Recenzja Sigma 18-50 mm F2.8 DC DN Contemporary

Dla nikogo nie jest chyba tajemnicą, że Sony traktuje swój fotograficzny system APS-C trochę po macoszemu. Użytkownicy nie są rozpieszczani ani dostępnością korpusów, ani bogactwem jasnych systemowych szkieł, które Sony woli raczej wypuszczać w wersjach pełnoklatkowych. Na szczęście inni producenci sytuację potraktowali jako wyzwanie i okazję do zarobku. Będące tego efektem trzy stałoogniskowe obiektywy Sigmy (16 mm, 30 mm i 56 mm) z serii Contemporary okazały się tak udane, że stały się niemal niezbędnikiem każdego bardziej zaawansowanego użytkownika systemu, a Sigma 18-50 mm F2.8 DC DN jest kolejnym przedstawicielem rodziny i przy tym pierwszym zoomem. Dodajmy, bardzo udanym.
Sigma 18-50 mm F2.8 DC DN
(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

Parametry

  • Konstrukcja obiektywu: 13 elementów w 10 grupach (3 soczewki asferyczne, 1 soczewka ze szkła o niskiej dyspersji SLD)
  • Kąt widzenia (APS-C): 76,5 – 31,7 stopnia
  • Liczba listków przysłony: 7 (przysłona kołowa)
  • Maksymalna wartość przysłony: F22
  • Minimalna odległość ostrzenia: 12,1 cm od matrycy aparatu dla ogniskowej 18 mm i 30 cm dla ogniskowej 50 mm
  • Maksymalna skala odwzorowania: 1:2,8 (18 mm) – 1:5 (50 mm)
  • Średnica filtra: 55 mm
  • Wymiary w wersji z bagnetem E (średnica x długość): 61,6 mm x 74,5 mm
  • Waga: 290 g

Cena na dzień pisania recenzji: od 2290 zł.

Sigma 18-50 mm F2.8 DC DN
(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

Konstrukcja

Podstawą konstrukcji obiektywu Sigma 18-50 mm F2.8 DC DN Contemporary jest wysokiej jakości plastik, połączony z mosiężnym bagnetem wyposażonym w uszczelnienie. Konstrukcja jest niezwykle zwarta: średnica obiektywu to zaledwie 61,6 mm, a długość 74,5 mm przy ogniskowej – 18 mm. Waga wynosi 290 g – o 10 gramów więcej niż najlżejszy z „wielkiej trójki” 56/1.4. Na tubusie obiektywu znalazły się dwa pierścienie – pierwszy, służący do nastawiania ostrości, posiadający elektroniczne przełożenie na pracę mechanizmu ogniskowania i drugi, służący do zoomu, wyposażony w nadrukowaną podziałkę ogniskowych, z przełożeniem mechanicznym – jego praca jest sprzężona z wysuwającym się wewnętrznym tubusem. Jakość wykonania całości jest znakomita, mimo użycia plastiku.

żródło: Sigma

Układ optyczny Sigmy 18-50 składa się z 13 elementów w 10 grupach, w tym z trzech soczewek asferycznych i jednej ze szkła o bardzo niskiej dyspersji. Wewnątrz umieszczona została przysłona o 7 zaokrąglonych listkach – zachowuje ona kształt mniej więcej kołowy dla zakresu F2.8-F4, by w miarę dalszego przymykania coraz bardziej przypominiać wielokąt z lekko zaokrąglonymi bokami.

Obiektyw ma wewnętrzne ogniskowanie, sterowane elektronicznie. Ruchoma przednia część powoduje, że do środka mogą być zasysane zanieczyszczenia, w praktyce jednak obiektyw wydaje się na tyle dobrze spasowany, że dopóki nie udamy się na silnie zapyloną budowę czy na wydmy/pustynię nie powinno to stanowić większego problemu. Uszczelnienie bagnetu i nieruchoma tylna soczewka redukują natomiast możliwość ich dostania się do komory matrycy. Warto jeszcze wspomnieć, że mocowanie filtrów ma średnicę 55 mm, mogłem zatem zastosować te same filtry, których używam z Sigmą 56/1.4.

Sigma 18-50 mm F2.8 DC DN
(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

Praca z obiektywem

Do testów podpiąłem Sigmę 18-50 mm F2.8 DC DN do aparatu Sony A6300. Taki zestaw jest nieznacznie większy od kitowego i zaledwie o 174 gramów cięższy, idealnie zatem nadaje się do użytku, gdy liczy się poręczność. Zakres ogniskowych jest bardzo uniwersalny, pokrywając jakieś 90 % moich potrzeb – obiektyw nadaje się nieźle zarówno do fotografii krajobrazowej, ulicznej, produktowej, jak i portretowej.

