Test Nissan Townstar. Praktycznie do granic możliwości?

Arkadiusz Dziermański

Minivany to nie jest najbardziej seksowny segment rynku. To auta o zastosowaniach praktycznych, biznesowych czy też rodzinnych. Czy Nissan Townstar jest tylko praktyczny, czy też ma do zaoferowania coś ekstra?

Chociaż trwająca już ponad 20 lat współpraca Renault i Nissana bywała wyboista, jest niewątpliwie korzystna dla obu producentów. Nissan Townstar jest nowym dzieckiem tego zaaranżowanego konkubinatu, zastępując model NV250 i hojnie czerpiąc od swojego francuskiego bliźniaka, Renault Kangoo. Podobieństw jest niewątpliwie wiele, ale Nissan zdecydowanie patrzy w przyszłość, rezygnując z diesla i zapowiadając pełnego elektryka jeszcze w tym roku, poza dostępną już dzisiaj wersją z silnikiem spalinowym. Sporo napisano o zaletach Townstara jako samochodu dostawczego, ale nasz test nie będzie się na tym skupiał. Właściwie nie będziemy o tym w ogóle wspominać, bowiem nie tę wersję testowaliśmy.

Townstar jest dostępny w dwóch wariantach: Van i Combi. Oba auta mają identyczne wymiary (4 486 mm dł./1 860 mm szer./1 804 mm wys.), ale znacznie różnią się wyposażeniem i przeznaczeniem. Van jest wersją pozbawioną tylnej kanapy, ze znacznie powiększoną przestrzenią ładunkową, typowy samochód roboczy. Combi to nic innego jak Townstar w wersji pasażerskiej i właśnie o tej wersji trochę sobie dzisiaj pogadamy.

Nissan Townstar wygląda jak typowy przedstawiciel swojego segmentu

Patrząc na Townstara nie da się uniknąć porównań z Renault Kangoo. Nie uważam tego za wadę bo i nikt nie kryje się z tym, że samochody te są konstrukcyjnymi bliźniakami. Jasne, trochę zmieniono przednie lampy, trochę pokombinowano przy grillu…. Powiedzmy, że po zasłonięciu znaczków dałoby się je rozróżnić. Wracając jednak do samego Townstara – prezentuje się schludnie i praktycznie. Czy coś w nim razi po oczach? Nie. Czy wzbudza jakąkolwiek ekscytację? Cóż, nie. Jest to typowy przedstawiciel segmentu lekkich dostawczaków – ma być przede wszystkim praktyczny, a jeśli przy okazji nie będzie paskudny, mamy profit.

Ponieważ nie ma tutaj walorów estetycznych nad którymi warto byłoby się jakoś szczególnie rozwodzić, przejdźmy do walorów praktycznych.

Po pierwsze, widoczność. Auto zostało wyposażone w potężne szyby, małe szybki i relatywnie wąskie belki dzięki którym nawet bez kamer dokładnie widać otoczenie. Na pochwałę zasługują przede wszystkim dodatkowe szyby nad lusterkami bocznymi, które znacznie zwiększają pole widzenia kierowcy. Do tego dostajemy system monitorowania martwego pola już w wersji podstawowej Townstara, więc w kwestii zapewnienia kierowcy możliwości obserwacji otoczenia nie można się do tego samochodu przyczepić. 

Po drugie, drzwi. Przednie otwierają się pod kątem 90 stopni, więc nawet słoń by się zmieścił. Tylne drzwi są rozsuwane, więc jeśli np. wozicie dzieci w fotelikach, nie potrzebujecie wolnej przestrzeni parkingowej, aby je do nich załadować bądź z nich wydostać. Z tego co wiem, jest to bolączka wielu rodziców, która w wypadku Townstara po prostu nie istnieje. Jedynymi „drzwiami”, za które projektanci powinni zarobić po łapach, są te z tyłu. Mam tutaj na myśli tylną klapę, która nie otwiera się na boki jak w większości aut tego segmentu, a do góry. Biorąc pod uwagę jej potężny rozmiar, musicie bardzo uważać przy jej otwieraniu, w szczególności jeżeli parkujecie tyłem. Sięga tak daleko, że łatwo byłoby zaczepić o obiekt stojący za Wami – drzewo, słup, czy inny samochód.

