Nowy sprzęt w rękach Ukrainy, Norwegia

Zestawy przeciwlotnicze Mistral jadą na Ukrainę. Co potrafią te francuskie MANPADS?

Dowiedzieliśmy się, że Norwegia zdecydowała się przekazać siłom ukraińskim zestawy przeciwlotnicze Mistral, czyli do tej pory nieobecne w tym konflikcie systemy. Nie oznacza to jednak, że około setka wysłanych zestawów (liczby pocisków nie znamy) wypełni w arsenale Ukrainy lukę, która do tej pory nie została załatana, bo w rzeczywistości to kolejny MANPADS.

Dla Ukrainy każdy przeciwlotniczy zestaw rakietowy do zwalczania celów powietrznych jest na wagę złota

Od samego początku działań zbrojnych Rosji w Ukrainie, słyszeliśmy regularnie o dostawach zarówno przeciwlotniczego, jak i przeciwpancernego sprzętu obrońcom. Nie bez powodu, bo ci muszą mierzyć się zarówno z rosyjskimi myśliwcami oraz helikopterami (zwłaszcza Ka-52) oraz całą masą czołgów i bojowych wozów piechoty.

Czytaj też: Rosyjski myśliwiec Su-57 na ukraińskim niebie potwierdza kolejną nieudolność agresora

Dlatego też dostawy sprzętu na Ukrainę dotyczą głównie tak zwanych PPZR, które określa się też mianem angielskiego MANPADS (Man-portable air-defence system) lub MPADS. Oznacza to przenośny przeciwlotniczy zestaw rakietowy, którego obsługę może opanować nawet pojedynczy żołnierz, mogąc zniszczyć nisko lecący wrogi helikopter, samolot lub drona będącego w zasięgu widzenia, jednym celnym wystrzałem. Niestety nie są w stanie nic zrobić w konfrontacji z bombowcami operującymi już na pułapie kilkudziesięciu kilometrów czy pociskami balistycznymi.

Te systemy przyjmują postać wyrzutni i pocisku rakietowego, który jest naprowadzany na cel zwykle z wykorzystaniem systemu naprowadzania na podczerwień. Zaliczamy do nich polskie Gromy czy Pioruny, amerykańskie Stingery, Starstreak z Wielkiej Brytanii oraz rosyjskie Igły i Strieły. Wśród nich, opisywany poniżej Mistral, jest o tyle ciekawy, że wymaga więcej „zachodu” z wystrzeleniem pocisku względem wspomnianych ppzr, którym wystarczy w głównej mierze (dosłownie) bark żołnierza.

Francuskie zestawy przeciwlotnicze Mistral jadą na Ukrainę. To kolejny przykład MANPADS

Na wieść o tym, że to Norwegia postanowiła przekazać swoje zestawy przeciwlotnicze Mistral Ukrainie, można odnieść błędne wrażenie co do tego, skąd te zestawy się wywodzą. W rzeczywistości bowiem za ich opracowanie odpowiada dawna francuska firma Matra Defence, a następnie Matra BAe Dynamics, która przeistoczyła się przed wieloma laty w europejskiego giganta MBDA z główną siedzibą we Francji.

Czytaj też: Ze schronu do Iła, czyli ostatni ratunek Putina. Opowiadamy o samolocie Ił-80

Nowy sprzęt w rękach Ukrainy, Norwegia

Mistral opracowano w 1974 roku, bazując na innym francuskim pocisku SATCP (Sol-Air à Très Courte Portée), ale jego masowa produkcja i wejście do służby, w ramach pierwszej produkcyjnej wersji, miało miejsce dopiero w 1988 roku. Od tego czasu powstało wiele wariantów, które zdecydowało się zakupić łącznie 31 państw (32, o ile wliczymy do tego grona Ukrainę), z czego do tej pory tylko część krajów (dokładnie cztery z nich) wycofało je z użytku.

Wśród nich znalazła się właśnie Norwegia, która przed XXI wiekiem zakupiła 400 egzemplarzy na własny użytek (z nieznaną liczbą pocisków) i ogłosiła, że przekaże około setki z nich Ukrainie, jako że ma i tak w planach ich wycofanie na rzecz nowszego sprzętu. Ciężko określić łączną liczbę wyprodukowanych pocisków Mistral, ale idą one raczej w tysiące niż dziesiątki tysięcy, zważywszy na zestawienie dostaw zrealizowanych od 1988 roku. Wiemy jednak, że cena każdego z nich wynosi 300000 euro, a do tej pory wystrzelono ponad 2000 z nich ze 95% skutecznością trafień podczas treningów.

Czytaj też: Polska amunicja krążąca Warmate. Jeśli kojarzycie drony Switchblade, to ten materiał jest dla Was

PPZR Mistral powstały w wersji S1 produkowanej od 1988 roku i M2, która zaczęła zjeżdżać z linii produkcyjnych od 1997 roku. Jej pociski przyjmują postać 1,86-metrowych pocisków kalibru 90 mm, które jednostopniowy silnik rakietowy na paliwo stałe rozpędza do prędkości naddźwiękowych rzędu 2,71 Mach. Efektywny zasięg pocisku wynosi z kolei do 6-7 kilometrów.

Do eksplozji 2,95-kilogramowej głowicy wypełnionej wolframowymi kulkami dochodzi albo przy bezpośrednim uderzeniu, albo wtedy, kiedy głowica wykryje cel swoim czujnikiem laserowym, co jest przydatne zwłaszcza w przypadku mniejszych celów (dronów). Zanim jednak do tego dojdzie, Mistral musi zostać wystrzelona w kierunku sprzętu latającego, aby następnie kontrolę nad pociskiem przejęła głowica naprowadzana na podczerwień, czyli źródło ciepła (m.in. wylot spalin).

Czytaj też: PSR-A Pilica już na służbie. To polski przeciwlotniczy system rakietowo-artyleryjski typu VSHORAD

Ma to swoje plusy, bo w przeciwieństwie do laserowych systemów, operator systemu nie musi przejmować się naświetlaniem celu, ale też wady, bo głowicę naprowadzaną termicznie można łatwo zmylić (np. flarami). Jednak projektanci spróbowali rozwiązać ten problem, dlatego w Mistralu zastosowali nawigację na cel z wykorzystaniem żyroskopu jako punktu odniesienia oraz ograniczono pole widzenia głowicy do mniej więcej 38 stopni. To pierwsze niweluje szanse oszukania głowicy z wykorzystaniem flar, a drugie pozwala zmniejszyć ryzyko tego, że pocisk „nabierze się” na wabik.

Największy problem ppzr Mistral sprowadza się do stanowiska, z którego jest wystrzeliwany. Tak jak większość wysłanych na Ukrainę do tej pory zestawów może zostać wystrzelona przez jednego żołnierza „z barku”, tak Mistral, z racji wagi całego system, wymaga wcześniejszego rozstawienia na specjalnym stanowisku ogniowym. Może być ono zarówno ustawione na pojeździe, jak i na utwardzonej ziemi, a odpowiednie wersje mogą znaleźć się na helikopterze (ATAM), a nawet okręcie (SIMBAD, SIGMA, SADRAL, TETRAL).