Pamiętacie pancerniki typu Yamato, Yamato, pancerniki Yamato, największe pancerniki i okręty II wojny światowej

Pamiętacie pancerniki typu Yamato? Przypominamy największe pancerniki i okręty II wojny światowej

W pierwszej połowie XIX wieku Japonię ciężko było lubić z punktu widzenia zarówno krajów europejskich, jak i USA, ale dziś kraj ten po nawiązaniu szerokiej współpracy ze Stanami Zjednoczonymi jest arcyważnym graczem na arenie międzynarodowej. Nie bez powodu, bo jest nawet sojusznikiem NATO. W przeszłości wyrządziła jednak wiele złego Amerykanom (i vice versa), a jej arsenał w czasie II wojny światowej robił nie lada wrażenie. Najlepszy przykład? Największe pancerniki w historii, a przy okazji również największe okręty II wojny światowej, czyli japońskie pancerniki typu Yamato.

Lotniskowce wyparły pancerniki. Powód? Rosnące znaczenie lotnictwa i niewystarczający zasięg dział

Pancerniki to jedne z najbardziej imponujących okrętów, które kiedykolwiek powstały. Zostały jednak zapomniane już podczas II wojny światowej przez ogromne zagrożenie ze strony rozwijającego się lotnictwa i dlatego właśnie zostały zastąpione przez lotniskowce, które rozwiązały ich największy problem — bardzo ograniczony zasięg broni. Wprawdzie temat pancerników regularnie wraca, ale po tym, jak USA postawiło krzyżyk na swoim dziale SLRC o zasięgu 1850 kilometrów, są naprawdę małe szanse, że te uzbrojone po zęby kolosy kiedykolwiek powrócą na szerokie wody.

Czytaj też: Oto rosyjski BTR-90. Transporter opancerzony, który jest bojowym wozem piechoty

Obecnie pancerniki są okrętami muzealnymi, a nie tymi wykorzystywanymi na czynnej służbie. To klasa równie dużych, co silnie opancerzonych oraz uzbrojonych okrętów artyleryjskich, które przed wiekiem stanowiły trzon największych flot wojennych, ale umarły śmiercią naturalną. Diagnoza? Rozwój innych technologii i przede wszystkim wspomnianych pancerników. Obok pancerników trudno jednak nadal przejść obojętnie i to zwłaszcza wtedy, kiedy w grę wchodzą kolosy pokroju pancerników typu Yamato.

Historia i koniec pancerników typu Yamato. Miało powstać pięć, ale finalnie powstały trzy, z czego dwa zatopiono, a jeden przerobiono na lotniskowiec

W maniakalnym dążeniu do „większego, potężniejszego i cięższego” u„zbrojenia, Japonia rozpoczęła prace nad dwoma finalnie stworzonymi pancernikami typu Yamato w kolejno 1937 i 1938 roku. Były to ściśle tajne projekty, które miały zaskoczyć Amerykanów i rzeczywiście udało im się tego dokonać, bo nawet w dniu zatopienia pierwszego egzemplarza o nazwie Musashi (24 października 1944 roku) USA nie wiedziało o nim wszystkiego. Co ciekawe, nawet po 1945 roku i tym samym zatopieniu egzemplarza Yamato (7 kwietnia 1945 roku) nadal wiele źródeł źle określało możliwości i gabaryty tych pancerników.

Czytaj też: Niemieckie działa przeciwlotnicze Gepard. Ich armaty przeciwlotnicze strzelają do 1100 strzałów na minutę

Oba pancerniki zostały zwodowane w 1940 roku, a swoją służbę zaczęły w odpowiednio 1941 i 1942 roku. Amerykanie zatopili je zresztą również w podobny sposób, bo podczas morskich bitew z wykorzystaniem wielu torped i bomb, z czego rekordzistą był ewidentnie Musashi, który przyjął 17 trafień bombowych i 19 torpedowych. Oba pancerniki zabrały ze sobą ponad 3500 z łącznie 5099 marynarzy, ale porzućmy już te negatywne tony i przejdźmy do tego, co najważniejsze — tego, czym wyróżniały się te okręty.

