Recenzja Amazfit GTR 3 Pro – dobry wygląd i niezłe możliwości

Moja przygoda z urządzeniami Amazfit zaczęła się kilka lat temu od zakupu bardzo prostego zegarka BIP, który był de facto trochę ładniejszą opaską sportową. Długo pracował na baterii, miał zawsze aktywny wyświetlacz, który był czytelny bez podświetlenia i GPS, z którego zarejestrowany ślad dało się (chociaż nie bez problemów) wyeksportować do pliku GPX. Dzisiejszym moim pacjentem jest natomiast Amazfit GTR 3 Pro, smartwatch znacznie bardziej zaawansowany i lepiej wykonany, któremu przypadło w udziale zadanie bardzo niełatwe, gdyż w codziennych zastosowaniach musiał rywalizować z prywatnym Apple Watch 6.
Amazfit GTR 3 Pro
(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

Amazfit GTR 3 Pro
(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

Z czym do ludzi?

  • rozmiary: 46,4 x 46,4 x 10,7 mm, pasek 22 mm
  • wyświetlacz: 1,45″, 480 x 480 AMOLED, 331 ppi, 1000 nit
  • masa: 32 g,
  • akumulator: 450 mAh, do 12 dni pracy w typowym użytkowaniu (do 6 dni z włączonym pełnym monitorowaniem, 35 godzin GPS, 30 dni z włączonym oszczędzaniem energii)
  • nawigacja: GPS, GLONASS, Galileo, BeiDou i QNSS
  • czujniki: akcelerometr, pulsoksymetr, żyroskop, pulsometr, barometr, magnetometr, czujnik światła, wysokościomierz barometryczny, termometr
  • łączność: Bluetooth, WiFi
  • płatności: brak
  • klasa odporności: zegarek wytrzymuje ciśnienie statyczne do 5 ATM.

Cena Amazfit GTR 3 Pro w dniu pisania recenzji to około 799 zł

Do testów otrzymałem zegarek w kolorze Brown Leather, wyposażony w pasek z plastiku udającego sztuczną skórę. Rozmiar paska z trudem wystarczył do zapięcia zegarka na ręku – w komplecie niestety zabrakło większego na wymianę, na szczęście użyć można dowolnego paska o rozmiarze mocowania 22 mm. Warto go zresztą wymienić niezależnie od tego, czy pasuje, czy nie – firmowy bardzo łatwo się brudzi, a po trzech tygodniach wygląda gorzej niż silikonowy pasek od Apple Watcha 6 po ponad roku.

Amazfit GTR 3 Pro
(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

Amazfit GTR 3 Pro wykonany jest okrągły, koperta wykonana jest z dobrej jakości stopu lotniczego aluminium, a wyświetlacz przykryty jest hartowanym szkłem. Z boku znalazły się dwa przyciski, z których górny jest nieco większy i pełni również rolę obracanej koronki. Pomiędzy przyciskami umieszczony został mikrofon, służący do rozmów i obsługi asystenta głosowego – głośnik (a raczej stereofoniczna para głośników) umieszczona została na styku koperty i dolnej pokrywy zegarka. Wspomniana pokrywa wykonana jest z bardzo przeciętnie wyglądającego plastiku, który nijak ma się do szkła czy ceramiki znanych z konstrukcji z wyższej półki i kryje styki do magnetycznej ładowarki oraz zestaw sześciu fotodiod – sensorów wraz i dwóch diod LED, zwany w nomenklaturze producenta BioTracker 3.0.

Amazfit GTR 3 Pro
(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę

Amazfit GTR 3 Pro do pracy wymaga połączenia z aplikacją Zepp. Za jej pomocą należy wykonać konfigurację zegarka, dostosowując chociażby częstość monitorowania danych zdrowotnych, reakcję na powiadomienia i zachowanie w trybie Always-on Display. Z poziomu aplikacji można instalować dodatkowe oprogramowanie (co prawda wybór jest, delikatnie mówiąc, wątpliwy) i tarcze zegara.

Tych ostatnich jest naprawdę sporo, ale przyznam szczerze, że miałem poważny problem z wyborem. Dominują bowiem tarcze bogate graficznie, często z rozbudowaną prezentacją danych, lecz przez to nieczytelne. Da się jednak coś wybrać, a i te fabryczne nie należą do najgorszych.

Z poziomu Zepp skonfigurować można także na którym ręku jest noszony GTR 3 Pro i czułość na ruchy nadgarstka – a co za tym idzie, na aktywację ekranu. Ostatecznie zdecydowałem się jednak wyłączyć automat całkowicie – natomiast aktywowałem w godzinach aktywności tarczę AoD z analogowym cyferblatem, która działa w ten sposób przez cały czas z wyjątkiem godzin nocnych. W razie potrzeby, by zobaczyć więcej, korzystam z przycisku.

