Sony E 11 mm f/1.8 – obiektyw moich marzeń (recenzja)

Sony E 11 mm f/1.8 jest najbardziej niepozornym obiektywem z trzech zaprezentowanych w czerwcu nowości Sony, przeznaczonych matrycom APS-C. Nie dajcie się jednak zwieść wyglądowi – to nie jest takie proste.
Sony E 11 mm F1.8

(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

Sony E 11 mm F1.8
(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

Parametry

  • Konstrukcja obiektywu: 12 elementów w 11 grupach (3 soczewki asferyczne, 3 ze szkła o bardzo niskiej dyspersji ED)
  • Kąt widzenia (APS-C): 104°
  • Liczba listków przysłony: 7 (przysłona kołowa)
  • Maksymalna wartość przysłony: F16
  • Stabilizacja: nie
  • Minimalna odległość ostrzenia:
    • 15 cm od matrycy aparatu w trybie AF
    • 12 cm od matrycy aparatu w trybie MF
  • Maksymalna skala odwzorowania: 1:7,7 podczas pracy z AF, 1:5 z MF
  • Średnica filtra: 55 mm
  • Wymiary (średnica x długość): 66,6 × 57,5 mm
  • Waga: 181 g

Cena na dzień pisania recenzji: ~2849 zł.

1. Soczewki asferyczne, 2. Soczewki ze szkła o bardzo niskiej dyspersji ED

Konstrukcja

Sony E 11 mm f/1.8 jest obiektywem równie filigranowym, jak jego zmiennoogniskowy brat, czyli E PZ 10-20 mm f/4 G. Szkło rozpoczyna się metalowym, uszczelnionym bagnetem, wewnątrz którego znajduje się plastikowa okrągła ramka z otworem o średnicy 20 mm, a za nią znajduje się nieruchoma soczewka. Za soczewką można zauważyć ruchomy element odpowiadający za działanie automatycznego nastawiania ostrości.

Sony E 11 mm F1.8
(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

Tubus obiektywu rozpoczyna się klasycznie, czyli plastikowym pierścieniem z nadrukowanym miejscem produkcji, numerem seryjnym i wypukłym oznaczeniem ułatwiającym prawidłową orientację szkła do montażu w bagnet aparatu.

Za niewielkim, kosmetycznym wgłębieniem znajduje kolejny nieruchomy pierścień, na którym umieszczony został przełącznik wyboru ręcznego lub automatycznego nastawiania na ostrość oraz programowalny przycisk, domyślnie blokujący nastawioną ostrość. Poza tym na pierścieniu mamy nadrukowane parametry obiektywu i logo producenta.

Sony E 11 mm F1.8
(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

Kolejnym elementem jest szeroki na 17 mm, nieco wystający karbowany pierścień nastawiania ostrości – pracujący z przełożeniem elektronicznym bez zaznaczonego punktu początkowego i końcowego.

Ostatnim elementem tubusu jest metalowy pierścień przechodzący w bagnet do montażu osłony przeciwsłonecznej na zewnątrz i gwint do montażu filtrów o średnicy 55 mm wewnątrz. Soczewka przednia o średnicy 28 mm cechuje się bardzo dużą wypukłością i jest nieco zagłębiona w przedni panel, dzięki czemu nie wystaje poza obrys tubusu. Obiektyw posiada uszczelnienia pozwalające na pracę w niekorzystnych warunkach pogodowych.

Sony E 11 mm F1.8
(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

Praca z obiektywem

Przygodę z Sony E 11 mm f/1.8 rozpocząłem od tego, że pomyliłem osłonę przeciwsłoneczną z tą, która była dostarczona z Sony E 15 mm f/1.4 G. Pierwsze zdjęcia oczywiście ujawniły, że coś jest nie tak, ponieważ testowany obiektyw ma tak szeroki kąt widzenia, że niedostosowana osłona zasłaniała brzegi kadru.