Japońskie pancerniki typu Yamato można śmiało nazwać mianem superpancerników

Pancerniki typu Yamato są uznawane za największe pancerniki na świecie i największe okręty stworzone w czasach II wojny światowej. Zawdzięczają to temu, że ich długość całkowita wynosiła 263 metry (256 metry przy linii wody), szerokość sięgała 38,9 metra, a zanurzenie 10,4 metra, podczas gdy ich wyporność po pełnym załadowaniu wynosiła ponad 71600 ton. Dla porównania, najnowszy amerykański lotniskowiec mierzy 337 metry, a jego wyporność po załadowaniu wszystkiego wynosi ponad 100000 ton, a oba te okręty dzieli ponad pół wieku.

W ruch tego kolosa wprawiały aż cztery parowe turbiny z dostępem do 12 kotłów wodnorurkowych o łącznej mocy 110 megawatów, za sprawą których rozwijał prędkość do 50 km/h oraz zasięg do 13300 km przy utrzymywaniu prędkości 30 km/h. Ten system napędowy miał ogromny wpływ na wspomnianą wagę, ale swoje trzy grosze dorzucało do tego również opancerzenie oraz uzbrojenia.

Te japońskie pancerniki zaprojektowano tak, aby zapewniały „niezrównany stopień ochrony w walce na powierzchni”. Tak też główny pas opancerzenia wzdłuż burty okrętu miał grubość do 410 mm, ten dolny grubość do 200 milimetrów, a pancerz wieżyczek głównych cechowała grubość aż 650 mm (to istne szaleństwo). Do ochrony przed torpedami zastosowano system ochrony bocznej z wieloma grodziami (pustymi przestrzeniami), który został zaprojektowany tak, aby wytrzymać 400 kg ładunku TNT.

Jak na projekt pancernika przystało, typ Yamato został wyposażony po same brzegi w systemy uzbrojenia, które może i nie zachwycają zaawansowaniem jak na dzisiejsze standardy, ale zdecydowanie zaskakują swoją wielkością. Tyczy się to głównych dział w formie trzech wielkich wież z trzema 21-metrowymi i 145-tonowymi działami morskimi o średnicy 46 cm (Typ 94), które są tymi największymi, które kiedykolwiek zamontowano na okręcie wojennym.

Te strzelały 1460-kilogramowymi pociskami przeciwpancernymi i 360-kg pociskami wysokowybuchowymi na odległość do 42 km przy szybkostrzelności od 1,5 do 2 pocisków na minutę. Mogły też zwalczać lotnictwo z 1360-pociskami Common Type 3, które przy detonacji zwykle około 1 km od pancernika uwalniały 900 wypełnionych zapalnikiem rurek w kształcie stożka o kącie 20° skierowanego w stronę nadlatujących samolotów. Te pociski były jednak używane rzadko, bo znacząco uszkadzały działa, mogąc przedwcześnie eksplodować.

Czytaj też: Sea Shadow był wyjątkowy i niewidzialny dla radarów. Trafił na złom, ale zmienił wiele

Na tym jednak uzbrojenie Yamato się nie kończy. Drugorzędne systemy w arsenale tych pancerników obejmowało dwanaście dział Typ 3 (po 3 w czterech wieżach) o średnicy 15,5 cm. Były to dwufunkcyjne działa morskie o masie 55,87 kg i maksymalnym zasięgu 27400 metrów oraz szybkostrzelności rzędu 5 pocisków na minutę. Z czasem dwie wieżyczki (6 dział) na śródokręciu zostały usunięte na rzecz dodatkowych ciężkich dział przeciwlotniczych kalibru 12,7 cm i lekkich 2,5 cm, zwiększając ich liczbę tych pierwszych do 24 i drugich do 162.

Działka 127 mm podczas strzelania do celów nawodnych miały zasięg 14700 metrów i pułap na poziomie 9440 metrów, a ich maksymalna szybkostrzelność wynosiła 14 pocisków na minutę. W przypadku 25-mm w grę wchodził zasięg 1500-3000 metrów i pułap do 550 metrów, a szybkostrzelność do nawet 120 pocisków na minutę. Jak to wszystko wypadało w praktyce? To możecie obejrzeć poniżej: