Z górników w sprzedawców rodem z plażowych krzykaczy, Kryptowalutowy krach,

Z górników w plażowych krzykaczy. Kryptowalutowy krach zbiera swoje żniwa

Pamiętacie czasy, w których po polskich plażach przechadzali się jegomoście z podgrzewaczami kukurydzy albo lodówkami wypełnionymi lodami i krzyczeli na lewo i prawo to, co mają do zaoferowania? Takie właśnie wrażenie sprawiają obecnie górnicy, którzy po kryptowalutowym krachu postanowili zacząć bawić się w obwoźnych sprzedawców… tyle że w internetowej wariacji.

Ceny kryptowalut poszybowały w dół, dając jednoznaczną odpowiedź na pytanie, czy kopanie jest warte pieniędzy

Jeśli myślicie, że Wasz kolega-górnik z kilkoma kartami graficznymi wpływał znacznie na rynek i problemy z podażą, to muszę Was zmartwić. Prawdziwy problem istniał zwłaszcza w Chinach. Tam inwestorzy wszelkiej maści, korzystając z faktu, że lwia część kart była produkowana lokalnie, a transport został znacznie ograniczony, wykupowali nie kilka, a całe kilkaset kart graficznych z myślą o kopaniu.

Czytaj też: Czym jest Internet Rzeczy? Wyzwania, potencjał i zaplecze technologiczne

Tyczyło się to zwłaszcza kafejek internetowych, które miały z oczywistych względów kontakty z dostawcami i mogły wykupować ogromne liczby modeli i kopać na nich w chwilach nieużytkowania sprzętu przez klientów. Był to wręcz idealny biznes, kiedy kryptowaluty kosztowały krocie, ale kiedy spadły o kilkadziesiąt procent względem swoich niedawnych rekordów, opłacalność interesu spadła.

Czytaj też: Ceny DDR4 i DDR5 znacznie spadną. Powodem inflacja i wojna

Co więc zrobić z całymi setkami kart graficznych, które teraz będą z dnia na dzień tracić swoją wartość i nie zarabiać na siebie? Zwłaszcza na tle nadchodzących (niestety ciągle z opóźnieniem) zmian w sieci Ethereum, która ma przejść jeszcze w tyk roku z Proof of Work na Proof of Stake, w którym karty graficzne przestaną mieć znaczenie.

Czytaj też: Nowy konsumencki procesor HEDT Intela w teście. Alder Lake-X jako mainstreamowe Fishhawk Falls

Nic więc dziwnego, że górnicy i właściciele „kafejek” z Chin masowo sprzedają teraz karty graficzne nawet na licytacjach w czasie rzeczywistym w formie transmisji na żywo. Mają bowiem dwa wyjścia – wycofać się z inwestycji i odzyskać możliwie najwięcej przeznaczonej na zakup gotówki albo kontynuować kopanie z nadzieją na ponowny wzrost cen kryptowalut.