[Aktualizacja] Huawei i Chiny szpiegują USA? Pewność jest, dowodów i działań brak

Arkadiusz Dziermański Z-ca Redaktora Naczelnego

Już za czasów administracji Baracka Obamy FBI sprawdzało, czy Huawei i Chiny zajmują się działalnością szpiegowską. Są ku temu przesłanki, ale brak dowodów i działania Amerykanów mogą sugerować, że cała sprawa zaczyna wyglądać na naciąganą.

Aktualizacja

Otrzymaliśmy stanowisko polskiego oddziału Huawei w poniższej sprawie. Jest ono zbieżne ze stanowiskiem przekazanym CNN. Jego treść jest następująca:

Stanowczo zaprzeczamy wszelkim zarzutom, według których Huawei ma możliwość zakłócania lub podsłuchiwania komunikacji amerykańskich obiektów wojskowych. Nie podsłuchujemy i nie zakłócamy zresztą żadnej komunikacji – my ją umożliwiamy, od dziesięcioleci aktywnie działając na rzecz zapewniania łączności dla obszarów wykluczonych cyfrowo.

Tego rodzaju oskarżenia po raz kolejny są rzucane bez podania żadnych dowodów na ich poparcie. U operatorów na całym świecie w użyciu są miliony stacji bazowych wyprodukowanych przez Huawei i żadna z nich nie została przez nas wyposażona w niedozwolone funkcje. Huawei nigdy nie był zaangażowany w jakikolwiek poważny incydent naruszenia cyberbezpieczeństwa.

Huawei miał przechwytywać informacje amerykańskiego wojska

Od co najmniej 2017 roku Stany Zjednoczone śledzą chińskie inwestycje w pobliżu infrastruktury krytycznej. Z jednej strony układa się to w logiczną całość. Amerykańskie bazy wojskowe są rozmieszczone na terenach wiejskich. Jak np. w Kolorado, Montanie i Nebrasce, gdzie mieszczą się najbardziej tajne instalacje wojskowe i silosy nuklearne. W pobliżu znajduje się dużo stacji bazowych, wyposażonych w sprzęt Huawei.

Stany Zjednoczone to ogromny teren, który bardzo ciężko jest pokryć zasięgiem sieci komórkowej. W dużym stopniu spoczywa to na barkach małych, lokalnych operatorów. Ci jednak nie dysponują odpowiednimi zasobami finansowymi, więc przez lata chętnie wybierali znacznie tańszy, ale bardzo dobrej jakości sprzęt Huawei. Viaero, największy lokalny operator, pierwsze umowy zawarł z chińskim gigantem już w 2011 roku. Z czasem amerykański służby zaczęły dostrzegać, że sprzętu Huawei jest coraz więcej i znajduje się on w okolicach baz wojskowych.

Osoby związane z tajnym śledztwem prowadzonym przez FBI przekazały CNN informacje, mówiące o tym, że Huawei jest w stanie przechwytywać komercyjny ruch sieciowy, jak również ograniczoną część fal radiowych wykorzystywanych przez wojsko. Do tego ma być w stanie zakłócać komunikację dowództwa strategicznego, w tym dotyczącego sprzętu nuklearnego. To właśnie na podstawie tego śledztwa miały zostać wprowadzone ograniczenia, którymi Huawei jest objęty do dzisiaj.

Czytaj też: Sieć 5G nie dla Rosji. Odczujemy to w Polsce

Pewność jest, tylko dowody… Nie są takie jasne

Huawei zaprzecza całej sprawie. Firma podkreśla, że jej sprzęt posiada wszelkie niezbędne certyfikaty potwierdzające jego bezpieczeństwo. Dodatkowo te same urządzenia są certyfikowane przez FCC (Federalna Komisja Łączności), która również potwierdza tym samym, że nie stanowią żadnego zagrożenia.

Pomimo ciągle stawianych zarzutów, Stany Zjednoczone nie przedstawiają żadnych dowodów na szkodliwą działalność Huawei. Niewykluczone, że takich nie ma. Początkowo bowiem śledztwo w sprawie chińskiej firmy nie dotyczyło aspektów technicznych, a powiązań biznesowych. Dopiero później skupiono się na technikaliach.

Eksperci przekonują, że teoretycznie jest możliwe stworzenie sprzętu, który będzie zgodny z wymaganiami FCC i dostanie niezbędne certyfikaty, ale jednocześnie będzie mógł zostać po cichu przestawiony na nasłuchiwanie innych pasm, których nie powinien obsługiwać. Aby to udowodnić, trzeba by rozebrać sprzęt sieciowy do dosłownie pojedynczych kabelków, a następnie złożyć go od nowa. Zdaniem ekspertów jest to wykonalne, ale czy ktoś to kiedyś faktycznie zrobił? Tego nie wiadomo.

