Test Philips Fidelio L3. Piękne słuchawki nauszne z solidnym ANC

Arkadiusz Dziermański Z-ca Redaktora Naczelnego

Słuchawek Philipsa nie używałem od ładnych kilku lat. Bez wahania przygarnąłem więc testowy egzemplarz Philips Fidelio L3. Słuchawki przyciągają wzrok eleganckim wyglądem i obiecują bardzo dobre wrażenia muzyczne, z dobrze działającym ANC. Zobaczmy, jak to wygląda w praktyce.

Specyfikacja Philis Fidelio L3

  • słuchawki nauszne, zamknięte,
  • masa 360 gramów,
  • membrany 40mm,
  • aktywna ANC,
  • system audio 2.0,
  • Bluetooth 5.1, aptX, aptX HD, SBC, AAC, A2DP, HSP, HFP, AVRCP,
  • pasmo przenoszenia 7 – 40 000 Hz,
  • czułość 103 dB,
  • impedancja 16 Om,
  • czas pracy do 38 godzin,
  • cena: 1 299 zł.

Słuchawki są zapakowane bardzo bogato. Duże pudełko, w nim mniejsze pudełko, a w nim solidny, skórzany pokrowiec, w którym znajdziemy woreczek i… tak dostajemy się do słuchawek. W zestawie znajdziemy też kabel USB-C, kabel z Jack 3,5mm na Jack 2,5mm oraz rozdzielacz z Jack 3,5mm na 2x Jack 3,5mm. Zestaw jest bardzo bogaty, ale dołączone akcesoria (poza pokrowcem i woreczkiem) są kiepskiej jakości.

Philips Fidelio L3 to piękne słuchawki. Ale czy nie za delikatne

Philips Fidelio L3 to jedne z najlepiej wykonanych słuchawek, z jakimi się spotkałem. Użyte materiały naprawdę robią wrażenie. Mocowania obracanych nauszników są wykonane z solidnego metalu.

Same nauszniki są plastikowe na zewnątrz (i pokryte polami dotykowymi), a od strony ucha pokrywa je bardzo dobrej jakości skóra. Oprócz tego, że są obracane, delikatnie wychylają się do przodu i do tyłu. Pomyślano tu nawet o takim szczególe jak niewielka gąbka na metalowym elemencie, która zapobiega obijaniu się plastiku o metal.

Pałąk jest przyjemnie, ale nieprzesadnie elastyczny. Z góry pokrywa go skóra, z dołu… obstawiam alcantarę. Wszystko to wygląda świetnie i patrząc tylko na użyte materiały, aż dziwne, że słuchawki nie kosztują dwa razy więcej.

Zastrzeżenia mam jednak do zewnętrznej części nauszników. Bardzo szybko pojawiają się na nich płytkie zarysowania i mam wrażenie, że po kilku miesiącach użytkowania może ich byś sporo, jeśli nie będziemy trzymać ich w pokrowcu. Sam zawsze wkładam je do dołączonego do zestawu woreczka, ale widać to za mało. No i nie obraziłbym się, gdyby konstrukcję dało się w jakikolwiek sposób złożyć.

Czytaj też: Test Huawei Sound Joy. Huawei z przytupem wchodzi w nową kategorię sprzętu

Philips Fidelio L3 to nie są słuchawki na małą głowę

Jakby to nie brzmiało, Philips Fidelio L3 to całkiem spore słuchawki. Na tyle duże, że jeśli ktoś ma niedużą głowę, mogą okazać się zbyt duże i można mieć wrażenie, że nauszniki są zbyt nisko. W moim przypadku jest to dosłownie na styk i minęła dłuższa chwila, aż się do tego przyzwyczaiłem.

Poza tym słuchawki są bardzo wygodne. Pałąk jest odpowiednio sztywny i choć docisk do głowy nie jest wybitnie duży to całość pewnie trzyma się głowy. W połączeniu z miękkimi nausznikami oraz miękkim spodem pałąka, można poczuć się bardzo przyjemnie otulonym.

Użytkowanie współczesnych słuchawek zaczynamy od… aplikacji mobilnej

Dziwne czasy, ale cóż począć. Jeśli chcemy mieć dostęp do wszystkich funkcji słuchawek, bez aplikacji nie da rady. Miałem pewne obawy przed tym, bo Philips Słuchawki nie ma najlepszych opinii (1.9 na tylko 670 ocen w Google Play). Ale może nie będzie tak źle?

Aplikacja na pewno potrzebuje gruntownego odświeżenia wizualnego. Działa kapryśnie. Nie zawsze prawidłowo widzi słuchawki po podłączeniu ich do smartfonu, ale zazwyczaj restart połączenia pomaga.

W aplikacji możemy zaktualizować oprogramowanie, włączyć lub wyłącznik dotykowe sterowanie, sterować ANC oraz skorzystać z funkcjonalnego equalizera. Niestety z poziomu słuchawek nie możemy włączyć adaptacyjnego ANC. Do wyboru mamy tylko stale włączone, wyłączone, albo w trybie wpuszczania do ucha dźwięków otoczenia.

