Samsung Galaxy Z Fold4 – komórkowy kapitan Marvel TEST

Samsung Galaxy Z Fold4 to moje drugie spotkanie ze składanym smartfonem z serii Fold. Oczekiwania były bardzo wysokie, gdyż mimo niemałej ilości wad zeszłoroczny model był dla mnie sprzętem ze wszech miar wyjątkowym. Samsung wprowadził w Fold4 sporo udoskonaleń, ale w tym czasie pojawiło się także kilka ciekawych składanych konstrukcji innych producentów. Jak zatem wypadł podczas testów?
Samsung Galaxy Z Fold4
(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

Samsung Galaxy Z Fold4
(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

Parametry

ParametrWartość
ProcesorQualcomm SM8475 Snapdragon 8+ Gen 1, Octa-core (1 x 3,19 GHz Cortex X2 3 x 2,75 GHz Cortex-A710 & 4 x 1,8 GHz Cortex-A510, 4 nm)
GPUAdreno 730
Ekran– 7,6”, 1812 x 2176 px, 216:180, 374 ppi, Foldable Dynamic AMOLED 2X, do 120 Hz, HDR10+, 1200 nit w szczycie, ~90,9 % StB, plastikowa folia ochronna
– 6,2”, 904 x 2316 px, 23:9, 402 ppi, Dynamic AMOLED X2, do 120 Hz, 89,9 % StB, Corning Gorilla Glass Victus+
Współpraca z rysikiem S-Pen
Pamięć RAM12 GB
Pamięć Flash256 GB UFS 3.1
Aparat główny– 50 Mpix, f/1.8, 23 mm, 85° (szerokokątny), 1,0 µm, Dual Pixel PDAF, OIS
– 10 Mpix, f/2.4, 66 mm, 36° (krótki teleobiektyw), 1.0 µm, PDAF, OIS
– 12 Mpix, f/2.2, 12 mm, 123° (ultraszerokokątny), 1,12 µm
Aparat przedni– 10 Mpix, f/2.2, 24 mm (szerokokątny), 1,22 µm
– 4 Mpix (podekranowy), f/1.8, 26 mm, 2,0 µm
Audiostereo, Hi-Res 32 bit/384 kHz + BT (SBC, AAC, aptX HD, SSC)
Łączność5G, LTE+, HSPA, Wi-Fi 6e, Bluetooth 5.2, UWB, NFC, dual SIM + eSIM, USB-C 3.2
LokalizacjaA-GPS dual band, GLONASS, GALILEO, BeiDou, QZSS
AkumulatorLi-Po 4400 mAh, szybkie ładowanie 25 W, ładowanie bezprzewodowe 15 W, ładowanie zwrotne, bezprzewodowe ładowanie zwrotne 4,5 W
Waga263 g
Rozmiary155,1 x 130,1 x 6,3 mm rozłożony / 155,1 x 67,1 x 15,18 mm złożony
CertyfikatyIPX8
System operacyjnyAndroid 12L + One UI 4.1.1

Cena w dniu pisania recenzji wynosi ~8399 zł

Samsung Galaxy Z Fold4
(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

Zestaw startowy

Producenci ustawicznie zubażają zawartość pudełek ze swoimi smartfonami i coraz mniejszy jest sens pisania o zawartości. Krótko jedynie zatem wspomnę, że w dużym pudełku znalazłem smartfon w pozycji rozłożonej, kabel USB-C, trochę papierów, igłę do otwierania tacki nanoSIM i wspomnienia po czasach, gdy topowym urządzeniom towarzyszyły ładowarki, słuchawki i takie tam nikomu niepotrzebne rzeczy 🙂

Wzornictwo

Konstrukcja Samsunga Galaxy Z Fold4 została w wielu miejscach zmodyfikowana w stosunku do poprzednika, ale na pierwszy rzut oka zmian wielu nie widać. Dopiero po dokładniejszym obejrzeniu widać nieznacznie zmienioną konstrukcję zawiasu (przy czym by być tego pewnym, musiałem porównać Folda ze zdjęciami poprzednika), węższe i nieco mniej zaokrąglone ramki oraz zmienione proporcje ekranów: główny jest znacznie bardziej kwadratowy, niż był w Foldzie3, a i zewnętrzny zyskał na szerokości, i w efekcie także na użyteczności.