Sposób pracy pierścienia zoomu nie budzi zastrzeżeń – jest wygodny, lekko wysunięty nad obrys tubusu i wykończony gumową nakładką. Pracuje gładko, jednocześnie z należytym oporem i precyzją. Użytkownicy korzystający zamiennie z Sigmy 18-50 mm F2.8 DC DN i powerzoomów w rodzaju Sony E PZ 18 – 105 mm F4 G OSS na pewno zauważą, że obiektywy te mają przeciwny kierunek działania pierścieni do zoomu oraz że Sigma nie raportuje aktualnie ustawionej ogniskowej na wyświetlaczu i w wizjerze – trzeba polegać na skali nadrukowanej na pierścieniu.

Sigma 18-50 mm F2.8 DC DN
(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

Pierścień ręcznego nastawiania ostrości w Sigmie 18-50 mm F2.8 DC DN umieszczony został blisko bagnetu, jest znacznie węższy i pracuje ze sprzężeniem elektronicznym. Przejście przez całą skalę odległości wymaga obrotu o ponad 360°, zatem nie można narzekać na brak precyzji przy ostrzeniu – w istocie nastawianie ręczne działało znakomicie nawet bez focus peakingu. Natomiast rozmiar, położenie i odmienny od pierścienia zoomu sposób wykończenia spowodował, że miałem problemy z jego szybkim odnalezieniem na tubusie obiektywu podczas korzystania z wizjera – przy czym mam świadomość, że po dłuższym użytkowaniu nie powinno już być podobnych kłopotów.

Minimalna odległość ogniskowania wynosi zaledwie 121 mm dla ogniskowej 18 mm, liczone od matrycy, czyli obiekt może znajdować się niemal tuż przed obiektywem. Uzyskiwana wtedy skala odwzorowania to 1:2,8, jednak uzyskanie zadowalającego efektu nie jest łatwe – należy zdjąć osłonę przeciwsłoneczną, trudno z tej odległości uniknąć też cienia rzucanego przez obiektyw. Jeśli się jednak uda, to efekt z reguły jest godny uwagi. Przyjemniej wygląda praca z dłuższymi ogniskowymi – przy 50 mm minimalna odległość fotografowanego obiektu od matrycy rośnie do 30 cm (skala odwzorowania wynosi wtedy 1:5) – z praktycznego punktu widzenia najlepsze efekty osiąga się dla wartości pośrednich.

Autofocus

Autofocus Sigmy 18-50 mm F2.8 DC DN stoi na bardzo dobrym poziomie i to mimo podłączenia do body, które czasy swojej świetności ma już dawno za sobą. Ogniskowanie działa bardzo szybko i celnie, zarówno w trybie zwykłym, jak i ciągłym. Obiektyw bez problemu współpracuje przy tym z wykrywaniem twarzy i oka. Napęd AF stanowi silnik krokowy – niemal całkowicie niesłyszalny, bez problemu mogłem zatem użyć ustawionego w tryb cichy aparatu z Sigmą na koncercie fortepianowym, w warunkach kiedy każdy szmer zdaje się być głośny.

Wady optyczne – dystorsja, winietowanie, aberracja chromatyczna, flara

Niewielkie rozmiary Sigmy 18-50 mm F2.8 DC DN i jej wysoka jasność spowodowały, że obiektyw cechuje się dość znaczną dystorsją i winietowaniem. Charakter zniekształceń obrazu zależy od ogniskowej – dla ogniskowej 18 mm dystorsja ma charakter beczkowaty, zanikając w okolicach 24-26 mm i przechodząc dla wyższych ogniskowych w coraz bardziej wyraźną poduszkę. Dość wysoki poziom zniekształceń zresztą występuje także w stałoogniskowych obiektywach z serii Contemporary.

Winietowanie jest bardzo wyraźnie widoczne dla przysłony F2.8 (szczególnie przy najkrótszej ogniskowej), zmniejszając się znacznie po przymknięciu do F4 i niemal całkowicie zanikając dla F5.6 i większych wartości.