Chwilę później pomyłka była naprawiona i w ogóle bym o tym nie wspominał, gdyby nie to, że przypomina o konieczności zachowania wzmożonej uwagi w przypadku korzystania z tego szkła – zwłaszcza na początku. Małe rozmiary tubusu, do tego krótka osłona przeciwsłoneczna (ta właściwa) i naprawdę łatwo przez przypadek umieścić dłoń przez przypadek w kadrze, choć nie aż tak, jak było to w przypadku Sony E PZ 10-20 mm F4 – ponieważ nie ma pierścienia zoomu, do którego często by się sięgało. Trzeba się do tego przyzwyczaić i już.

Sony E 11 mm F1.8
Sony E 11 mm f/1.8 + a6300 (fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

Ale jak już to zrobimy, to z obiektywu korzysta się bardzo przyjemnie. Małe rozmiary i waga szkła w połączeniu z korpusem a6300 dają bardzo zgrabny i wygodny zestaw do fotografii krajobrazu i nie tylko. Pierścień ręcznego nastawiania ostrości pracuje elektronicznie, z dość lekkim, ale wystarczającym oporem. Do przejścia przez skalę ostrości niezbędne jest przekręcenie go o mniej więcej 140°, co jest zupełnie wystarczające dla zapewnienia odpowiedniej precyzji.

Przełącznik AF/MF mógłby natomiast pracować trochę lżej, ale można się do niego przyzwyczaić, a po drugie prawdopodobnie w miarę używania nieco się wyrobi i będzie stawiał mniejszy opór przy przełączaniu.

Sony E 11 mm F1.8
(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

Obiektyw dość dobrze nadaje się do zbliżeń – AF daje radę przy minimalnej odległości 15 cm, a przy ustawieniu ręcznym można wyostrzyć przy 13 cm. Nie ma rzecz jasna mowy o makrofotografii, co najwyżej o nietypowych kadrach i perspektywie, jakie można w ten sposób uzyskać.

Autofocus

Bardzo krótka ogniskowa powoduje, że nawet przy w pełni otwartym obiektywie mamy do czynienia z dość dużą głębią ostrości i dość niewielkimi wymaganiami wobec AF. Bez większego zdziwienia zatem przyjąłem, że Sony E 11 mm f/1.8 radzi sobie znakomicie: ostrzy bardzo szybko, cicho i celnie, pozwalając oczywiście na użycie EyeAF i DMF.

Sony E 11 mm F1.8
(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

Wady optyczne – dystorsja, winietowanie, aberracja chromatyczna, flara

Po podłączeniu testowanego obiektywu do korpusu a6300 blokowana jest możliwość wyłączenia korekcji dystorsji dla plików JPG. Po poprzednich testach oczywiście zdawałem sobie sprawę, co to oznacza: Sony odpuściło sobie korygowanie konstrukcji optyki pod tym względem, zdając się na oprogramowanie.

Istotnie, po wczytaniu plików RAW do Lightrooma widoczna była ogromna dystorsja beczkowa, do tego nieco sfalowana, co znakomicie utrudniło ręczną korekcję za pomocą suwaków, jako że pełne wyprostowanie beczki w centrum skutkowało przejściem w zniekształcenie poduszkowe w rogach. Sony E 11 mm f/1.8 posiada oczywiście wbudowany profil korekcyjny w firmware, lecz Lightroom póki co go konsekwentnie ignoruje, a Adobe nie spieszy się jak na razie z opracowaniem własnego.

Do powyższych przykładów zatem ponownie posłużyłem się programem Capture One Pro, który nie jest tak wybredny i potrafi użyć danych korekcyjnych przygotowanych przez Sony.

Podobnie słabo wygląda winietowanie, które przy otwarciu obiektywu do f/1.8 jest bardzo wyraźnie widoczne i które wprawdzie zmniejsza się w miarę przymykania przysłony, ale można je zauważyć jeszcze przy f/8. W przeciwieństwie do dystorsji jednak tę wadę akurat można bezproblemowo skorygować lub użyć jej do własnych celów.