Ramka jest półbłyszcząca, na prawym boku znalazły się przyciski głośności i włącznik połączony z pojemnościowym czytnikiem linii papilarnych. Na dole znalazł się port USB-C, mikrofon i skierowany w bok głośnik, na górze trzy mikrofony i identyczny głośnik do pary – razem tworzą zgrabny układ stereo. Slot na dwie karty nanoSIM znalazł się na lewym boku smartfonu. Elastyczny ekran zajmuje niemal całą powierzchnię wewnętrzną – wokół jest dość wyraźnie zaznaczona ramka z wypukłym rantem ochronnym – przedni aparat i czujnik światła ukryte są pod wyświetlaczem.

Samsung Galaxy Z Fold4
(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

Po złożeniu telefon robi się gruby, ale dosyć zgrabny. Przedni ekran jest klasyczną konstrukcją ze szkła Victus+ z otworem na drugi przedni aparat. Samsung umieścił pomiędzy wyświetlaczem i ramką bardzo wąską maskownicę głośnika (niemal niedostrzegalną), która nieprzypadkowo położona jest niemal w tym samym miejscu, co jeden z głośników stereo – do rozmów wykorzystywany jest ten sam przetwornik.

Tylny panel złożonego urządzenia także jest pokryty szkłem Victus+, tyle że matowym. Wystaje z niego wąska i dość długa wyspa z trzema także wystającymi aparatami fotograficznymi i wkomponowaną diodą doświetlającą.

Jakość wykonania nie budzi żadnych zastrzeżeń – jak przystało na segment premium. Zawias pracuje bezgłośnie, z dość wyraźnym, choć nierównomiernym oporem. Słabym punktem konstrukcji jest wewnętrzny ekran, wykonany z elastycznego plastiku i chroniony tylko dodatkową folią, której nie wolno zdejmować pod żadnym pozorem – siłą rzeczy nie może dorównać solidnością reszcie. Testując Folda 3, pierwszą usterkę powierzchni miałem fabrycznie, a druga pojawiła się po paru dniach używania. Obawiałem się podobnych efektów w Galaxy Z Fold4, lecz po dwóch tygodniach intensywnego eksploatowania smartfonu ekran wygląda nienagannie – być może Samsungowi udało się nieco wzmocnić osłonę.

Samsung Galaxy Z Fold4
(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

Mimo to producent podkreśla (a ja za nim), że smartfon nie jest odporny na pył – nosząc telefon w kieszeni wewnętrzny ekran przyciągał każdy możliwy paproch i pyłek. Zabranie Folda4 na plażę może zakończyć się marnie. W miarę bezkarnie natomiast można telefon utopić – ma certyfikat IPX8 i powinien wytrzymać zanurzenie na głębokość 1 m przez 30 minut.

Wyświetlacz

Samsung Galaxy Z Fold4 posiada dwa ekrany wykonane w technologii Dynamic AMOLED 2X. Główny ekran posiada przekątną 7,6 cala i rozdzielczość 1812 x 2176 pikseli. Daje to przekątną 21,6:18 albo bardziej zrozumiale 1,2:1. Ekran zewnętrzny ma przekątną 6,2”, rozdzielczość 904 x 2316 pikseli i proporcje do 23,1:9.

Oba ekrany, co warto podkreślić, mają spójnie skonfigurowane odwzorowanie kolorów i roboczą jasność. Jak to zwykle u Samsunga bywa, dostępne są dwa profile kolorów: naturalny (odpowiada przestrzeni barwnej sRGB) i żywy, który skalibrowany jest do DCI-P3. Punkt bieli w trybie sRGB odpowiada zalecanym 6500 K, w DCI-P3 natomiast domyślnie jest chłodniejszy i by zapewnić zgodność pomiędzy profilami należało przesunąć suwak temperatury barwnej o jedno oczko w prawo.