Korekcje można przeprowadzić ręcznie podczas obróbki, ale obiektyw został wyposażony we wbudowany w firmware profil, pozwalający na automatyczną programową korekcję obu wad przez body albo oprogramowanie do wywoływania RAW. Testowałem obiektyw z Lightroomem i Capture One Pro, jakość tak uzyskanych zdjęć jest bardzo dobra.

Większego problemu nie stanowi natomiast aberracja chromatyczna, która jest dobrze kontrolowana i choć można ją zauważyć, to na zdjęciach testowych nie odbiega jakoś specjalnie od tej, którą cechują się obiektywy z Wielkiej Trójki, a w każdym razie Sigma 16/1.4 i Sigma 56/1.4, gdyż z nimi byłem w stanie przeprowadzić porównanie. Jak na dość niedrogi zoom to naprawdę rewelacyjne osiągnięcie.

Sigma 18-50 mm F2.8 DC DN zupełnie dobrze radzi sobie z pracą pod światło. Kontrast jest zachowany na dobrym poziomie, pojawiają się jedynie nieznaczne flary. Oczywiście warto w takich warunkach pamiętać o użyciu będącej w zestawie tulipanowej osłony przeciwsłonecznej i o zdjęciu filtrów ochronnych, jeśli ktoś takich używa.

Sigma 18-50 mm F2.8 DC DN
(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

Jakość obrazu – ostrość, bokeh

Sigma 18-50 mm F2.8 DC DN niezależnie od ogniskowej oferuje bardzo dobrą ostrość i to właściwie w całym zakresie ogniskowych. Dla przysłony F2.8 daje się zauważyć nieznaczne zmiękczenie obrazu na peryferiach kadru (szczególnie w rogach), wystarczy jednak przymknąć obiektyw do F4, by niemal całkowicie wyeliminować to zjawisko – zresztą dla to właśnie dla wartości F4-F8 obiektyw pracuje najlepiej. Po przymknięciu otworu do F16 ostrość zaczyna spadać – nie dający się uniknąć efekt dyfrakcji światła na listkach przysłony. Warto też pamiętać, że przy ogniskowaniu na minimalną odległość dobrą ostrość bez silnego przysłonięcia obiektywu można uzyskać w zasadzie tylko w centrum kadru.

Bokeh w pełni otwartej Sigmy 18-50 mm F2.8 DC DN jest gładki i przyjemny. Rozmycie nie ma wyraźnie zaznaczonych planów, krążki są okrągłe – przyczepić się w zasadzie można tylko do widocznej delikatnej obwódki. Ze względu na konstrukcję przysłony po przymknięciu obiektywu do F5.6+ zaczynają przypominać coraz bardziej wielokąty, jednak dla tych zakresów ma to mniejsze znaczenie. Ogólne wrażenie jest bardzo dobre, Sigma radzi sobie świetnie, szczególnie jak na obiektyw zmiennoogniskowy. Nie jest jednak w stanie dorównać konstrukcjom stałoogniskowym i w zasadzie nie powinno to dziwić.

Alternatywy

Korzystając przez kilkanaście dni z Sigmy 18-50 mm F2.8 DC DN nie sposób nie odnieść jej do innych obiektywów. A zatem?

Sony E PZ 16-50 mm f3.5-5.6 OSS, czyli Kit

W zasadzie sytuacja jest oczywista – nie ma tu czego porównywać. Mimo nieco szerszego zakresu ogniskowych i stabilizacji optycznej jest to sprzęt zupełnie innej klasy – dający obraz słabej lub w najlepszym przypadku średniej jakości, kiepsko wykonany (wysuwany tubus ma zwykle spore luzy), niewygodny w użyciu i ciemny na długim końcu. Przewagę ma w zasadzie jedynie pod względem rozmiarów i wagi, gdyż stabilizacja w tym modelu pracuje bardzo słabo i niespecjalnie poprawia osiągi. Można nim zrobić udane zdjęcie, ale po co?

Sony E PZ 18 – 105 mm F4 G OSS

Przez długi czas był to mój podstawowy obiektyw „do wszystkiego”. Jest to uniwersalny zoom, ze sporym zakresem ogniskowych i stałym światłem F4, przyzwoicie wykonany i z bardzo dobrą stabilizacją obrazu. W miarę wygodny w użyciu, choć ze względu na rozmiary i wagę przy dłuższym noszeniu może być trochę uciążliwy. Ma przyzwoitą, ale jednak wyraźnie odbiegającą od Sigmy 18-50 mm F2.8 DC D jakość obrazu, szczególnie przy pracy z pełnym otworem i po uwzględnieniu spadków jakości na brzegach kadru. Wyraźnie gorzej pracuje dla najkrótszej ogniskowej, która zresztą wydaje się bliższa 19-20 mm niż deklarowanym 18 mm. Jako wakacyjny spacerzoom spisze się dobrze (sprawdzałem), ale na co dzień wolę mieć zapiętą Sigmę. Koszt obu obiektywów jest obecnie bardzo zbliżony.

