Niewidzialne trzęsienie wywołało tsunami. Naukowcy na tropie zagadki

Jeśli trzęsienie ziemi można określić mianem niewidzialnego, to w tym przypadku byłoby to szczególnie trafne. Historia rozegrała się w sierpniu 2021 roku w obrębie oceanów: Atlantyckiego, Spokojnego i Indyjskiego.

Naukowcy dowiedli, że źródłem tsunami, które rozprzestrzeniło się na 10 000 kilometrów od swojego epicentrum, było „niewidzialne” trzęsienie ziemi. Co ciekawe, był to pierwszy od dawna przypadek tsunami mającego miejsce na trzech różnych oceanach jednocześnie. Ostatni raz takie zjawisko odnotowano po niechlubnym trzęsieniu ziemi na Oceanie Indyjskim w 2004 r.

Czytaj też: Pod Japonią ukrywa się tajemnicza skała. Odpowiada za tamtejsze trzęsienia ziemi

W toku analiz wyszło na jaw, iż epicentrum trzęsienia ziemi, które wywołało tsunami z 2020 roku znajdowało się około 47 km pod dnem oceanu. Tak duża głębokość wydaje się nadmierna do wywołania tsunami. Jakby tego było mało, pęknięcie płyty tektonicznej, które je wywołało, miało niemal 400 km długości. Taka długość powinna wiązać się ze znacznie silniejszymi wstrząsami.

Członkowie zespołu badawczego, którzy próbowali rozwiązać tę niecodzienną zagadkę wychwycili sygnał trzeciego trzęsienia z całej masy zebranych fal sejsmicznych. Było to możliwe dzięki podzieleniu dostępnych danych na dłuższe, 500-sekundowe kawałki. Wyodrębnieniem ich części składowych zajął się natomiast algorytm. Ostatecznie naukowcy uzyskali nagranie 200 sekund wstrząsów, w czasie których uwolnione zostało około 70% energii związanej z całym wydarzeniem. Okazało się, iż niewidzialne trzęsienie miało miejsce 15 km pod powierzchnią Ziemi. Taka głębokość jest w zasadzie idealna do wywołania tsunami.

Tsunami nastąpiło po wstrząsach, które miały miejsce około 15 kilometrów pod powierzchnią

Dlaczego więc nie udało się go początkowo wykryć? Jedna z hipotez zakłada, że było ono połączeniem dwóch rodzajów oceanicznych trzęsień ziemi. Pierwszy z nich był związany z nagłym poślizgiem płyt tektonicznych, natomiast drugi wynikał z bardzo powolnego ścierania się jednej płyty o drugą. Ten drugi rodzaj wstrząsów może doprowadzić do emisji równie dużych ilości energii co w pierwszym przypadku, ale jest znacznie wolniejszy, przez co trudno go wykryć.

Czytaj też: Nowy sposób wykrywania tsunami. Wystarczy zbadać ich pole magnetyczne

Niestety, historia uczy nas, że tsunami mogą być naprawdę groźne, dlatego naukowcy chcieliby stworzyć system, który będzie w stanie automatycznie wykrywać i ostrzegać mieszkańców obszarów przybrzeżnych przed potencjalnie niebezpiecznymi trzęsieniami ziemi, które mogłyby prowadzić do pojawienia się zabójczych fal.