Recenzując Folda 3 zwróciłem uwagę, na nieprawidłową interpretację profili barwnych ICC w zdjęciach – pomimo zapisywania ICC sRGB w zdjęciach przy ich wyświetlaniu smartfon ignorował profil i prezentował je z nadmiernym nasyceniem. Galaxy Z Fold4 nie ma takich problemów, zarządzanie kolorem pracuje poprawnie i warto to tu odnotować, choć problem miał i tak więcej wspólnego z systemem niż wyświetlaczem jako takim.

Odświeżanie ekranu można ustawić na standardowe, które na sztywno ustawia częstotliwość 60 Hz lub adaptacyjne, w którym jest dobierane w zależności od aplikacji i potrzeb w zakresie 10 – 120 Hz. Jasność ekranów w szczycie przy ustawieniach automatycznych sięgać ma wg danych producenta sięga 1200 nit – nie jestem w stanie zweryfikować dokładności tych danych, ale z całą pewnością nie ma żadnych problemów z czytelnością w pełnym słońcu. Wyłączając automatykę i ustawiając jasność ręcznie maksymalną jasność szacuję na jakieś 500 nit.

Samsung Galaxy Z Fold4
(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

Wyświetlacz obsługuje oczywiście HLG i HDR10+ – póki co video o szerokiej rozpiętości tonalnej działa w Netflixie i Youtube – niestety w Disney+, Prime Video i HBO Max HDR w tej chwili nie jest dostępny. Osobną sprawą jest, czy w ogóle te serwisy mają sens na Foldzie4 – podczas oglądania filmów fałda od zawiasu na dużym ekranie, którą normalnie bez problemu można zignorować, staje się boleśnie widoczna i uciążliwa. Drażniła mnie na tyle mocno, że nie podjąłem próby przyzwyczajenia się.

Ekrany Samsunga Galaxy Z Fold4 obsługują także S-Pen – ze względu na miękką powierzchnię wewnętrznego ekranu musi być to piórko w odpowiedniej wersji, w przeciwnym wypadki można doprowadzić do znacznych zniszczeń. Niestety nie stanowiło ono części zestawu recenzenckiego, pozostaje mi zatem tylko odnotować taką możliwość. Fold4 zresztą nie ma w konstrukcji slotu na nie i by móc sensownie go używać wypada także zaopatrzyć się w stosowne etui.

Oprogramowanie

Samsung Galaxy Z Fold4 pracuje pod kontrolą systemu Android 12L z nakładką One UI 4.1.1. Aktualność wygląda dość przyzwoicie, na dzień pisania recenzji Fold4 ma poprawki bezpieczeństwa i Google Play z 1 lipca 2022 roku.

One UI jak zwykle wygląda schludnie – to chyba w tej chwili najładniejsza i najlepiej dopracowana nakładka na system, z bogactwem gotowych motywów zawierających komplet ustawień graficznych, jak i możliwością użycia np. zestawów samych ikon lub wariantów AoD. One UI wymusza niejaką spójność graficzną, zbytnia fantazja twórców ikon jest wtłaczana w ujednolicone kształty.

Estetyka to jedno, ale One UI w Galaxy Z Foldzie4 doczekało się przede wszystkim udoskonaleń funkcjonalnych. Ktoś w końcu zauważył, że duży ekran o zbliżonych do kwadratu proporcjach obsługuje się nieco inaczej niż typowy interface smartfonu i dlatego po rozłożeniu domyślnie pojawia się pasek zadań, wzorowany nieco na tym, który Samsung udostępnia w trybie DeX, który umożliwia szybki dostęp do przypiętych aplikacji oraz dwóch ostatnio używanych – chyba nie muszę dodawać, jak bardzo ułatwia to przełączanie się pomiędzy programami i multitasking?

