Ropa solą naszych czasów, sprzeciwie względem elektrycznych samochodów, ropa, EV, BEV

Ropa solą naszych czasów, czyli o sprzeciwie względem elektrycznych samochodów i ropnej potędze

Kiedyś za nią zabijano i dzięki niej kiedyś władano, a dziś jest praktycznie darmowa i porównuje się ją do ropy. Mowa o soli, która w historii naszego gatunku jest niczym woda (a może nawet i przyprawa?) na planecie Arrakis w świecie stworzonym przez Franka Herberta. Dlaczego? O tym poniżej, bo tytułowe stwierdzenie, że to ropa „ropa solą naszych czasów” ma więcej sensu, niż może się z pozoru wydawać i może mieć naprawdę, ale to naprawdę wiele wspólnego z elektrycznymi samochodami.

Chociaż z pewnością zabrzmię teraz, jak fan teorii spiskowych, to trudno nie zgodzić się z tym, że nasz świat opiera się obecnie na władzy. Kto ją ma, ten może sterować do pewnego stopnia pozostałymi i tym samym powiększa swoją rangę na arenach wszelkiego rodzaju – od lokalnych po te międzynarodowe. Z kolei tam, gdzie jest władza, są też pieniądze, które trzeba jakoś utrzymać, jeśli rzeczywiście chce się zachować tę władzę.

Ropa solą naszych czasów, czyli o roli ropy naftowej w obecnym świecie i władzy w tle

Obecnie panuje powszechne powiedzenie, że zbudowaliśmy obecne czasy na ropie naftowej. Rzeczywiście patrząc na obecny świat, to zwykle te państwa, które mają do niej rozległy dostęp, są na szczycie, jak również operujące właśnie wokół ropy firmy. Nie jest to przypadkiem, bo to właśnie ona jest podstawą do działania najpowszechniejszych silników (spalinowych), a na dodatek wykorzystuje się nią dodatkowo do m.in. produkcji plastiku, w którym przecież toniemy, czy chemikaliów wszelakiej maści.

Czytaj też: Czym jest NFT? Niewymienialne tokeny mają swoje dobre i złe strony… zupełnie jak kryptowaluty

Nie dziwi więc to, że w książce pod tytułem Tesla, czyli jak Elon Musk zakończy epokę ropy naftowej autorstwa Hamisha McKenzie’go, znajdziemy ciekawe porównanie obecnego statusu ropy do niegdysiejszego statusu soli. To z kolei sugeruje, że już za dwie, może trzy dekady nadejdzie „czas energii elektrycznej i źródeł odnawialnych”, patrząc po obecnych trendach na rynku. Dziś jednak ciągle żyjemy w „epoce ropy naftowej” i ciągle wielu osobom zależy, żebyśmy pozostali w niej na możliwie najdłużej.

Jeśli się zastanawiacie, dlaczego Kochowie przejmowali się samochodami elektrycznymi w okresie, kiedy stanowiło one mniej niż jeden proces wszystkich pojazdów na drodze, spójrzcie na związek jonowy o nazwie chlorek sodu. Ropa może i zdominowała gospodarkę naszych czasów, ale jej znaczenie blednie, podobnie jak to się stało z solą. Cywilizacja została zbudowana na towarze, który teraz McDonald’s daje klientom za darmo.

– fragment książki Tesla, czyli jak Elon Musk zakończy epokę ropy naftowej.

Czytaj też: Intel wycina siłą instrukcje AVX-512 z platform Alder Lake. Czy jest czego żałować?

Wspomniani „Kochowie”, to bracia – Charles i David Koch, którzy przewodzili amerykańskiej firmie Koch Industries założonej w 1940 roku, zajmującej się m.in. produkcją ropy naftowej i przekuwaniu jej na inne produkty. Ich sprzeciw względem elektrycznych samochodów w postaci kampanii negującej sens BEV (Battery Electric Vehicle) zapisał się na kartach historii niejednokrotnie, ale unijne dyrektywy, normy emisyjne i przewaga modeli elektrycznych nad spalinowymi w niektórych kwestiach sprawił, że elektryczne samochody przebiły się do mainstreamu, przecierając ciągle nowe szlaki na rynku.

Polski elektryczny samochód Izera

Dlaczego sól była niegdyś podobna statusem do ropy?

Co jednak z ropą ma wspólnego dawny status soli? Na to pytanie odpowiada sam organizm człowieka, bo choć w obecnych czasach soli w naszych życiach jest za dużo, to bez niej umarlibyśmy. Wszystko przez zawartość sodu w soli, który to odpowiada za równowagę wodno‑elektrolitową i kwasowo‑zasadową organizmu. Bez sodu w organizmie do gry wkraczają procesy metaboliczne, które pozbywają się wody z organizmu, aby utrzymać odpowiednią ilość chlorku sodu we krwi, doprowadzając finalnie do śmierci z odwodnienia.