Kiedy pierwszy raz chcieliśmy otworzyć bagażnik, potrzebne było przeparkowanie samochodu. Klapa zatrzymała się na drzewie

Po trzecie, ładowność. Nawet z rozłożonym drugim rzędem siedzeń, przestrzeń ładunkowa Townstara  to 1030l jeśli ładujemy go po sam dach i 775l, jeśli bagaż ma sięgać do półki. Dla porównania – prawie 5-metrowe Volvo XC90 w takiej samej konfiguracji siedzeń oferuje 709 litrów. Biorąc pod uwagę podane wartości, chyba nie trzeba nikogo specjalnie przekonywać, że nawet 5-osobowa rodzina planująca wyjazd spokojnie się do tego auta zapakuje.

Czytaj też: Test Nissan Qashqai 2021. Wygląda jak zaskoczenie roku

Nissan Townstar ma praktyczne i przemyślane wnętrze

To, jak wnętrze Townstara będzie się prezentować, zależy w dużej mierze od wersji wyposażenia na jaką się zdecydujecie. Nissan oferuje trzy: Accenta, Business i Tekna kosztujące odpowiednio: 103 900 zł, 107 900 zł i 123 900 zł. Rozpatrując te wersje pod kątem wyposażenia wnętrza, polecam jedną z dwóch wyższych opcji – Business lub Tekna.

Już w wersji Business dostaniecie system audio z 8-calowym ekranem dotykowym, obsługujące Android Auto i Apple Car Play, tapicerkę ze skóry ekologicznej, czy centralny podłokietnik – rzeczy praktyczne i zdecydowanie warte dopłaty. My testowaliśmy wersję Tekna, w której jest trochę więcej zabawek – automatyczna, dwustrefowa klimatyzacja, dodatkowy nawiew  z tyłu, bezprzewodowa ładowarka telefonów komórkowych, nawigacja Nissan Connect i asystent parkowania.  Bardziej użytkowymi elementami wyposażenia zajmiemy się później, na razie skupmy się na tym, jak się to prezentuje.

Jak można się domyślić, wnętrze jest bezpretensjonalne i bardzo praktyczne. Mamy tutaj całą armię półek, półeczek, schowków i uchwytów, dzięki którym nigdy nie będziecie mieć problemu ze znalezieniem miejsca na swoje rzeczy nawet jeśli inne samochody zagracacie, tak jak sama mam w zwyczaju.

Poza obudową skrzyni biegów nie uświadczymy tutaj nieszczęsnego piano black, czy innych powierzchni podatnych na zabrudzenia i porysowanie. Do obudowania wnętrza użyto kombinacji plastików i materiału, którego nazwy Wam nie podam, ale wygląda to schludnie i prosto. Również fotele ze skóry ekologicznej robią pozytywne wrażenie – są porządnie przeszyte, wygodne i mają funkcję podgrzewania już w podstawowej wersji wyposażenia. Brakuje jednak elektrycznej regulacji choćby fotela kierowcy.

Arkadiusz Dziermański

Wracając na moment do schowków, warto docenić dodatkowy za kierownicą. Mamy w nim sporo wolnego miejsca oraz dwa porty USB, a także miejsce montowania uchwytu na telefon. Który znajduje się na wyposażeniu. Dzięki temu możemy mieć telefon zawsze podpięty do ładowania, albo zasilać w tym miejscu dodatkowe akcesoria.

Dodatkowo mamy trochę wolnej przestrzeni na półce znajdującej się nad przednimi siedzeniami. Schowek przed fotelem pasażera jest bardzo duży i nie odchylany, a nietypowo wysuwany. Co dodatkowo zwiększa jego ładowność.

Wnętrze jest trochę minimalistyczne, ale dzięki temu nie znajdziecie tu żadnego zbędnego przycisku w formie przysłowiowej zapchajdziury.

Z tyłu mamy ogrom miejsca. Spokojnie mogą tu podróżować osoby o wzroście dwóch metrów, a i tak nie będą narzekać na brak wolnego miejsca na nogi, nie wspominając już o miejscu nad głową. Posadzenie z tyłu trzech dorosłych osób też nie będzie stanowić najmniejszego problemu. Tylna kanapa dzieli się w stosunku 40-60 i co ważne, siedzenia składają się na płasko. Co dodatkowo zwiększa możliwości przewożenia większych przedmiotów. Musimy tylko pamiętać o konieczności opuszczenia zagłówków.

Minusem wnętrza jest wygłuszenie. Po przekroczeniu 120 km/h jest głośno. Poziom hałasu waha się wówczas od 80 do 90 dB.

Czytaj też: Test Nissan Juke 2021. Niedrogi crossover potrafi bardzo pozytywnie zaskoczyć

Prosty system multimedialny i bardzo ciekawy ekran

System multimedialny Townstara będzie znany posiadaczom nowego Juke’a czy Qashqaia. Jest prosty w obsłudze, intuicyjny, ale działa trochę wolno i nie zachęca do klikania w ekran częściej, niż jest to potrzebne. Minus należy się za brak pokrętła zmiany głośności. Aby ją ustawić, należy kliknąć dotykowe pole po lewej stronie ekranu i dopiero wtedy pojawia się przycisk regulacji. Zawsze też zostaje zmiana głośności z poziomu kierownicy.

Ekran jest przyzwoitej, ale raczej przeciętnej jakości. Za to nadrabia czytelnością. Nissan postawił na bardzo mocno matową powłokę, dzięki czemu ekran jest zawsze czytelny i nie zobaczymy na nim nawet milimetra odblasku światła. Kolejny plus do praktyczności.

Dodatkowy, ale już znacznie prostszy ekran, znajdziemy pomiędzy zegarami. Na nim wyświetlane są informacje o zużyciu paliwa i statusie auta. Nagłośnienie jest przyzwoite. Dźwięk jest czysty, poprawny, skupia się głównie na środku skali. Lepiej nie szaleć z głośnością, bo przy wyższych poziomach pojawia się nieprzyjemne skrzypienie.

Czytaj też: Test Suzuki Jimny. Terenowa bestia, czy futurystyczne auto miejskie?

Nissan Townstar to nie jest auto dla rajdowca, ale nadrabia prowadzeniem

Sylwia Januszkiewicz

W tej chwili Townstar jest dostępny w jednej wersji – z czterocylindrowym silnikiem spalinowym o pojemności 1,3l, maksymalnej mocy 130 KM przy 5000 obr./min. I maksymalnym momencie obrotowym 240 Nm przy 1 600 obr./min. Producent podaje, że do 100 km/h rozpędza się w 11,8s, a jego maksymalna prędkość to 180 km/h. Powiedzmy to sobie wprost – dynamiki tutaj nie ma. Są jednak i pozytywne elementy tej konstrukcji. Mam tutaj na myśli skrzynię biegów (dostępna jest wyłącznie manualna), która pozwala na bardzo płynne i lekkie przełożenia. Również zawieszenie zaliczam na plus – jest dosyć miękkie, ale jednak uchroni Was od uczucia siedzenia na sprężynach, jak to bywa przy tego typu autach.

Patrząc na bryłę Townstara, zastanawiałam się jak będzie się trzymać drogi w trasie i muszę przyznać, że byłam bardzo miło zaskoczona. Auto ma wbudowanego asystenta bocznego wiatru i przyznaję się bez bicia, że nie znalazłam informacji o tym, na czym to dokładnie polega, ale fakt jest faktem – pomimo dosyć silnych powiewów Townstar odważnie pruł do przodu i nie trzeba było z nim walczyć o utrzymanie się w pasie ruchu, nawet przy wysokich prędkościach. Kiedy przypomnę sobie co działo się z Renault Kadjarem przy podobnych warunkach… Nie, lepiej tego nawet nie porównywać.

Na minus muszę jednak zaliczyć funkcję rozpoznawania znaków drogowych. Townstar potrafił sczytywać znaki ograniczeń z wyprzedzanych TIR-ów, więc na trasie z ograniczeniem 120 km/h wyskakiwało mi nagle 70 km/h. Z kolei jadąc lewym pasem, potrafił pominąć ograniczenie znajdujące się na znaku przy pasie prawym, więc generalnie rzecz biorąc, szybko przekonałam się, że nie należy ufać tej funkcji i trzeba polegać na własnej ocenie.