Klawiatura na dużym ekranie także pojawia się w dostosowanej wersji – podzielona pomiędzy dłonie, by można było pisać trzymając telefon oburęcznie. Kto nie lubi, może wrócić do klasycznego układu lub szybko przełączyć się na drugą opcję, także preinstalowaną klawiaturę Microsoft SwiftKey, z doskonałym przewidywaniem wprowadzanego tekstu. Oprogramowania od Microsoftu w ogóle jest więcej: poza klawiaturą preinstalowany jest Office, Outlook, LinkedIn i przede wszystkim OneDrive, co jest o tyle godne uwagi, że sporo aplikacji (np. Galeria) jest przygotowana przez Samsunga do integracji właśnie z tym dyskiem sieciowym, a nie z Google Drive. Oba ekosystemy zresztą na Foldzie4 znakomicie ze sobą koegzystują i nie ma żadnych przeszkód, by były używane jednocześnie.

Samsung Galaxy Z Fold4
(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

One UI w Foldzie4 przewiduje możliwość wykorzystania dużej powierzchni ekranu do pracy podzielonej. W przeciwieństwie do większości pozwalających na to smartfonów klasycznych, podział ekranu jest tu naprawdę przydatny na co dzień, a nie tylko jako demonstracja „patrzcie, my też to mamy”. System posiada także mechanizm przenoszenia aplikacji pomiędzy ekranami, lecz nie każda aplikacja z nim działa poprawnie lub w ogóle zezwala na jego użycie – przykładem aplikacji niezgodnej jest na przykład Apple Music, której uruchomienie na drugim ekranie wymaga wcześniejszego zabicia przez system procesu. Są też przypadki takie jak Instagram, który nie potrafi skorzystać z dużej przestrzeni roboczej i wyświetla się na części ekranu, lecz… jest zgodny z przełączaniem.

Łączność

Samsung Galaxy Z Fold4 jest znakomicie wyposażony pod kątem łączności. Posiada możliwość pracy w sieciach 5G i LTE cat. 20 (czyli teoretycznie zdolny jest do uzyskania 2 Gbps downloadu), wbudowane WiFi 6e z obsługą kanałów 160 MHz, MIMO oraz modulacji 1024-QAM, Bluetooth 5.2 NFC, a nawet Ultra Wideband. Smartfon posiada fizyczny dualSIM na karty nano, może też obsługiwać eSIM. Po załadowaniu poprzez aplikację profil eSIM Orange Flex smartfon automatycznie aktywował VoLTE i zaproponował uruchomienie VoWiFi, podobnie było z fizyczną kartą. Jakość połączeń głosowych wewnątrz sieci była znakomita.

Rzeczywisty transfer danych w okolicznej sieci 5G oscylował w okolicach 120/40 Mbps (zupełnie przyzwoity wynik, szybciej bywa w zasadzie tylko w nocy). Połączenie WiFi z routerem zestawiane było z prędkością teoretyczną 2400 Mbps, a transfer do i z Internetu był generalnie zbliżony do przepustowości zainstalowanego światłowodu.

Lokalizację zapewnia obsługa systemów GPS w wersji dwuzakresowej, Galileo, Glonass oraz BeiDou. Dokładność i szybkość pozycjonowania była na dobrym poziomie. Oczywiście używanie Folda4 jako nawigacji jest dość karkołomne – albo jest zbyt duży albo zbyt mały, ale jeśli się ktoś uprze…

Połączenia z akcesoriami zapewnia Bluetooth w wersji 5.2. Zestaw kodeków audio obejmuje SBC, AAC, aptX HD i własnościowy SSC 24-bit. Zabrakło natomiast coraz popularniejszego LDAC. O SSC i współpracy z akcesoriami pisałem także szerzej przy okazji recenzji słuchawek Galaxy Buds2 Pro, zachęcam zatem do zajrzenia pod wskazany link.