Kiedyś dostęp do soli gwarantował tak naprawdę przeżycie i dlatego kilka tysięcy lat przed naszą erą sól można było bez kozery nazwać białym złotem. Stała się walutą przetargową nie z widzimisię ludzi czy prawa (jak obecnie każda waluta), a z konieczności. Przejawy tego ciągle możemy dostrzec nawet w języku angielskim, gdzie „salary” (w tłumaczeniu „pensja”) wzięło się z łacińskiego określenia „solnych pieniędzy”. Podobnie sprawa ma się z angielskim idiomem „not worth a pinch of salt” (nie warty szczypty soli), którego geneza obejmuje dawny handel niewolnikami w Grecji.

Czytaj też: Odkryto lukę bezpieczeństwa dysków SSD. Złośliwe oprogramowanie może nigdy nie zostać wykryte

Dlatego też niegdyś pito własny mocz czy krew zabitych, aby uzupełnić pokład sodu w organizmie i poważnie traktowano wydobycie soli. To obejmowało górnictwo, przekopywanie bagien nasączonych wodą morską, czy korzystanie ze zjawiska jej parowania. Jedna metoda obejmowała nawet wwiercanie się w góry i wydobywanie z podziemnych źródeł solankę za pomocą rur bambusowych. Czasy się zmieniają, bo dziś wwiercamy się nie w góry, a złoża, aby wydobywać ropę.

Sól była najważniejszym towarem na świecie, dlatego stała się przedmiotem transportu, handlu i konfliktów.

Idąc dalej, w dawnych cywilizacjach Nilu, Babilonii, Indii, Chin, Meksyku i Peru, autokratyczni władcy kontrolowali poddanych utrzymując monopol na sól. Etiopia jeszcze w XVI wieku wykorzystywała sztabki soli jako walutę, a przed tysiącami lat takich państw i społeczności było znacznie więcej. Rzymianie płacili podatki solą i często ją otrzymywali w ramach żołdu, handlarze niewolników wymieniali na nią ludzkie życia, a we Francji powstał nawet podatek solny (gabelle). 

Ropa naftowa i sól mają więc wiele wspólnego pod kątem wpływu na społeczność, ale ta wiedza byłą już powszechna przed wieloma laty:

Wydaje się, że wyłania się tu pewien wzorzec polityczny [napisał, porównując ropę do soli – dop. red.]. Tam, gdzie soli było pod dostatkiem, społeczeństwo zazwyczaj było wolne, niezależne i demokratyczne; w miejscach, gdzie jej brakowało, ten, kto kontrolował sól, kontrolował ludzi.

– napisał dziennikarz M.R. Bloch w Scientific American z 1963 roku.

Czytaj też: Dlaczego gramy w gry? Badanie odpowiada jacy są Polscy gracze

Przypominamy o tym nie bez powodu, bo ropę finalnie ma spotkać to samo, co sól, choć może nie do aż takiego stopnia (chyba że za kilkanaście dekad, kiedy silniki spalinowe będą całkowicie archaiczne). Tak przynajmniej wynika z narracji wspomnianej książki, która wskazuje, że sól stała się powszechna, bo… straciła na swojej ekskluzywności, choć ludzie nadal oczywiście jej potrzebują, aby przeżyć.

Kiedyś bowiem bez soli można było zapomnieć m.in. o długim przechowywaniu żywności w dobrym stanie, a to uniemożliwiało realizowanie dalekich wypraw i zmuszało do częstych transportów. Zmieniło się to po wprowadzeniu pierwszej lodówki w 1911 roku przez General Electric, co zapoczątkowało „katastrofalną lawinę” dla wartości soli.

Czytaj też: Wydajność zużytego SSD. Wykończyliśmy dysk, żebyście Wy nie musieli

Sól jednak ciągle towarzyszy nam w życiu i nic tego nie zmieni. Będziemy jej potrzebować zawsze, bo bez niej nie przeżyjemy i dlatego właśnie nie doczekała się swojego bezpośredniego zamiennika, a po prostu straciła na wartości przez rozwój technologiczny. To samo będzie zapewne czekać spalinowe układy napędowe, których na dodatek w ogóle nie potrzebujemy do pełni szczęścia. Chociaż również dla ropy naftowej nie znajdziemy najpewniej bezpośredniej alternatywy, to pewne jest, że przynajmniej w motoryzacji doczekała się (a raczej doczeka wraz z rozwojem technologii) lepszej konkurencji.