Środki z KPO pójdą na budowę sieci 5G. Tylko… jakiej sieci 5G?

Arkadiusz Dziermański Z-ca Redaktora Naczelnego

Hurraoptymizm związany ze środkami z KPO (Krajowy Plan Odbudowy) zdaje się opadać. Niektórzy dopiero odkryli, że rząd zobowiązał się do wykorzystania unijnych pieniędzy do wielu rzeczy. Wśród nich jest m.in. budowa sieci 5G. Tylko czy ktoś pomyślał o tym, że może w końcu czas rozdysponować częstotliwości niezbędne do ich budowy?

Środki z KPO na cyfryzację kraju

Aż 21,3% środków z KPO ma zostać wydanych na szeroko pojętą cyfryzację kraju, cyberbezpieczeństwo oraz rozwój telekomunikacji. W grę wchodzą ogromne pieniądze, które rząd, według zapowiedzi, chce przeznaczyć na likwidację białych plam, poprawę cyfryzacji administracji oraz usunięcie bariery związanej z rozwojem usług cyfrowych i inwestycji w szybki Internet.

Brzmi jak plan. Z jednej strony mamy zapowiedzi dalszego rozwoju mObywatela, cały czas działa Program Operacyjny Polska Cyfrowa, w ramach którego rozbudowywana jest sieć dostępu do szybkiego Internetu. Mamy też sieć 5… Nie, sieci 5G nie mamy. Ale o tym za moment.

KPO przewiduje konkretne wydatki. 2,5 mld zł na przenośne urządzenia multimedialne dla szkół, 1,9 mld zł na cyfrowe usługi publiczne, 2 mld zł na cyberbezpieczeństwo oraz 3,1 mld na poprawę wydajności systemów edukacji. Nie wiadomo jaka kwota zostanie przeznaczona na likwidację białych plan. Ciekawe, jak będzie się to miało do realnych zapotrzebowań. Bo o ile mnie pamięć nie myli, realne potrzeby w tym zakresie idą w kwoty rzędu kilkunastu miliardów złotych.

Czytaj też: UPC przechodzi do Play, a na klientów czekają darmowe usługi

Stacje bazowe 5G za pieniądze z KPO. A częstotliwości jak nie było, tak ich nie ma

W dniu 31 sierpnia 2026 roku upływa termin wykorzystania środków z KPO. Plan zakłada, że w Polsce zostanie z nich wybudowanych nawet 4200 stacji bazowych sieci 5G. Ambitny plan, nawet jeśli założymy, że budowa ruszy dzisiaj. Niewykonalny, jeśli spojrzymy na obecną sytuację na rynku telekomunikacyjnym w Polsce.

Wybudować stację bazową to pikuś. O ile nie wywęszą jej antykomórkowi aktywiści, to kwestia nawet kilku dni. Schody zaczynają się później, bo po zbudowaniu stacji, trzeba ją uruchomić. Sprawy administracyjne w skrajnych przypadkach ciągną się latami. W praktyce jednak uzyskanie pozwoleń to kwestia od tygodni, do miesięcy.

Czytaj też: Nowa „petycja” o zatrzymanie sieci 5G, promieniowania radioaktywnego i sieci… 1G. Kraśnik to przy tym pikuś

Rząd ani myśli ułatwiać zadania. Wręcz przeciwnie. Właśnie procedowany jest Projekt rozporządzenia Ministra Cyfryzacji w sprawie warunków technicznych zasilania energią elektryczną obiektów budowlanych telekomunikacji, który zakłada, że każda stacja bazowa musi być wyposażona w agregat prądotwórczy z zapasem paliwa na 72 godziny pracy.

Kolejnym, takim malutkim, mikroskopijnym problemem, jest to, że nawet jeśli operatorzy choćby na jutro wybudowali 4200 stacji bazowych, to zostaje pytanie – co na nich uruchomią? Znowu 5G na częstotliwościach LTE? Tego nie można robić w nieskończoność, bo pasma nie są z gumy. A sieci 5G na docelowych częstotliwościach niezmiennie nie mogą uruchomić, bo na przeprowadzenie aukcji rząd cały czas ma czas. To już nie miesiące, a lata lecą, a aukcji jak nie było, tak nie ma. Kompletnie nic nie wskazuje też, aby ta sytuacja miał się zmienić. Pewne jest, że musiałby stać się prawdziwy cud, aby cała procedura aukcyjna, wraz z rozdysponowaniem częstotliwości, wydarzyła się w 2022 roku.

Czytaj też: Rosja zakłóci nam 5G? Exatel robi szpagat, ale częściowo ma rację

Czas leci, aukcji nie ma, więc ile czasu zostanie budowę planowanych stacji bazowych? Dwa-trzy lata? To już jest karkołomne przedsięwzięcie, a z każdym miesiącem będzie coraz mniej wykonalne.

Ale to na razie tylko nasze luźne rozważania. Najpierw to my te środki z KPO musimy dostać. W całości i fizycznie, a nie tylko w propagandowych przekazach. Dopiero wtedy zaczniemy się martwić co z tym zrobić.