Na zakończenie słowo o połączeniu kablowym – jest to gniazdo USB typu C, pracujące w standardzie 3.2. Korzystać pewnie będziemy rzadko, ale mimo to dobrze, że Samsung nie oszczędził tu na wydajności.

Wydajność

Samsung Galaxy Z Fold4 pracuje pod kontrolą SoC Qualcomm Snapdragon 8+ Gen 1 z GPU Adreno 730, posiada 12 GB pamięci operacyjnej oraz (w testowanej wersji) 256 GB pamięci flash typu UFS 3.1. Jest to niewątpliwie bardzo wydajny zestaw. Na początek zatem wyniki testów syntetycznych:

  • Geekbench 5 Single Core: 1300 pkt
  • Geekbench 5 Multi Core: 3863 pkt
  • Geekbench Compute OpenCL: 6398 pkt
  • Geekbench Compute Vulcan: 5538 pkt
  • Geekbench ML CPU: 536 pkt
  • Geekbench ML GPU: 2246 pkt
  • Geekbench ML NNAPI: 3229 pkt
  • Wild Life: Maxed Out!
  • Wild Life Extreme: 2699 pkt
  • Wild Life Extreme Stress Test: 2615/1862, stabilność 71,2%
  • PCMark Work 3.0: 14382 pkt

Jest bardzo szybko, a co więcej, Fold4 osiągnął niezły wynik w teście obciążeniowym 3DMark Wild Life Extreme Stress Test – stabilność rzędu 71,2 % oznacza, że termiczny throttling jest na nieprzesadnie wielkim poziomie, tym bardziej że zgodnie ze wskazaniami programu utrzymywana była temperatura wewnątrz na poziomie 41° C, a termometr lekarski IR pokazywał podobną temperaturę w najcieplejszym miejscu obudowy.

Samsung Galaxy Z Fold4
(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

Zaznaczę tutaj, że test został wykonany w tzw. temperaturze pokojowej, czyli 22° C, w klimatyzowanym pomieszczeniu. Dlaczego ma to znaczenie? Ano dlatego, że mamy ostatnio bardzo ciepłe dni i wystarczyło przeniesienie Folda4 do pokoju ze słabszą cyrkulacją i temperaturą 26° C, by stabilność wyników spadła do ~50 %. Samsung Galaxy Z Fold4 zatem sprawnie odprowadza ciepło na zewnątrz, ale niestety tropiki mu nie służą.

  • szybkość ciągłego zapisu danych: 276,05 MB/s,
  • szybkość ciągłego odczytu danych: 928,19 GB/s,
  • szybkość losowego zapisu danych: 26,12 MB/s,
  • szybkość losowego odczytu danych: 21,30 MB/s
  • kopiowanie pamięci: 12,64 GB/s.

Pomiary podsystemu dyskowego wskazują natomiast, że Samsung sobie tu nieco odpuścił. Jest sprawnie, ale raczej przeciętnie. W praktyce nie ma to większego przełożenia na płynność działania całości, bo ta jest znakomita.

Dotyczy to zresztą całości działania smartfonu. Samsung Galaxy Z Fold4 pracował przez cały okres testowania znakomicie, płynnie i bez przycięć. Temperatury obudowy nie przekraczały zaś granic komfortu.

Samsung Galaxy Z Fold4
(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

Audio

Konstrukcja Galaxy Z Folda4 jest na tyle duża, że Samsung miał problemów z umieszczeniem na każdej ze stron pełnowymiarowego przetwornika. W efekcie głośniki są świetnie zrównoważone, mają ten sam zakres przenoszonych częstotliwości. Fold4 gra głośno i czysto nawet rozkręcony do maksimum, z dobrze zaznaczonym, choć niezbyt mocnym basem, wysokiej jakości średnicą i nieźle odwzorowaną górną częścią pasma – jest to chyba jeden z najlepszych obok iPhone 13 Pro / Max układów nagłośnienia w smartfonie, jeśli w ogóle nie najlepszy. Aktywując wbudowaną w oprogramowanie korekcję Dolby ATMOS można liczyć też na niezłą scenę i przekonujące efekty przestrzenne.

