Nissan Micra w szybkim teście. Szybkim, bo w trasie

Musieliśmy jechać do Krakowa. Szybko jechać do Krakowa. Nissan zaprosił nas na pokaz hybrydowego Juka połączony z jazdami testowymi, więc szkoda byłoby przegapić taką okazję. Podróż z Warszawy do Krakowa to mniej więcej 3 godziny – 300 km dróg różnej jakości do których idealnie nadawałby się komfortowy SUV. Czy pojechaliśmy SUV-em? Oczywiście, że nie. Wsiedliśmy w świeżutką, dopiero zarejestrowaną Micrę i pognaliśmy na południe. Jak sprawdził się ten typowo miejski kompakt w trasie?

Nissan Micra w najtańszej opcji wyposażenia

Na początek warto zaznaczyć, jaką wersję autka dostaliśmy na tę wycieczkę. Była to Micra 1.0 IG-T 92 KM 5MT w wersji Acenta, a więc najtańsza Micra, jaką dostaniecie w salonie – turbodoładowany, 3-cylindrowy silnik o pojemności 1 litra, dysponujący mocą 92 KM przy 5000 obr./min. i momentem obrotowym wynoszącym 160 Nm w zakresie 2000-3750 obr./min. Do tego manualna, 5-biegowa skrzynia biegów.

W kwestii wyposażenia – żadnych ekstrawagancji. 16’’ felgi, materiałowa tapicerka, manualna klimatyzacja. Na szczęście wszystkie wersje nowej Micry zostały wyposażone w ten sam, 7-calowy ekran dotykowy i obsługują Apple CarPlay/Android Auto, więc o muzykę i nawigację nie trzeba się martwić.

Do tego dostajecie dokładnie taki sam pakiet bezpieczeństwa, jak przy droższych wersjach – ABS, ESP, asystent hamowania, 6 poduszek z kurtynami włącznie, tempomat (niestety nie jest aktywny), ostrzeganie przed kolizją, asystent ruszania pod górę, a także system kontroli ciśnienia w oponach. Nie znajdziecie tutaj takich zabawek jak kamery, czujniki parkowania, podgrzewane fotele, czy LED-owe światła, ale za to możecie zamknąć się w 71 000zł, więc nie ma biedy.

Czytaj też: Nowy Nissan Juke Hybrid w naszych rękach. Czy hybryda poprawiła osiągi?

Nissan Micra jest ładny nie tylko z zewnątrz

Arkadiusz Dziermański

Najnowsza generacja Micry raczej nie jest zbyt często widywana na polskich drogach. A szkoda, bo przez to kojarzymy ją głównie ze starą, nieco bardziej obłą wersją. Nowa Micra jest ładna nie tylko ze zewnątrz, ale zaskakująco dobrze wygląda w środku. Szczególnie kiedy zestawimy to z jej ceną.

Micra nie udaje auta droższego plastikami piano black, czy zbędnymi dodatkami. Jest prosto, wszystko jest pod ręką. Ekran jest nieduży, ale czytelny. Menu proste, ale intuicyjne. Android Auto działa po kablu i bez zastrzeżeń. Plus należy się też za przyzwoite nagłośnienie.

Skórzana wstawka na desce rozdzielczej to świetny dodatek, który przyciąga wzrok. Ogółem jak na tę cenę, skórzanych dodatków mamy całkiem sporo. Wygłuszenie wnętrza jest przyzwoite, ale już powyżej 110 km/h robi się dosyć głośno i średnio przyjemnie. Nie żebyśmy się tego nie spodziewali.

Czy czegoś tu brakuje? W trasie przydałby się podłokietnik. Bezkluczykowy start też byłby miłym dodatkiem. Ale to już tylko pobożne życzenia. Dużo bardziej przydałaby się nieco większa półka na smartfon. Po podpięciu do niego kabla, ciężko jest go zmieścić za dźwignią zmiany biegów. Za to plus za, obecne w wielu Nissanach, gniazdo AUX.

Czytaj też: Test Honda CR-V e:HEV. Nieziemsko wygodna, ale przydałoby się więcej nowoczesności

Mały i… nie wariat?

