T-72 – to właśnie te czołgi Rosjanie tracą w Ukrainie na potęgę

Jeśli spojrzymy na przygotowaną przez serwis Oryxspioenkop rzetelną i pewną przez jednoznaczne dowody listę tego, co Rosja utraciła już do tej pory w wojnie z Ukrainą, to od razu rzucą nam się w oczy konkretne czołgi. Mowa o T-72, a dokładniej mówiąc, aż pięciu wersjach tych czołgów, których w momencie pisania tego tekstu Rosja utraciła w wyniku zniszczenia lub przejęcia aż 148 egzemplarzy. Sprawdźmy więc, co dokładnie potrafią te czołgi, bo tak się składa, że nasze Wojsko Polskie (patrz PT-91 Twardy na zdjęciu wyżej) również ma do nich dostęp od kilku dekad, choć zważywszy na obecnych i dawnych użytkowników, trudno się temu dziwić. 

Historia czołgów T-72, czyli „tańszych T-64”, sięga lat 60. ubiegłego wieku. Chociaż to bardzo stare sprzęty, nadal są wykorzystywane przez kilkadziesiąt krajów, do których zalicza się m.in. Polska, Rosja i Ukraina

Najpierw sowieckie, a później rosyjskie czołgi T-72 są owocem niegdysiejszej rywalizacji między dwoma zespołami projektantów – Morozov KB oraz Uralvagon KB, którym przewodził kolejno Alexander Morozov oraz Leonid Kartsev. Finalnie to rozwiązanie tego drugiego zostało uznane za lepsze do zastąpienia T-64, bo musicie wiedzieć, że T-72 był w rzeczywistości nie tylko całkowicie nowym czołgiem, a rozwinięciem modelu T-64, którego dręczyły zarówno wysokie koszty, jak i technologiczne problemy. Zanim wejdziemy w szczegóły, warto wspomnieć, że wersja T-72B była z kolei podstawą dla modelu T-90 wyprodukowanego w 1992 roku, a sam rozwój i produkcja T-72 trwa niezmiennie do dziś od 1968 roku. 

Czytaj też: Tureckie drony na Ukrainie pokazały wojnę przyszłości. Bayraktar TB2 wyrządzają ogromne szkody

W rzeczywistości prace projektowe były o tyle dziwne, że trwały od 1967 do 1973 roku, czyli aż do momentu wejścia T-72 na czynną służbę. Pomijając wszelkie zawiłości produkcyjne i problemy związane z konkurowaniem ze sobą wspomnianych zespołów, musicie wiedzieć, że pierwsze seryjnie produkowane T-72 utrzymywane jeszcze pod mianem Obiektu 172M zaczęły powstawać w 1972 roku w Niżnym Tagilu. Były testowane w Armii Radzieckiej w 1973 jako T-72 Ural, aby rok później trafić na służbę już pod nazwą T-72. 

Pierwsza wersja T-72

Ulepszenia trwały jednak dalej i tak oto szybko po wprowadzeniu T-72 na służbę zakończono projekt kolejnej wersji (Obiekt 174), który sięgnął po ulepszenia pokroju ceramiczno-stalowego pancerza wieży, elektronicznego systemu kontroli ognia czy dalmierza laserowego w miejscu koincydencyjnego. Z takimi ulepszeniami wszedł na służbę w 1979 roku jako T-72A. Sześć lat później, bo w 1985 roku powstało kolejne ulepszenie (Obiekt 174M), które oficjalnie nazwano T-72B i w nim znacznie poprawiono pancerz wieży, a w celu zrównoważenia zwiększonej masy, wprowadzono mocniejszy silnik V-84. 

Od samego początku powstania czołgów T-72 wyróżniało je kilka cech względem czołgów na służbie krajów NATO, choć w… negatywnym świetle. Wprawdzie Sowieci postawili na konstrukcję, mającą rozwiązać problemy, które zauważyli podczas wcześniejszych wojen i działań bojowych, ale w praktyce odstawały przez to zaawansowaniem na tle nowych czołgów krajów NATO. 

Ciekawostka: przynajmniej część dokumentacji technicznej dotyczącej T-72 została przekazana CIA przez polskiego pułkownika Ryszarda Kuklińskiego w latach 1971-1982

Porównując T-72 z zagranicznymi odpowiednikami „czołgów podstawowych” z tego samego okresu, można zauważyć, że dzieło konstruktorów byłego ZSRR było niezwykle lekkie (ważyło 41,5 ton) i małe (6,95 x 3,59 x 2,23 metra z wyłączeniem długości lufy). To sprawiło, że nawet 780-konny silnik wysokoprężny V12 był w stanie zapewnić odpowiednią moc, aby wprawić w ruch gąsienice na kołach jezdnych o sporej średnicy, które są poniekąd wyróżnikami T-72. Czołg ten może też pokonywać rzeki o głębokości do 5 metrów, choć wiąże się to z ryzykiem zatopienia, jeśli silnik zgaśnie i nie zostanie szybko uruchomiony.