Części słuchawkowej niestety nie zdołałem przetestować. Moja przejściówka USB-C ->jack nie działała poprawnie z Foldem4, zatem pozostaje mi tu przypomnieć, że wbudowany DAC zdolny jest do obsługi dźwięku Hi-Res 32 bit / 384 kHz. Jeśli część słuchawkowa choć dorównuje głośnikom, to będzie znakomicie.

Samsung Galaxy Z Fold4
(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

Czas pracy

Samsung Galaxy Z Fold4 posiada wbudowany akumulator o pojemności 4400 mAh. To niezbyt wiele, jeśli się weźmie pod uwagę użyty SoC oraz wielkość ekranu. W teście PCMark Battery Fold4 osiągnął wynik 10 godzin i jedna minuta. Jak to się ma do rzeczywistego czasu pracy?

Można powiedzieć, że tak sobie. Fold4 podpięty głównie pod WiFi i intensywnie eksploatowany zdołał z trudem osiągnąć SoT rzędu 5 godzin i niecałą dobę pomiędzy ładowaniami. Przy mieszanym (ale i mniej intensywnym) cyklu pracy WiFi / 5G SoT wynosił ~3,5 godziny, ale łączny czas działania do półtorej doby. Ograniczając użycie do małego ekranu i oszczędzając da się wyciągnąć i do dwóch dni, ale… po co w takim razie taki smartfon?

Ładowanie przebiegać może z mocą do 25 W – i wtedy określane jest optymistycznie jako superszybkie. Uzupełnienie do 50 % zajmuje ~30 minut, do pełna około 90 minut. Ładowarki w zestawie nie ma, na szczęście Samsung w Foldzie4 użył standardu Power Delivery, więc odpowiednią kostkę znajdziemy bez problemu. Można też skorzystać z ładowania indukcyjnego, z mocą do 15 W. Pełne uzupełnienie akumulatora w ten sposób zajmowało mi maksymalnie 2:30 h.

Samsung Galaxy Z Fold4 posiada możliwość zasilania akcesoriów przez USB-C, potrafi także podzielić się energią bezprzewodowo, z mocą 4,5 W. Przydatne do szybkiego podładowania słuchawek, ale nie jest to efektywna metoda dla większych urządzeń.

Samsung Galaxy Z Fold4
(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

Biometria

Samsung Galaxy Z Fold4 posiada pojemnościowy czytnik linii papilarnych wkomponowany w umieszczony na prawej ramce przycisk wybudzenia. Dzięki temu dostępny jest w miarę wygodnie niezależnie czy smartfon jest otwarty, czy zamknięty. Szybkość działania jest ok, dokładność też nie budzi zastrzeżeń.

Drugą metodą biometryczną jest rozpoznawanie twarzy, realizowane w oparciu o skan 2D z aparatu przedniego – działa zarówno z głównym jak i podekranowym. Szybkość działania jest również dobra, skan działa nieźle także w ciemności w oparciu o światło z ekranu. Rozpoznawanie twarzy 2D nie jest uznawane za zbyt bezpieczne, niemniej jednak nie udało mi się pokonać blokady za pomocą własnego zdjęcia. Jeśli jednak w smartfonie przechowujemy naprawdę ważne dane doradzałbym pozostanie przy skanerze linii papilarnych.

