Brytyjskie systemy przeciwlotnicze w Ukrainie, Starstreak, Martlet, pociski Martlet

Brytyjskie systemy przeciwlotnicze w Ukrainie. Opisujemy Starstreak i Martlet

W drugim tygodniu kwietnia okazało się, że Ukraina otrzymała od Wielkiej Brytanii więcej pomocy niż to oficjalnie zapowiadano. Obok m.in. systemów przeciwlotniczych Starstreak Brytyjczycy przekazali też nowoczesne zestawy Martlet, za które w obu przypadkach odpowiada firma Thales Air Defence. Dlatego też poniżej znajdziecie wszystkie najważniejsze informacje na temat obu tych systemów, przyczyniających się do obrony Ukrainy.

Ręczne przenośne systemy przeciwlotnicze Martlet

Pojawienie się pocisków Martlet w Ukrainie było sporym zaskoczeniem dla całego świata, ale to pewne, że stały się częścią brytyjskiej pomocy wystosowanej dla obrońców. W rzeczywistości ta broń została już przetestowana w boju i to z sukcesem, bo żołnierzowi ukraińskich sił udało się zestrzelić rosyjski dron Orłan-10 z wykorzystaniem tego pocisku. Czym więc dokładnie są i dlaczego ich wysłanie na front jest ważne nawet dla firmy Thales Air Defence?

Czytaj też: Polski bojowy wóz piechoty Borsuk ciągle powstaje. Co wiadomo już na jego temat?

W rzeczywistości, kiedy mówimy o pociskach Martlet, to mamy na myśli ogół lekkich pocisków w wersji powietrze-powietrze, ziemia-powietrze i ziemia-ziemia. To przykład wielozadaniowego pocisku LMM (Lightweight Multirole Missile), który jest częścią dążenia Wielkiej Brytanii do opracowania rodzimych pocisków kierowanych powietrze-ziemia. Ich wariant ziemia-powietrze w formie wyrzutni obsługiwanej przez jednego żołnierza początkowo przetestowano w 2019 roku.

Na nie (1000 sztuk) tamtejsze ministerstwo obrony złożyło wstępne zamówienie wiele lat temu, bo pierwotnie ich dostawy miały się rozpocząć w 2013 roku, a wejście na służbę w 2015 roku. Jednak opóźnienia sprawiły, że wstępna zdolność operacyjna została osiągnięta w 2021 roku (wtedy zakończono też testy kwalifikacyjne i ruszono ze wstępną produkcją), a osiągnięcie tej pełnej przewidziano na rok 2024.

Czytaj też: Czołgi Abrams M1A2 – co musicie wiedzieć? Polska podpisała umowę na 250 egzemplarzy

Martlet został zaprojektowany tak, aby mógł być wystrzeliwany z różnych platform morskich, powietrznych i lądowych przeciwko szerokiej gamie celów. Najważniejsza cecha? Wysoka precyzja gwarantowana przez wielotrybowy system naprowadzania, który obejmuje naprowadzanie wiązką laserową i/lub półaktywne prowadzenie laserowe wspomagane naprowadzaniem za pomocą czujnika podczerwieni. Kiedy już pocisk znajdzie się przy celu, do gry wchodzi laserowy czujnik zbliżeniowy, odpowiadający za detonację 3-kilogramowej głowicy bojowej.

Wiemy, że każdy pocisk mierzy 1,3 metra i waży 13 kilogramów, a jego rozpędzeniem do prędkości rzędu 1800 km/h zajmuje się dwustopniowa rakieta, gwarantująca zasięg rażenia do 8 km. Przeznaczenie? Przede wszystkim niszczenie mniejszych celów powietrznych o mniejszej ochronie przeciw atakom rakietowym.

Wielka Brytania przekazała też Ukrainie PPZR Starstreak. Te są unikalne na tle innych zestawów tego typu

Po przyjrzeniu się dosyć nowoczesnym pociskom, czas przenieść się o kilka dekad w tył, bo przenośne przeciwlotnicze zestawy rakietowe Starstreak opracowane zostały przez Thales Air Defence już w latach 80. ubiegłego wieku. Ich produkcja trwa od 1986 roku i mimo takiego wieku różnią się na każdym froncie od zdecydowanej większości PPZR i to zwłaszcza tych przekazanych Ukrainie. Nie są to może tak świetnie dzieła jak polski PPZR Piorun, ale zdecydowanie znajdą swoją niszę w wojnie.

Czytaj też: Rosyjski pocisk balistyczny Iskander zwany też SS-26 Stone. Czym jest i co potrafi?

Ten system ziemia-powietrze może zostać obsłużony przez jednego operatora. To przykład pocisku przeciwlotniczego o dużej prędkości, który jest przeznaczony do obrony powietrznej przed śmigłowcami, nisko latającymi odrzutowcami i bezzałogowymi statkami powietrznymi. Martlet jest z kolei przeznaczony do niszczenia głównie mniejszych celów, czyli m.in. dronów.

Starstreak cechuje zasięg od 300 do 7000 metrów i występuje teraz w konfiguracji do odpalenia „z ramienia”. Jego lot jest o tyle ciekawy, że pocisk po osiągnięciu prędkości maksymalnej rzędu 3,5 Mach uwalnia trzy podpociski, które następnie wykorzystują naprowadzanie na wiązkę lasera, którą należy podświetlać cel. Operator musi więc po wystrzeleniu utrzymać ją na celu i pozwolić aż trzem podpociskom zrobić swoje.

Dlaczego akurat trzem, a nie po prostu jednemu? To wynika z samej chęci zwiększenia skuteczności rażenia, bo trzy zwyczajnie mają mieć większą szansę trafienia niż jeden, choć ich ogólna siła rażenia jest teoretycznie niższa względem jednego pocisku z jednoczłonową głowicą bojową. Podzielenie pocisku na trzy podpociski rozwiązuje też problem związany z brakiem zapalnika zbliżeniowego, bo jego brak oznacza wymóg uderzenia pocisku bezpośrednio w cel. Dopiero kiedy pocisk uderzy w np. kabinę śmigłowca, dochodzi do wybuchu głowicy.

Czytaj też: Rosyjskie Terminatory jadą do Ukrainy. Co potrafią te BMPT, czyli pojazdy wsparcia czołgów?

Brak tego zapalnika zbliżeniowego nie jest przeoczeniem, a odgórnym wymuszeniem przez sam format podpocisków, które w fizycznym ujęciu mierzą tylko 396 mm długości i 22 mm średnicy, a ich waga nie przekracza kilograma. Takie rozmiary uniemożliwiają zamontowanie wystarczająco dużej ilości materiałów wybuchowych, aby uzyskać wystarczającą efektywność głowicy z zapalnikiem zbliżeniowym.