T-72B

Podczas pokonywania rzek załoga T-72, która obejmuje kierowcę, strzelca i dowódcę, ma dostęp do prostych aparatów oddechowych i nie może narzekać na ogólny poziom bezpieczeństwa. Te czołgi są bowiem wyposażone w systemy ochrony przed bronią chemiczną, biologiczną i nawet jądrową za sprawą przede wszystkim filtrów powietrza, jak i syntetycznej tkaniny z mieszanki borowej. Wewnątrz nie ma jednak wiele miejsca, co zmusiło konstruktorów do słusznego zresztą zastąpienia ładowniczego automatycznym mechanizmem ładowania działa głównego.

Czytaj też: Rosyjska flota desantowa wykorzystuje polskie Ropuchy, czyli okręty desantowe projektu 775

T-72B3

A czy załoga T-72 mogła czuć się bezpiecznie w razie zagrożenia? W dzisiejszych czasach, czyli czasach z rozpowszechnionymi zaawansowanymi zestawami przeciwpancernymi oraz zwyczajnymi granatnikami z głowicami kumulacyjnymi, tak naprawdę żaden czołg nie jest superbezpieczny nawet z najlepszym pancerzem i systemem aktywnej ochrony, ale przed dekadami czołgi rzeczywiście były znacznie trudniejszymi sprzętami do zniszczenia. Jak to tradycyjnie bywa, ochronę T-72 ulepszano z wersji na wersję i skupiano się zarówno na kadłubie, jak i wieży, stawiając na pancerz ze stali o wysokiej twardości. Następnie do gry zaczęły wchodzić wielowarstwowe pancerze ze stalą RHA, ceramicznymi płytkami, szklanymi laminatami, kwarcem lub piaskiem. Najważniejsze ulepszenie w myśl pancerza T-72 dotyczyło wykorzystania pancerza Kontakt-5 ERA, czyli uniwersalnego pancerza reaktywnego.

Jeśli wzięlibyśmy pancerz poszczególnych wersji T-72 i porównali jego skuteczność do skuteczności chronienia przez jednolity, solidny kawał stali, to oryginale kadłub wytrzymywał ostrzał z przeciwpancernych pocisków o penetracji pancerza o grubości 335-410 mm lub pocisków HEAT o penetracji 410-450 mm. W przypadku wieży te wartości wyniosły kolejno 380-410 mm oraz 450-500 mm. 

T-72M1

Czytaj też: Dlaczego zdalnie sterowane miny Goliath nie opłaciły się nazistom?

W wersji T-72M1 z 1982 roku poprawiono wytrzymałość do odpowiednio 400 i 490 mm oraz 380 i 490 mm, a w T-72B+Kontakt 5 osiągnięto najwyższą wytrzymałość. Te wyprodukowane po raz pierwszy w 1988 roku czołgi posiadały tak zaawansowane opancerzenie, że odpowiadały im kolejno 800 i 1180-mm kawały stali w przypadku wieżyczek oraz 690 i 940 mm, jeśli idzie o kadłub przeciwko odpowiednio pociskom przeciwpancernym i HEAT.

Jeśli z kolei idzie o uzbrojenie, to obok karabinu maszynowego 7,62 mm i przeciwlotniczego wielkokalibrowego karabinu maszynowego 12,7 mm w grę wchodziły 125-mm główne armaty gładkolufowe 2A46M i później 2A46M-5 z dostępem do magazynu mieszczącego do 39 pocisków. Te nowsze montowane w modernizacjach przeprowadzanych w ostatniej dekadzie (dotyczą modeli T-72B3, T-72B3M i T-72 SIM-3) są w stanie strzelać wieloma rodzajami pocisków (w tym przeciwpancernymi) do celów oddalonych o maksymalnie 3000 metrów, ale trafienie w nie jest o tyle utrudnione, że T-72 dręczy niska celność, bo średnio pociski wystrzelone z działa mogły trafiać nawet metr od celu na dystansie 1,8 km. 

Polski „Twardziel”

Czytaj też: Broń hipersoniczna – czym jest i kto ją ma?

Jeśli interesuje Was to, kto obecnie wykorzystuje T-72, to zapewne nie zdziwicie się, że Ukraina ma ponoć dostęp do części niegdyś 603 egzemplarzy T-62, które zostały wcześniej wycofane na rzecz T-64 (polecamy: T-64 BM Bułat. Te poradzieckie czołgi blokują rosyjską inwazję). Z tych czołgów korzysta też Rosja, posiadająca ponoć dostęp do całych tysięcy T-72, z czego w 2021 roku gotowych do działania nowszych wersji miało być 850 egzemplarzy T-72B3, 550 T-72B3M i 650 T-72B/A. W Polsce z kolei mamy kilka setek T-72 w wersji -M1, -M1D oraz -M1Z, ale przede wszystkim około 285 znacząco rozwiniętych z wersji T-72M1 czołgów PT-91 Twardy, które występują w trzech wersjach: podstawowej, PT-91M i PT-91MA1.