Amazfit GTR 3 Pro
(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

Monitorowanie

Amazfit GTR 3 Pro posiada rozbudowany zestaw sensorów: akcelerometr, pulsoksymetr, żyroskop, pulsometr, wysokościomierz barometryczny, magnetometr, czujnik światła, wysokościomierz barometryczny, termometr. Większość z nich jest aktywowana automatycznie i wykorzystywana do działania w zależności od potrzeb i rodzaju aktywności, a także do automatycznego wykrywania treningu. To ostatnie działało u mnie dość słabo – GTR 3 Pro zauważał aktywność później niż noszony na drugim ręku Apple Watch, potrafił też ją zatrzymać bez pytania, wolałem zatem włączyć trening ręcznie (służy do tego domyślnie dolny przycisk smartwatcha).

Najmniej wątpliwości wzbudza pomiar kroków – GTR 3 Pro radzi sobie tu naprawdę dobrze, nie fantazjując i nie dając się omamić pracami ręcznymi czy pisaniem. Pomiary z całego dnia zgadzają się niemal co do joty z Apple Watchem i są to wyniki powtarzalne, zatem wiarygodne. Tym bardziej godne uwagi, że na tym polu zawodziły mnie widowiskowo zarówno proste opaski, jak i smartwatche Fitbita.

Z danych jednostkowych najbardziej interesujące są oczywiście dane o pulsie i wysyceniu krwi tlenem (SpO2) – po zeszłorocznej chorobie na ten ostatni parametr zwracam dużą uwagę. Ustawiony w tryb ciągły Amazfit GTR 3 Pro mierzy puls w minutowych interwałach podczas normalnego działania i co kilka sekund podczas treningu – można też doinstalować mały program, pozwalający podglądać działanie serca w mniej więcej w czasie rzeczywistym.

Amazfit GTR 3 Pro
(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

Jak wygląda dokładność? Całkiem nieźle – w porównaniu z zewnętrznym pulsoksymetrem medycznym różnice są na poziomie kilku bpm, ale czujnik (albo oprogramowanie) potrafi także totalnie zgłupieć – podczas ostrego podjazdu na rowerze Amazfit GTR 3 Pro twierdził uparcie, że tętno spadło mi do 50 bpm – w tym samym czasie umieszczony na drugim ręku Apple Watch rejestrował ~175 bpm. Podobny „brak tętna” występował też kilkukrotnie w spoczynku”.

Podobnych sensacji nie odnotowałem przy monitorowaniu SpO2. Pomiar trwa tu dość długo, do tego wymaga pozostawania przez 30 sekund w bezruchu – w rejestrach automatycznych zatem pojawiają się w sposób nieunikniony spore luki. Pomiary manualne natomiast przeważnie są udane. Dokładność jest na niezłym, jak na smartwatch poziomie – wyniki odbiegają o 4-5 punktów procentowych od medycznego pulsoksymetru. W szerszej perspektywie czasowej Apple Watch ponownie okazuje się dokładniejszy, ale już urządzenia z rodziny Galaxy Watch, które miałem okazję używać, miały podobny rozrzut.

Najbardziej bezużyteczny jest bodaj pomiar temperatury – na nadgarstku odbiega tak bardzo od tej, którą uzyskujemy za pomocą termometru medycznego, że jest to wyłącznie ciekawostka.

Amazfit GTR 3 Pro
(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

Natomiast mając komplet danych z czujników, Amazfit GTR 3 potrafi wyliczyć też parę innych ciekawych rzeczy, takich jak: współczynnik aktywności i jego zmiana, czy też poziom stresu. Jeśli traktujemy te pomiary poważniej, to smartwatch pozwala na uruchomienie jednym dotknięciem z poziomu menu pomiaru wszystkich istotnych współczynników zdrowia.

Kolejnym elementem Amazfit GTR 3 Pro potrafi monitorować jest sen. Moje doświadczenia z różnymi zegarkami i opaskami przekonały mnie, że to wcale nie jest takie proste zadanie – większość urządzeń poza Fitbitami i niektórymi Huaweiami miała problem z krótkimi przerwami w cyklu snu, przedwcześnie kończąc rejestrowanie lub z rozpoznawaniem drzemek. Amazfit poradził sobie tu naprawdę dobrze, rejestrując nawet przypadkowe „zgony” podczas oglądania filmów. Podsumowanie z wykresem zawiera wszystkie potrzebne dane, takie jak czas snu, z uwzględnieniem podziału na fazy, a także ocenę jakości snu. Można także nałożyć na to wykres oddechowy (monitorowanie tego parametru zwiększa zużycie baterii), dzięki któremu można ocenić, czy występują nieprawidłowości w rodzaju bezdechów.

Amazfit GTR 3 Pro
(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

Aktywność

Amazfit GTR 3 Pro posiada ponad 150 treningów sportowych (nawet tak egzotycznych jak sporty elektroniczne), z których 8 potrafi rozpoznawać automatycznie (że nie zawsze i niezbyt dobrze o tym wspominałem powyżej). Na podstawie zgromadzonych danych wyliczany jest poziom sprawności tlenowej VO2Max i efektywność treningu.

