Antarktyda skrywa nieznany do tej pory system. Jego obecność może wpłynąć na losy wielu miast

Kiedy pod Antarktydą zostaje zlokalizowany częściowo odizolowany od świata zbiornik wypełniony ogromnymi ilościami wody, to nie sposób przejść obok takiej informacji obojętnie.

Niekoniecznie chodzi nam jednak o wykrycie znajdujących się tam pradawnych form życia czy też pozaziemskich organizmów. Z punktu widzenia nauki, szczególnie klimatologii, najważniejszy wydaje się potencjalny wpływ tak ogromnych ilości wody na przebieg globalnego ocieplenia i podnoszącego się w jego skutek poziomu mórz i oceanów.

Czytaj też: Było i nie ma. Antarktyka straciła spore jezioro, a naukowcy próbują wyjaśnić tego przyczyny

Mówimy bowiem o aktywnie krążącym systemie wód gruntowych. Teorie na temat jego istnienia pojawiały się już w przeszłości, lecz brakowało twardych dowodów w tej sprawie. Teraz wiemy więcej dzięki wysiłkom naukowców kierowanych przez Chloe Gustafson z Columbia University. Jak wyjaśnia główna autorka badań, ilość wody gruntowej znaleziona pod lodem okazała się tak duża, że wydaje się wpływać na procesy zachodzące w strumieniu lodowym.

Mając to na uwadze, badacze chcą zebrać więcej informacji w tej sprawie, by następnie uwzględnić pozyskane dane w modelach. Dlaczego to tak ważne? Symulacje mogłyby wyjaśnić, jaki będzie dalszy przebieg zmian klimatu i idącego za nimi podnoszenia się poziomu wód na całym świecie.

Naukowcy już teraz ostrzegają, iż większość basenów sedymentacyjnych Antarktydy leży poniżej obecnego poziomu morza. Gdyby więc doszło do cofnięcia lodowców szelfowych, to wody oceanu mogłyby ponownie wniknąć w te osady, co z kolei przełożyłoby się na podniesienie globalnego poziomu wody. A pod tym względem Antarktyda ma niezbyt chlubny potencjał, ponieważ mogłaby doprowadzić do wzrostu o nawet 57 metrów.

Czytaj też: Wodór gorszy dla klimatu niż dwutlenek węgla? Zaskakujące ustalenia naukowców

Z tego względu badacze zajmujący się tym tematem chcą mieć pewność, że uwzględniają wszystkie procesy, które kontrolują spływanie lodu z kontynentu do oceanów. Jak wyjaśnia Gustafson, wody gruntowe to obecnie brakujący element modeli związanych z przepływem lodu. Ostatecznie może się okazać, że scenariusze, w myśl których wiele współczesnych miast zostaje całkowicie zalanych, nie są tak nierealne jak się wydawało.