rzadko – były to głównie drogi ekspresowe i jazda po mieście. Przy tej kombinacji samochód spalił w cyklu mieszanym średnio 7,3 l/100 km.

1,5 litrowy silnik Xceeda został doskonale dopasowany do przeznaczenia tego auta. Nie udaje wyczynowej wyścigówki, jest po prostu solidną jednostką napędzającą auto o przeznaczeniu rodzinnym, która pozwala na sprawne i przyjemne przemieszczanie się z punktu A do punktu B.

Miłym akcentem jest tryb Sport, który powoduje zmianę w pracy przepustnicy, wrzuca auto na wyższe obroty i przeciąga zmianę biegów, dzięki czemu znacznie poprawia przyspieszenie. Różnica w przyspieszeniu jest zauważalna, a dodatkowym bonusem jest przyjemny dźwięk silnika i… bardzo ładne zegary. Tak, przyznaję, zdarzało mi się jeździć w trybie Sport zupełnie bez potrzeby, po prostu szata graficzna na cyfrowych zegarach podobała mi się w trybie Sport znacznie bardziej, niż bez niego.

Do zdecydowanych pozytywów należy również zaliczyć 7-biegową automatyczną skrzynię biegów. W normalnym trybie jazdy działa niezwykle płynnie, jak na dwusprzęgłową skrzynię przystało. Przy trybie Sport  przełożenia są już znacznie bardziej zauważalne, ale nie jest to spowodowane opóźnieniami przekładni, a przede wszystkim pracą silnika. W zależności od tego, jak mocno naciśniecie pedał gazu, auto może być trzymane na bieżącym biegu nawet do 8000 obr/min, więc będziecie wyraźnie słyszeć, kiedy następują kolejne przełożenia.   

Czytaj też: Test Suzuki Swift Hybrid FL. Mały, ładny, tani i do miasta

KIA Xceed ma dobrze przygotowany system multimedialny i niezłe nagłośnienie

Arkadiusz Dziermański

Ekran główny ma przekątną 10,25 cala. Panel jest dobrej jakości i czytelny w każdych warunkach, a do tego nie odbija światła. Miałem nieco obaw w stosunku do dotykowych przycisków pod nim, ale działają zaskakująco dobrze.

Interfejs jest prosty i w przeciwieństwie np. do Nissana, programiści nie wyciągnęli tu nadmiaru skrótów tylko po to, żeby udawały, że mamy więcej funkcji niż w rzeczywistości. Dzięki temu Menu można bardzo łatwo opanować, a możliwość dodatkowej personalizacji można łatwo wyciągnąć na wierzch najczęściej używane opcje. Interfejs nie jest demonem prędkości, ale działa płynnie i bez opóźnień.

Pochwała należy się za bardzo dobre działanie Android Auto. Praktycznie od razu po podpięciu kabla USB do smartfonu funkcja jest dostępna. Choć tu mamy mały zgrzyt. Na ekranie może być wyświetlana tylko jedna aplikacja, a obok mamy dużo wolnej przestrzeni. A szkoda, bo aż prosi się o możliwość uruchomienia dwóch okien obok siebie.

W testowanym wariancie mamy też drugi ekran, do dyspozycji kierowcy. Elektroniczne zegary są miłe dla oka i bardzo czytelne. Ich kolorystyka zmienia się w trybie Sport. Pomiędzy zegarami możemy wyświetlić dane dotyczące trasy, zużycia paliwa lub informacje dotyczące działania tempomatu.

Testowy egzemplarz Xceed posiadał nagłośnienie JBL. Głośniki, w sumie 8 o mocy aż 320 W, grają jak JBL. Czyli dostajemy dużo mięsistego basu i… krok za nim całą resztę. Dźwięk jest głęboki, szczegółowy i dobrej jakości, ale zdecydowanie nastawiony na tony niskie. Czuć przewagę subwoofera umieszczonego pod deską rozdzielczą, bo żeby wyśrodkować dźwięk i mieć wrażenie, że faktycznie znajduje się na środku auta, trzeba w Ustawieniach wirtualnie przesunąć go w tył do mniej więcej 3/4 skali.

Podsumowanie

Sylwia Januszkiewicz

Moje wspomnienia marki KIA z młodych lat są zbieżne z tym, o czym pisał Arek we wstępnie. Wiele lat temu, kiedy do problemów życia zaliczałam próbną maturę, czy konieczność nauki poloneza na studniówkę, KIA była uważana za markę równie awaryjną co Alfa Romeo, tyle że za mniejsze pieniądze i ze znacznie mniejszym polotem. Od tego czasu wiele się zmieniło – koreański producent zawalczył o zaufanie klientów i poszedł w jakość, a jako dowód tej jakości, wyposażył wszystkie swoje modele zarejestrowane od 1 stycznia 2010 roku 7-letnią gwarancją. Do tego dorzucił ładny, dynamiczny design i potężny katalog modeli. W efekcie mamy na polskich drogach coraz więcej kijanek i przyznaję, w większości są to bardzo udane auta, a Xceed należy do tej grupy. Biorąc pod uwagę ową gwarancję, a także stosunek wyposażenia do ceny auta, Xceed jest bardzo racjonalnym wyborem dla kogoś, kto szuka solidnego sprzętu mieszczącego się w przyzwoitym budżecie. Jeśli bowiem wystarczy Wam spalinówka z automatem, to najbogatszą wersję Prestige Line możecie sobie sprawić za niewiele ponad 120 tys. zł.