okręt podwodny klasy Ohio, cichej potędze USA

Stal amerykańskich okrętów podwodnych nie była odpowiednio testowana, stawiając jej wytrzymałość pod znakiem zapytania

Amerykańskie okręty podwodne od ponad trzech dekad mają coś, czym nie mogą „pochwalić się” żadne okręty innych państw, a przynajmniej nic nam o tym nie wiadomo. Wszystko rozbija się nie tyle o zaawansowanie, czy wyposażenie, a materiały, które generują już i będą generować jeszcze przez długie lata wiele zmartwień marynarce wojennej. Wszystko przez to, że mimo ogromnej wagi, którą się z nią wiąże, stal amerykańskich okrętów podwodnych nie była odpowiednio testowana.

Problematyczna stal amerykańskich okrętów podwodnych, czyli jak fałszerstwo wyszło na jaw po 32 latach

Sprawa nie jest nowa, ale zdecydowanie warto przypomnieć o niej raz jeszcze, bo choć do tej pory nadal nie wykryto żadnych przejawów problemów z fałszowanymi testami stali, grożących awarią, to bezmyślność stojących za nią ludzi jest karygodna. Wszystko rozbija się o stal wykorzystywaną do produkcji kadłubów okrętów podwodnych, która nie była odpowiednio testowana, ale pomimo tego i tak trafiała do dalszego etapu produkcji i objęła łącznie ponad 240 dostaw. Nie było to jednak uchybienie, a fałszerstwo.

Czytaj też: Zmodernizowany Rosomak na jeziorze. Obejrzyjcie zdjęcia polskiego ulepszonego opancerzonego transportera

Skazana już 67-letnia Ellen Marie Thomas na 30 miesięcy więzienia i grzywnę 50000$ uważała, że część konkretnych testów była „głupia” i nierealistyczna. Polegała na poddawaniu próbek stali testom w temperaturze -73,3 stopni Celsjusza, których w rzeczywistości nie przeprowadzano i w tym celu tylko fałszowano wyniki. Trwało to długo, bo od 1985 do 2017 roku i zostało ujawnione dopiero przez nowego pracownika firmy Bradken, który odkrył fałszerstwo i je zgłosił.

Czytaj też: Rheinmetall pokazał nowy wóz wsparcia ogniowego Lynx 120 na podstawie podwozia KF41 Lynx

Tak też przez ponad trzy dekady trwała produkcja kadłubów okrętów podwodnych pokroju tych typu Los Angeles, Ohio, Virginia, czy Seawolf, które spędzają większość swojej misji pod wodą, gdzie ciśnienie wywierane na kadłub jest tym większe, im niżej znajduje się okręt. Ewentualna awaria kadłuba na głębokości może doprowadzić do implozji i utraty okrętu wraz z załogą. Na całe szczęście pomijane testy dotyczyły „tylko” testów stali w ekstremalnie niskich temperaturach, których okręt podwodny najpewniej nigdy nie doświadczy.

Czytaj też: Program Miecznik już tylko z dwoma graczami. Brytyjski Arrowhead-140PL walczy z niemieckim MEKO-A300

Normalnie woda morska zamarza w okolicy -2,2 stopni Celsjusza, więc z oczywistych względów operowanie przy poziomie -73 stopni Celsjusza jest niemożliwe. Jednak takie obciążenie, a przynajmniej bliski poziom, może zaistnieć w kilku sytuacjach, bo jeżeli jakaś część maszynerii okrętu jest utrzymywana w niskiej temperaturze i znajduje się w pobliżu stalowego kadłuba, to to samo może uzasadniać wymóg przeprowadzenia prób w niskich temperaturach.