Tureckie miniaturowe okręty podwodne mają zalać przeciwnika liczbą. Produkcja STM500 ruszyła

Dylematy między liczbą a jakością w sektorze wojskowym są odwiecznym problemem strategów. Jak to jednak w życiu bywa, uniwersalnych środków po prostu nie ma i prowadzenie wojen nie jest od tego odstępstwem. Jednak w ostatnich latach przechodzenie z wielkich okrętów na te mniejsze i tym samym tańsze, trwa nieustannie i marynarka USA ze swoimi LCS jest tego świetnym przykładem. To samo najwyraźniej postanowiła Turcja, stawiając na miniaturowe okręty podwodne STM500.

STM500 to najnowsze tureckie miniaturowe okręty podwodne. Prace nad pierwszym zostaną zakończone w ciągu 72 miesięcy

Im coś jest mniejsze, tym też (najczęściej) tańsze w wyprodukowaniu, a następnie utrzymaniu, choć w kwestii użyteczności oraz potencjału jest już różnie. W przypadku wojskowych okrętów sprawa jest jeszcze bardziej skomplikowana, bo na ich pokładzie muszą znaleźć się różnego rodzaju czujniki oraz sensory, a przede wszystkim torpedy/pociski do siania zniszczenia z oceanicznych i morskich odmętów. Złoty środek jest więc czymś kluczowym, ale tureccy inżynierowie doskonale wiedzą, co robią.

Czytaj też: Polskie Leopardy, czyli najbardziej zaawansowane czołgi w rękach Wojska Polskiego

STM500 jest przeznaczony do użycia zarówno na otwartym morzu, jak i na płytkich wodach. Będzie wyposażony w zaawansowane i nowoczesne systemy bojowe, które obejmują sprzęt spełniający wymagania taktyczne, takie jak rozpoznanie i obserwacja, operacje sił specjalnych i wojna przeciw okrętom podwodnym– powiedział Ismail Demir, szef SSB.

Wedle słów szefa tureckiego Prezydium Przemysłu Obronnego (SSB), który zresztą poinformował o rozpoczęciu budowy pierwszego STM500, ten miniaturowy okręt podwodny będzie dosyć wszechstronny. Dobrze jest też widzieć wśród jego roli misje uwzględniające akcje przeciwko wrogim okrętom podwodnym, bo teoretycznie dzięki swoim niewielkim rozmiarom, STM500 może zbliżyć się do wroga bliżej bez wykrycia. Im okręt jest mniejszy, tym bardziej spada oczywiście jego sygnatura radarowa.

Czytaj też: Rozwój rosyjskich BMP, czyli bojowe wozy piechoty BMP-1, BMP-2 i BMP-3 pod lupą

Wedle oficjalnych informacji STM500 to przykład podwodnego okrętu „łowcy” z napędem spalinowo-elektrycznym. Może pomieścić załogę liczącą 18 osób, zanurkować na ponad 250 metrów głębokości i jednorazowo wyruszyć na nawet 30-dniowe misje. Jest przy tym wyposażony w cztery wyrzutnie, z których każda może być wyposażona w inną odmianę ośmiu nowoczesnych ciężkich torped lub pocisków kierowanych.

Czytaj też: Poradzieckie systemy Toczka. Opisujemy zestawy rakietowe, które niedawno zyskały wiele uwagi

Jego najważniejszą cechą są z kolei niewielkie gabaryty, bo STM-500mierzy 42 metrów długości, 8.5 metra szerokości, a jego wyporność po zanurzeniu wynosi 540 ton. Przy tym wszystkim rozpędza się do ponad 18 węzłów i może przepłynąć do 6500 km (140 km na energii akumulatorów) za sprawą dwóch generatorów diesla zasilających akumulatory litowo-jonowe.