Kolejnym elementem, który ciężko zaliczyć jako zaletę, jest spalanie. Jeżeli poruszamy się po trasie szybkiego ruchu ze stałą prędkością 120 km/h, Townstar spala ok 7,4 l/100 km. Na drogach krajowych z ograniczeniami rzędu 90 km/h spokojnie uda Wam się zejść poniżej 7 l/100km, ale podczas jazdy po mieście będzie to ok. 8,8 l/100 km. Czy jest tragicznie? Nie. Jest po prostu przeciętnie.

Czytaj też: Test Hyundai Tucson Plug-In Hybrid 2021. Przestronnie i wygodnie

Wyposażenie, czyli do czego dopłacamy w Townstarze?

Wspominałam wcześniej o 3 wariantach wyposażenia Townstara i kwotach, jakie trzeba za nie zapłacić. Podczas porównywania nasuwają mi się dwa wnioski. Pierwszy: już podstawowa wersja wyposażenia jest nieźle zaopatrzona. Drugi: wersja „środkowa” jest droższa jedynie o 4000 zł i ABSOLUTNIE WARTO za nią dopłacić.

Żeby nie być gołosłownym, zatrzymajmy się na chwilę przy wersji podstawowej (Accenta). Za 103 900 zł, poza standardowymi ABSami i tym podobnymi, dostaniemy pełny pakiet poduszek, z kurtynami osłaniającymi tylny rząd foteli włącznie, asystenta bocznego wiatru o którym wspominałam wcześniej, asystenta ruszania pod górę, funkcję hamowania awaryjnego z rozpoznawaniem pieszych i rowerzystów, asystenta martwego pola z funkcją interwencji (można ją dezaktywować), tempomat, tylne czujniki parkowania, manualną klimatyzację, podgrzewane fotele, podgrzewane lusterka boczne, światła LED (poza światłami drogowymi, które pozostają halogenowe) i system Isofix zainstalowany w fotelu pasażera oraz w obu zewnętrznych fotelach z tyłu. Całkiem nieźle jak na podstawową wersję wyposażenia.

Kosztująca 107 900 zł wersja Business, poza udogodnieniami, o których wspominałam wcześniej (system audio z 8-calowym ekranem dotykowym, Android Auto i Apple Car Play, tapicerka ze skóry ekologicznej, centralny podłokietnik), ma dodatkowe 2 porty USB i gniazdo 12 V z przodu, czujniki parkowania z przodu, kamerę cofania i trochę innych drobiazgów. Dopłata rzędu 4000 zł za to wszystko to co najmniej uczciwa cena.

Największymi zaletami wersji Tekna (123 900 zł) są: automatyczna klimatyzacja i system kamer 360 stopni. Jasne, dostaniecie do tego trochę innych funkcji takich jak nawigacja, relingi, czy bezprzewodowa ładowarka do smartfona, ale czy są one warte dopłacenia 15 000 zł? Pozostawiam to do Waszej oceny.

Czytaj też: Test Toyota Corolla Hatchback GR Sport. Udany połykacz kilometrów

Praktycznie, praktycznie i jeszcze raz wygodnie. Oto Nissan Townstar

Arkadiusz Dziermański

Nissan Townstar nie jest autem, za którym ludzie będą się oglądać. Ale też nie został do tego stworzony. Ma być wygodny i praktyczny. Taki też jest.

Auto oferuje ogromne, bardzo praktyczne wnętrze. Pełne schowków, bardzo prostych udogodnień i z dużą ilością wolnej przestrzeni dla każdego z nawet pięciu dorosłych pasażerów. Przesuwane drzwi i ogromny bagażnik będą wybawieniem dla rodzin z dziećmi. Musimy tylko pamiętać o ogromnej klapie bagażnika, która do otwarcia wymaga bardzo dużo miejsca.

Nissan Townstar jest bardzo wygodny w prowadzeniu. Nie jest wyścigówką, ale nie ma najmniejszych problemów z wyprzedzaniem innych aut. Spalanie przy większym obciążeniu jest spore, ale przy spokojnej jeździe nie zrujnuje nam portfela.

Przy zakupie warto się dobrze zastanowić, czy faktycznie potrzebujemy dopłacania do najwyższej wersji wyposażenia, bo już środkowa zapewnia nam większość udogodnień. A czy warto kupić Townstara? Jeśli potrzebujesz dużego, wygodnego i do bólu praktycznego auta, zdecydowanie warto się nim zainteresować.