Jeśli chodzi o aberrację chromatyczną, to Sony E 11 mm f/1.8 radzi sobie z nią bardzo dobrze. Podłużnego wariantu tej wady w ogóle nie zauważyłem, a poprzeczna jest na tyle niewielka, że nawet w bardzo kontrastowych scenach przy w pełni otwartej przysłonie trudno ją stwierdzić. Jest to swoista ciekawostka, że testowany obiektyw poradził sobie tu znacznie lepiej, niż Sony E 15 mm f/1.4 G, który przynależąc do serii „G” jest w portfolio producenta pozycjonowany znacznie wyżej.

Sony E 11 mm F1.8 flara
F5.6, flara

Obiektyw całkiem nieźle radzi sobie z pracą pod światło. W pełni otwarty wykazuje bardzo nieznaczną skłonność do artefaktów, a spadek kontrastu jest marginalny. Po przymknięciu przysłony szansa na pojawienie się odblasków rośnie, ale jak widać na powyższym zdjęciu zrobionym przy f/5.6, nie są one ani specjalnie widoczne, ani dotkliwe, a kontrast w całym kadrze jest bardzo dobry. Ponownie przy tym niżej pozycjonowany Sony E 11 mm f/1.8 wypada lepiej niż wspominane już przy okazji aberracji szkło 15 mm.

Sony E 11 mm F1.8
(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

Ostrość i bokeh

Testowany obiektyw jest bardzo ostry w centrum i pracuje niewiele gorzej w rogach – i to pracuje bardzo równo, gdyż znakomitą jakość obrazu daje już w pełni otwarty. Zauważalne pogorszenie jakości obrazu następuje dopiero w wyniku dyfrakcji po mocnym domknięciu przysłony (f/8 i więcej). Uważam to za imponujące osiągnięcie – tak dobre rezultaty jasnego obiektywu o bardzo krótkiej ogniskowej i niewielkich rozmiarach to naprawdę coś, co warto podkreślać na każdym kroku.

bokeh
bokeh

Sony E 11 mm f/1.8 radzi sobie także nieźle z bokeh, choć trzeba przyznać, że aby w ogóle go zobaczyć trzeba się trochę postarać – taka ogniskowa naprawdę nie nadaje się do zachwycania rozmyciem tła. Ale jeśli już uda nam się znaleźć takie zdjęcie, to trzeba przyznać, że bokeh jest w miarę gładki, a krążki pozaogniskowe wyglądają dobrze i nie ulegają znacznemu zniekształceniu w miarę zbliżania się do brzegów kadru.

Sony E 11 mm F1.8
(fot. Andrzej Libiszewski, Chip.pl)

Podsumowanie

Sony E 11 mm f/1.8 okazał się najbardziej zaskakującym obiektywem z trzech, które mogłem ostatnio przetestować. Okazało się bowiem, że to teoretycznie najniżej pozycjonowane szkło okazało się bodaj najbardziej użyteczne. Mimo znacznej dystorsji obiektyw wykazał się naprawdę znakomitą jakością obrazu, dobrą jasnością, dzięki której na przykład udało mi się bez problemu sfotografować całe ciemne wnętrze starego kościoła.

Do tego w chwili pisania recenzji Sony E 11 mm f/1.8 jest dostępny w rozsądnej cenie, znacznie niższej od sugerowanej przez producenta, co zagwarantowało mu z mojej strony nie tylko rekomendację, ale także odznakę za stosunek jakości do ceny i (jeśli nie pożre mnie coś większego) miejsce na liście sprzętu do kupienia w przyszłości.

Zdjęcia przykładowe

Mrzeżyno
Mrzeżyno
Mrzeżyno
Kościół w Mrzeżynie
Kościół w Mrzeżynie
Mrzeżyno
Mrzeżyno
Mrzeżyno
Mrzeżyno
Mrzeżyno
Mrzeżyno
Mrzeżyno
Villa Nautica
Villa Nautica