Sigma 18-50 mm F2.8 DC DN
(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

Wielka Trójka (Sigma 16 mm f/1.4 DC DN, Sigma 30 mm f/1.4 DC DN, Sigma 56 mm f/1.4 DC DN)

Sigma 18-50 mm F2.8 DC DN jest nie tyle alternatywą, co uzupełnieniem tej niezwykle udanej serii obiektywów, wygrywając uniwersalnością i szybką gotowością, gdy nie możemy pozwolić sobie na częste zmienianie obiektywów. Po kilku tygodniach testów mogę też powiedzieć, że przynajmniej u mnie całkowicie zastąpi Sigmę 30 mm, na której zakup do tej pory jakoś nie mogłem się zdecydować. Trzeba tu też pamiętać, że cena całej Wielkiej Trójki to niemal dwu-i-półkrotność ceny Sigmy 18-50 mm F2.8 DC DN.

TAMRON 17-70 MM F/2.8 DI III-A VC RXD

Obiektyw ten ma szerszy zakres ogniskowych niż testowana Sigma, taką samą, stałą jasność, stabilizację obrazu i jakość optyczną na zbliżonym, wysokim poziomie. Jest jednak 70 % droższy, a przy tym ma największe gabaryty i masę w tym zestawieniu, zatem w niektórych zastosowaniach będzie zdecydowanie mniej wygodny. Czy jest godną alternatywą? Jak najbardziej.

Sigma 18-50 mm F2.8 DC DN
(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

SONY E 16-55MM F/2,8 G

To chyba najdoskonalsze optycznie szkło w zestawieniu, ale nie ma nic za darmo: mimo braku stabilizacji Sony ma w porównaniu z Sigmą znacznie większe rozmiary i wagę niewiele tylko mniejszą niż Tamron. Kubłem zimnej wody jest jednak cena – Sony E 16-55MM F/2,8 G kosztuje niemal 5000 zł, zatem ponad dwukrotnie więcej niż Sigma 18-50 mm F2.8 DC DN. Czy odrobinę większy zakres ogniskowych i nieco lepsza jakość są warte takiej różnicy w cenie? Oczywiście wszystko zależy od użytkownika i zastosowań, ale… w większości przypadków odpowiedź zapewne będzie brzmiała „nie”. I takie jest też moje zdanie.

W stronę podsumowania

Po dwóch tygodniach dość intensywnego użytkowania Sigmy 18-50 mm F2.8 DC DN chciałbym zapytać producenta w zasadzie tylko o jedno: dlaczego tak długo przyszło nam, użytkownikom, czekać na takie szkło? Uważam je (mimo paru wad) za zdecydowanie godne polecenia i to nie tylko dla amatora – jakość obrazu naprawdę pozwala na dużo więcej. W swojej cenie Sigma nie ma żadnej konkurencji – cokolwiek o zbliżonej bądź lepszej jakości kosztuje więcej – dużo więcej.

Zdjęcia przykładowe

Kropelki
Jakub Kuszlik, Orkiestra Filharmonii Poznańskiej pod dyrekcją Łukasza Borowicza
Jakub Kuszlik, Orkiestra Filharmonii Poznańskiej pod dyrekcją Łukasza Borowicza
Jezioro Mikorzyńskie, Wąsosze
Jezioro Mikorzyńskie, Wąsosze
Oppo Find X5 Pro
Oppo Find X5 Pro
Oppo Find X5 Pro
Puszcza bieniszewska
Puszcza bieniszewska
Puszcza bieniszewska
Puszcza bieniszewska
Puszcza bieniszewska
Zawilce
Puszcza bieniszewska
Ratusz w Koninie
EU
Plac Wolności
Plac Wolności
Cały ten jazz
Konin
Konin
Konin
Dawno temu w trawie
Warta
Konin
Ręce Entów
Konin
Konin
Konin
Konin
Konin
Konin
Ślimak
Natalia
Biskupin
Lyd2-053
Mrzeżyno
Muszelka
Mrzeżyno

Mrzeżyno

Miłosz
Miłosz i Ania