Czytaj też: System SIDUSIS przerasta możliwości operatorów. Protestują przeciwko pomysłom rządu

Działania Stanów Zjednoczonych nie wskazują, aby Huawei mógł stwarzać duże zagrożenie

Jeśli masz dowody na to, że sprzęt danej firmy Cię szpieguje, to logiczne może się wydawać, że chcesz się go pozbyć za wszelką cenę? Teoretycznie tak. W praktyce w Stanach Zjednoczonych sprzęt sieciowy Huawei ma się bardzo dobrze. Nadal bez problemu działa w lokalnych sieciach komórkowych. A już w 2019 roku FCC nakazała wymianę sprzętu firmy i zakazała jego instalacji.

Ogołocenie ok 24 000 stacji bazowych ze sprzętu Huawei (i ZTE) i wymiana go na nowy kosztuje. Kongres zatwierdził na ten cel 1,9 mld dolarów w 2020 roku. Minęły dwa lata i żaden sprzęt nie został usunięty, bo operatorzy ciągle nie dostali pieniędzy. Stan na 15 lipca 2022 roku mówi, że na ten cel brakuje ponad 3 mld dolarów. Dodatkowo nie wiadomo, kiedy operatorzy dostaną pieniądze. Póki co FCC zapowiada, że operatorzy dostaną ok 40% zwrotu kosztów wymiany sprzętu, ale nie wiadomo kiedy. Czy tak powinna wyglądać polityka kraju, kiedy firma obcego mocarstwa ma wykradać m.in. tajne dane wojskowe?

Czytaj też: Sieć 5G pomoże wykrywać pożary. To nowy projekt Huawei

Żeby tego było mało, Amerykanie w zasadzie sami wystawili dane o jednostkach wojskowych na widok publicznych. Wspomniana firma VIaero w 2014 roku zaczęła montować na swoich stacjach bazowych kamery do monitorowania pogody i ruchu ulicznego. Świetnie się sprawdziły, ostrzegając m.in. o tornadach. Jednocześnie kamery dostarczają w wysokiej jakości obraz pokazujący ruch amerykańskiego sprzętu woskowego i personelu. Mógł to obejrzeć każdy i CNN powołując się na swoje źródła, informuje że Chiny chętnie miały z tych transmisji korzystać. Kamery działały na nadajnikach ze sprzętem Huawei, ale równie dobrze mógł to być dowolny inny dostawca, co w tej sprawie nie ma żadnego znaczenia.

Warto też dodać, że Frank DiRico, dyrektor generalny Viaero, o potencjalnym niebezpieczeństwie ze strony Huawei dowiedział się z mediów. Pomimo prowadzonego przez FBI śledztwa, nikt oficjalnie go o tym nie informował. Ponadto uważa, że zarządzana przez niego sieć komórkowa jest dobrze monitorowana i nie widzi w niej żadnych zagrożeń ze strony dostawców sprzętu.

Czytaj też: Przywileje dla TVP w związku DVB-T2. TVN, Polsat, TV Puls i Kino Polska protestują

Polityka USA w sprawie Huawei nie jest dobrze przyjmowana w kraju

Działania Stanów Zjednoczonych wobec Huawei są owiane tajemnicą. Brak przedstawionych dowodów powoduje, że trudno jest uwierzyć w kolejne rewelacje na temat firmy. Dodatkowo, jak informuje CNN, byli pracownicy kontrwywiadu są sfrustrowani faktem, że władze nie przekazują amerykańskim firmom, miastom czy stanom informacji o jakimkolwiek zagrożeniu ze strony chińskich inwestycji. Więc jeśli faktycznie jest jakieś zagrożenie, ze względu na brak przekazywanych szczegółów, jest ono bagatelizowane. To rodzi wątpliwości co do tego, czy zagrożenie faktycznie dotyczy konkretnej firmy, czy Chin ogółem i wszystko, co chińskie jest złe, bo jest… chińskie.

Amerykańscy krytycy antychińskiej polityki wskazują, że działania rządu są zbyt ogólne i za szeroko zakrojone. Przez co mogą nie odróżniać legalnych chińskich inwestycji od szpiegostwa, traktując wszystkie tak samo. W jednej z głośniejszych spraw sądowych, sędzia federalny uniewinnił byłego procesora Uniwersytetu Tennessee oskarżanego o nielegalną współpracę z Chinami, bo nie przedstawiono w sprawie żadnych dowodów, które by na to wskazywały. Z kolei Departament Sprawiedliwości 20 stycznia umorzył postępowanie przeciwko profesorowi MIT, bo nie był w stanie dłużej udowadniać swoich oskarżeń.

Również zewnętrzne działania USA budzą wątpliwości. Amerykanie alarmują, ostrzegają, ale też wymagają od innych krajów, aby blokowały i wymieniały sprzęt sieciowy Huawei i ZTE. Tymczasem sami od dwóch lat nie robią nic, aby takiego sprzętu pozbyć się ze swoich sieci komórkowych. Choć podobno stanowi ogromne zagrożenie.