Nie jestem typem sportowca, ale dość często wędruję z aparatem fotograficznym i jeżdżę rekreacyjnie na rowerze, zatem głównie na podstawie tych aktywności mogę ocenić działanie Amazfita. W obu wykorzystywana jest lokalizacja – GTR 3 Pro ma do tego system AGPS i GLONASS, a także europejski Galileo. Żeby działało to jakoś sprawnie wymagane jest regularne uruchamianie aplikacji Zepp i aktualizowanie danych AGPS – w przeciwnym wypadku uzyskanie pierwszej pozycji po dłuższej przerwie trwa dość długo – nawet koło 30 sekund.

Rejestrowany ślad jest dość dobrej jakości, mimo jeżdżenia po puszczy, ale zdarzały się niewytłumaczalne kiksy i to tam, gdzie problemu z jakością sygnału właśnie nie było – podczas jednej z wycieczek smartwatch nie tylko wykazał, że zrobiłem podjazd pod górę mając tętno w okolicach ~50 bpm, ale okazało się, że wcześniej rozpędziłem się do ponad 540 km/h. Brawo ja. Szkoda skądinąd, że wbudowanego GPS nie można wykorzystać choćby do prostej nawigacji turystycznej.

Amazfit GTR 3 Pro
(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

Amazfit GTR 3 Pro nie oferuje bezpośredniej integracji z popularnymi serwisami sportowymi w rodzaju Stravy, przynajmniej przy użyciu firmowej aplikacji Zepp. Można natomiast spiąć go z Apple Health lub Google Fit – nie wiem jak inne serwisy, ale Strava potrafi zaimportować tak zarejestrowany trening bez problemu.

Smartwatcha można jednak używać także (z mniejszymi lub większymi problemami w zależności od platformy) z oprogramowaniem innych developerów, które oferują takie integracje. Na iOS taką aplikacją jest na przykład AmazTools. Można także po prostu wyeksportować ślad do pliku GPX i robić z nim dalej co się żywnie podoba – na przykład użyć do geotagowania zdjęć z bezlusterkowca pozbawionego wbudowanego GPS.

Amazfit GTR 3 Pro
(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

Łączność

Amazfit GTR 3 Pro wyposażony został w Bluetooth i jest to podstawowa forma komunikacji ze smartfonem. Tą drogą przeprowadza się synchronizację danych i przekazuje powiadomienia. Możliwe jest wysyłanie tą drogą danych zdrowotnych „na żywo” do aplikacji na smartfonie – w tym wariancie GTR 3 Pro nie rejestruje treningu, tylko przekazuje surowe dane.

Domyślnie na GTR 3 Pro można odczytywać wiadomości i kontrolować połączenia telefoniczne. Po przełączeniu jednej opcji w aplikacji Zepp można jednak wykorzystać smartwatch jako zestaw głośnomówiący – wymaga to sparowania z telefonem osobnego „urządzenia”. Jakość przekazywanego w obie strony dźwięku jest dość dobra i z powodzeniem można wykorzystać tę możliwość rozmowy podczas prowadzenia samochodu lub jazdy rowerem.

Amazfit GTR 3 Pro
(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

Bateria

Wbudowane ogniwo 450 mAh może wg danych producenta wystarczyć na 12 dni pracy w standardowym trybie. Mi akumulator wyczerpywał się znacznie szybciej, ale powłączałem wszystkie opcje dodatkowe związane z monitorowaniem jakie się tylko dało. I tak jest nieźle – przy okazjonalnym użyciu lokalizacji GTR 3 Pro ładowałem co 5-6 dni i pewnie mógłbym jeszcze nieco wydłużyć ten czas.

Amazfit GTR 3 Pro
(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

Samo ładowanie natomiast jest dość uciążliwe. Dołączona ładowarka nie jest indukcyjna, wymaga fizycznego kontaktu styków. We właściwym położeniu końcówka utrzymywana jest magnetycznie, tyle że mimo to nie raz zdarzyło się, że się zegarek przesunął i kontakt został utracony. Trzeba na to mocno uważać.

Amazfit GTR 3 Pro
(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

Podsumowanie

Amazfit GTR 3 Pro w swojej cenie jest bardzo interesującym wyborem. Dość atrakcyjny wizualnie, lecz nienachalny, oferuje wszystkie niezbędne funkcje w wydaniu bez fajerwerków. Chociaż parę razy dostarczył mi niemałych zdziwień, to mimo to całkiem się z nim polubiłem. Nie, nie zastąpi mi Apple Watcha, zbyt mało potrafi, ale myślę, że bez wstydu może się rozpychać w swojej półce cenowej – ma spore możliwości konfiguracji, dobry monitoring snu, można za jego pomocą porozmawiać i nie wymaga kosztownego abonamentu („pozdrawiam” Fitbita). Nie może rywalizować z urządzeniami typowo sportowymi (w rodzaju Garmina czy Polara), ale przecież nie do tego powstał i nikt raczej nie będzie z nim się szykował do maratonu. Do okazjonalnego zarejestrowania aktywności spisze się zupełnie dobrze.