Samsung Galaxy Z Fold4
(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

Fotografia

Samsung Galaxy Z Fold4 posiada trzy główne aparaty fotograficzne z tyłu oraz dwie kamery przednie. Z tyłu mamy zatem:

– 50 Mpix, f/1.8, 23 mm, 85° (szerokokątny), 1,0 µm, Dual Pixel PDAF, OIS
– 10 Mpix, f/2.4, 70 mm, 36° (krótki teleobiektyw), 1.0 µm, PDAF, OIS
– 12 Mpix, f/2.2, 12 mm, 123° (ultraszerokokątny), 1,12 µm

Zestaw wygląda trochę jak ten z Samsunga Galaxy S22 Plus, ale nie do końca. Główny aparat szerokokątny jest ten sam, moduł z teleobiektywem także, ale już ultraszerokokątny to zeszłoroczny aparat z Folda3. Użycie tych samych matryc i obiektywów nie oznacza koniecznie takiej samej jakości – dużo tu zależy od oprogramowania. A zatem jak to wygląda w praktyce?

Zdjęcia z głównego aparatu szerokokątnego są niezłej jakości, mają przyzwoitą dynamikę i szczegółowość. Teleobiektyw wypada słabiej, głównie z powodu wyższego poziomu szumów, który szczególnie daje znać przy gorszym oświetleniu, lecz efekty jego pracy wciąż można uznać za użyteczne. Największe wątpliwości budzi aparat UWA – bardzo szeroki kąt widzenia i niezbędna korekcja geometrii oraz aberracji dały w efekcie obraz bardzo przeciętny, poza centrum kadru mocno zniekształcony i nieostry. Jakość obrazu z tego aparatu była już problemem w modelu zeszłorocznym i brak zmian jeszcze tę marność uwydatnił. Mówiąc wprost, UWA w tym wydaniu nie ma większego sensu.

Samsungowi nie udało się też zapewnić spójności balansu bieli, który różni się pomiędzy aparatami, a do tego generalnie oprogramowanie przejawia skłonność do ustawiania go w kierunku zbyt chłodnych kolorów (co najlepiej widać na zdjęciach znad jeziora).

Fold4 pozwala na zoom hybrydowy do x30. Sens jego stosowania jest jednak niewielki – moim zdaniem maksymalne nadające się do praktycznego użycia zbliżenie to x10, a i tu na specjalnie dobrą jakość nie ma już co liczyć.

Samsung Galaxy Z Fold4 posiada tryb nocny dostępny dla każdego z obiektywów. Działa automatycznie przy braku światła, ale można także wymusić jego użycie niezależnie od jasności otoczenia. Efekty działania są zupełnie niezłe dla głównego aparatu szerokokątnego. UWA radzi sobie jednak wyraźnie słabiej, gdyż dają znać wszystkie wady, o których pisałem powyżej, a dochodzi brak stabilizacji i niezbyt wielka jasność obiektywu. Oba aparaty są też silnie podatne na paskudnie wyglądające flary od silnych źródeł światła.

Osobnego wyjaśnienia wymaga kwestia zdjęć z teleobiektywu. W wymuszonym trybie nocnym nie jest on w ogóle używany, zamiast tego stosowany jest crop z matrycy szerokokątnej. Efekty są przyzwoite, z wyjątkiem scen o najmniejszej ilości światła. Bardzo przeciętna sprawność właściwego aparatu z teleobiektywem przy słabym świetle (ale bez trybu nocnego) zdają się uzasadniać takie podejście.

Tryb portretowy działa dobrze i przewidywalnie. Nieliczne artefakty wykrywania głębi nie burzą dobrego wrażenia, zwłaszcza że oprogramowanie zwykle nie daje się zmylić wystającymi i nieoczywistymi fragmentami pierwszego planu i to zarówno w przypadku ludzi, jak i zwierząt.

Samsung Galaxy Z Fold4 ma bogate możliwości wykonywania selfie – do dyspozycji użytkownika jest aparat w ekranie przednim, aparat podekranowy, a dzięki możliwości wyświetlenia podglądu z aparatu głównego na przednim ekranie, także aparat główny. Jakość oczywiście jest najwyższa dla tego ostatniego, jak widać na zdjęciach testowych, ale i przedni daje sobie radę. Aparat ukryty pod elastycznym ekranem natomiast od biedy można użyć do rozmów wideo, ale ze zdjęciami radzi sobie bardzo słabo i lepiej ich unikać.