Czytaj też: Test SoundCore Liberty 3 Pro. Sprawdzamy wyjątkowe słuchawki TWS z ANC

Nie tylko wyglądają. Philips Fidelio L3 potrafią zaskoczyć brzmieniem

Przyjemnie ciepłe, ale przy tym bardzo szczegółowe i brzmiące nieco cyfrowo. Takie są Philips Fidelio L3. Na pierwszym planie zdecydowanie należy umieścić odwzorowanie tonów niskich. Bas jest ciepły, bardzo pełny i głęboko brzmiący, ale jednocześnie bardzo dynamiczny. Za to potrafi bardzo przyjemne stanąć w dalszym rzędzie. Jeśli mamy utwór, w którym to wysokie tony grają pierwsze skrzypce (a nawet dosłownie), bas potrafi bardzo delikatnie brzmieć gdzieś daleko w tle, tworząc świetne uzupełnienie całości. Z taką zamiennością dominujących dźwięków już dawno się nie spotkałem.

Tony wysokie są ostre i ładnie odwzorowane. Słuchawki grają bardzo precyzyjnie i pozwalają wyłapać każdy pojedynczy dźwięk. Tony średnie i wokale są czyste i przyjemne dla ucha. Ogółem brzmienie, choć zdecydowanie ciepłe, jest ładnie zbilansowane, a wspomniana zmienność dominujących dźwięków robi wrażenie.

Na głośność praktycznie nikt nie powinien narzekać. Rzadko mi się to zdarza, ale na co dzień prawie wcale nie korzystałem z maksymalnej głośności. Bez zastrzeżeń wypada też prowadzenie rozmów. A nawet lepiej. Zawsze jak pierwszy raz rozmawiam przez nowe słuchawki, mam problem z tym, że mówię za cicho. Tutaj mamy na tyle dobrze działające mikrofony, że mój rozmówca nawet nie zauważył, że rozmawiam przez słuchawki i był bardzo zadowolony z jakości połączenia

Philips Fidelio L3 oferują solidne ANC

Z poziomu słuchawek, za pomocą guzika na prawym nauszniku, możemy zmienić tryb pracy ANC z aktywnego na nieaktywny oraz tryb Awereness. Dopuszczający do nas dźwięki otoczenia.

ANC działa dobrze. Nie odcina nas całkowicie od otoczenia, tutaj do czołówki rynku nieco brakuje. Ale skutecznie niweluje ok 80% dźwięków otoczenia. Jeśli skorzystamy z automatycznego dopasowania ANC do otoczenia, działanie funkcji jest nieco słabsze np. na ulicy, a mocniejsze w komunikacji miejskiej. Działa to dobrze i sprawdza się w codziennym użytkowaniu.

W trybie Awereness dźwięki dochodzą do nas kierunkowo. Czyli słyszymy je tak, jakbyśmy słyszeli je bez słuchawek. Funkcja działa prawidłowo i np. przy 50-60% skali głośności jestem w stanie spokojnie usłyszeć dźwięk domofonu.

Czytaj też: Canon EOS R5 to aparat z innego świata. Tak dobrego sprzętu jeszcze nie używałem

Czas pracy zgodny z deklaracjami

Philips deklaruje, że Fidelio L3 mogą odtwarzać muzykę przez 32 godziny z aktywnym ANC. To wynik nieodbiegający od rzeczywistości. W praktyce jest ok ok 30 godzin i czas ten spada o ok 2-3 godziny w przypadku częstszego korzystania z wysokich poziomów głośności. Bez ANC czas pracy wydłuża się do ok 36-38 godzin.

Słuchawki obsługują szybkie ładowanie i do pełna naładujemy je w niecałą godzinę. To świetny wynik.

Philips Fidelio L3 to bardzo udane słuchawki

Wspominałem na wstępnie, że dawno nie używałem słuchawek Philipsa. Faktycznie minęło już ładnych kilka lat i powrót do marki okazał się bardzo pozytywny. FIdelio L3 to bardzo udane słuchawki. Świetnie wykonane i wygodne, choć mogą być nieco za duże dla osób z mniejszą głową. Oferują wysoką jakość dźwięku, który jest bardzo szczegółowy, a przy tym grają też bardzo głośno i świetnie sprawdzają się podczas prowadzenia rozmów. Złego słowa nie można też powiedzieć o działaniu ANC. Uzupełnieniem jest dobry czas pracy na pojedynczym ładowaniu oraz obsługa szybkiego ładowania.

Minusem jest aplikacja mobilna, która zdecydowane wymaga poprawy, ale na szczęście można z jej poziomu sprawnie włączyć najważniejsze funkcje. Nie do końca przekonuje mnie też sterowanie dotykowe, ale to akurat kwestia indywidualnych preferencji. Zwyczajnie nie lubię tego w każdych słuchawkach.

Cena 1 299 zł jest adekwatna do możliwości Philips Fidelio L3. To sprzęt z wyższej półki, który śmiało może stawać do równej walki z rynkowymi konkurentami z tego przedziału cenowego.