Sylwia Januszkiewicz

Nie będę poruszać tematu jazdy Micrą w mieście, bo, przy dobrych wiatrach, spędziłam w niej w tym środowisku może godzinę. W trasie natomiast prawie cały dzień, więc co nieco mogę napisać.

Przyznaję, że martwił mnie trochę rozmiar tego autka – byłam przekonana, że wymiary 3999 mm długości, 1743 mm szerokości (ze złożonymi lusterkami) i 1455 mm wysokości przy masie ok 1220 kg sprawią, że przy pokaźnym wietrze lub mijaniu samochodów ciężarowych, będzie nami po prostu rzucać. Nic bardziej mylnego. Micra może i jest mała, ale za to dosyć nisko zawieszona, a do tego aerodynamiczna, wyraźnie widać tutaj nawiązania do Leafa. Suma summarum, autko bardzo ładnie trzyma się drogi. Trochę gorzej jest z trzymaniem się przez kierowcę i pasażera w przednich fotelach podczas pokonywania krętych dróg z większą prędkością, ale ciężko byłoby wymagać w takim aucie foteli kubełkowych.

Bagażnik ma pojemnośc 300 litrów. Na dwie osoby, albo nieco większe zakupy, wystarczy

Wiecie już, jaki silnik napędza Micrę i, jak zapewne się spodziewacie, nie zapewnia on oszałamiających osiągów. Wersja z manualną skrzynią biegów rozpędza auto 0-100 km/h w 11,8s (automat w 13s). Wartość raczej przewidywalna, oznaczająca, że chwilę zajmuje, zanim tego malucha porządnie rozbujamy. Nie zmienia to jednak faktu, że katalogowa prędkość maksymalna wynosząca 178 km/h pozwala na naprawdę sprawne przemieszczanie się z punktu A do punktu B, w dodatku niskim kosztem paliwa.

Jedyną rzeczą, która boleśnie nas doświadczyła, było cholernie twarde zawieszenie. O ile zapewnia ono lepszą przyczepność i nie ma z nim problemów na dobrej nawierzchni, o tyle na wybojach Wasze tyłki i plecy boleśnie je odczują. Wiadomo – egzemplarz, którym jeździliśmy był świeżutki, więc po przejechaniu kilkunastu tysięcy kilometrów powinno być nieco lepiej, ale mimo wszystko – bolało.

Czytaj też: Test Hyundai Bayon – z zewnątrz dziwny, w środku godny naśladowania

Nissan Micra w trasie zaskakuje spalaniem

Producent podaje, że podczas pomiaru w cyklu WLTP, przy bardzo wysokich prędkościach Micra spala średnio 5,7-6,1 l/100 km. Problem w tym, że „bardzo wysoka prędkość” w cyklu WLTP to 131.3 km/h. Wystarczy więc wycieczka po autostradzie, a wartość tą możecie sobie wsadzić w…kieszeń.

W każdym razie – sprawdziliśmy to i rzeczywiście, jeśli będziecie poruszać się po ekspresówce i mniej więcej trzymać ograniczeń, spalanie zamknie się w 6 l/100 km. Jeśli będziecie poruszać się na autostradzie i dodacie do tego trochę „fantazji” i wyprzedzicie coś więcej niż TIR-a, auto spali ok. 6,5 l/100 km. Po zjechaniu z trasy szybkiego ruchu, przy przepisowej jeździe, łatwo zamkniecie się w 5 litrach.

Czytaj też: Test Suzuki Swift Sport Hybrid – dużo radości za nieduże pieniądze

Nissan Micra sprawdza się nie tylko w mieście

Pokonanie długiej trasy Nissanem Micrą było ciekawym doświadczeniem, w końcu auto to było projektowane z myślą o zupełnie innym środowisku. Spodziewałam się walki z wiatrem, przekrzykiwania się przez wycie wiatru, ślimaczego tempa i, generalnie rzecz ujmując, raczej marnych doświadczeń. Ku mojemu zaskoczeniu, nasz kompaktowy Nissan bardzo fajnie się z tego wszystkiego wybronił. Jasne, w dalszym ciągu jest to auto przeznaczone przede wszystkim do miasta, ale jeśli od czasu do czasu wpadnie Wam dłuższa trasa, nie martwcie się. Można śmiało wsiadać i jechać. Tylko może warto podłożyć jakąś poduszkę pod tyłek 😉