Główny aparat 50 Mpix pozwala poza typowym łączeniem pikseli na wykonywanie zdjęć w pełnej rozdzielczości. Efekty nie są zachęcające, gdyż za wzrostem zajętości dysku nie idzie wzrost szczegółowości – ograniczeniem jest tu niewystarczająca wydolność obiektywu. W oprogramowaniu Folda4 pojawiła się jednak znana z S22/S22+ możliwość użycia trybu zwiększającego ilość szczegółów – wykorzystuje się tu wielokrotną ekspozycję i mikroprzesunięcia do ominięcia ograniczeń. Poprawa jakości jest widoczna, szczególnie jeśli chodzi o drobne szczegóły. Godne odnotowania jest, że w porównaniu z S22+, którego miałem także okazję używać, Fold4 radzi sobie znacznie szybciej z przetwarzaniem obrazu.

Samsung Galaxy Z Fold4 to także kolejny smartfon tego producenta, który pozwala na użycie programu ExpertRAW, którego wynikiem są pliki DNG, ale zawierające wstępnie przetworzony obraz, podobnie jak w Apple ProRAW. Pliki są ogromne, lecz pozwalają przejąć końcową obróbkę przez użytkownika i wykonać ją przy użyciu Lightrooma, z lepszym i przede wszystkim przemyślanym efektem.

Samsung Galaxy Z Fold4
(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

Co do użyteczności, to wydaje się, że wynikowe pliki DNG mają w tej chwili problem z właściwym profilowaniem barw – presety balansu bieli wbudowane w Lightrooma dają zdjęcia z wyraźnym fioletowym zafarbem, lecz korekcja ręczna nie wymaga specjalnego zachodu. Expert RAW nie jest narzędzniem dla amatora, sięgną po niego użytkownicy zaawansowani, którzy wiedzą co robią i co chcą osiągnąć.

Ocenę możliwości filmowych pozostawiam innym – nie czuję się w tej kwestii kompetentny. Tryby filmowe wyglądają w każdym razie następująco:

  • 8K 24 fps – dostępny wyłącznie dla aparatu szerokokątnego
  • 4K UHD 60 fps – dostępny dla aparatu szerokokątnego i teleobiektywu
  • 4K UHD 30 fps –dostępny dla wszystkich aparatów
  • FHD 60 fps – dostępny dla aparatu szerokokątnego i teleobiektywu
  • FHD 30 fps – dostępny dla wszystkich aparatów
  • 720p 30 fps – dostępny dla wszystkich aparatów
  • FHD 60 fps, dodatkowa stabilizacja elektroniczna – dostępny wyłącznie dla aparatu szerokokątnego
  • FHD 30 fps, dodatkowa stabilizacja elektroniczna – dostępny dla aparatu szerokokątnego i teleobiektywu
  • FHD 240 fps – dostępny wyłącznie dla aparatu szerokokątnego
  • 720p 960 fps – dostępny wyłącznie dla aparatu szerokokątnego
Samsung Galaxy Z Fold4
(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

Podsumowanie

Samsung Galaxy Z Fold4, podobnie jak jego poprzednik, znakomicie trafił w moje upodobania, choć jestem świadomy znacznej ilości wad, zaporowej ceny i wciąż wątpliwej trwałości elastycznego wyświetlacza.

Fold4 zdobył mnie nie techniczną perfekcją, ale codzienną użytecznością: ogromny ekran pozwolił mi na komfortowe czytanie ebooków, znakomicie sprawdził się podczas czytania komiksów z Marvel Unlimited (chyba jako pierwszy smartfon!) i w ogóle wszystko wydawał się robić, jeśli nie lepiej, to w każdym razie wygodniej, nawet jeśli chodziło o rutynowe prostowanie w społecznościówkach jednostek nie mających racji ;-). Gdybyż tylko kosztował trochę mniej, to kto wie?