Infinix Zero Ultra to nie tylko rekordowo szybkie ładowanie. Sprawdzamy co jeszcze potrafi

Infinix Zero Ultra wchodzi na rynek jako smartfon z najwyższą dostępną mocą ładowania akumulatora. To ważna cecha, ale przecież nie kupujemy telefonu tylko dla szybkiego ładowania. Czy poza tym Infinix Zero Ultra ma jeszcze coś ciekawego do zaoferowania?
Infinix Zero Ultra to nie tylko rekordowo szybkie ładowanie. Sprawdzamy co jeszcze potrafi

Infinix Zero Ultra ładuje się do pełna w 12 minut i to faktycznie działa!

Infinix Zero Ultra ma akumulator o pojemności 4500 mAh. To w pełni wystarcza na przynajmniej jeden pełny dzień intensywnego użytkowania. Ale główną gwiazdą jest tutaj rekordowo wysoka moc ładowania aż 180 W. Możliwa do uzyskania dzięki technologii Thunder Charge 180 W. Producent zapewnia, że czas ładowania do pełna to 12 minut i się nie myli. Co prawda udało mi się uzyskać wynik powyżej 12 minut (ale mniej niż 13) i ten czas będzie nieco wyższy jeśli np. w trakcie ładowania coś robimy na smartfonie, albo ładujemy go w zimnym otoczeniu. Niemniej jest to faktycznie wynik do osiągnięcia, o ile w Ustawieniach włączymy tryb szybkiego ładowania. Ale i bez niego jest dobrze, bo w standardowym trybie ładowania do pełna trwa 17 minut.

Dużą zaletą takiej mocy ładowania jest też możliwość szybkiego doładowywania akumulatora. Musimy gdzieś szybko wyjść, podłączamy smartfon do ładowarki na 5 minut i już mamy ponad połowę zapasu energii.

Warto tutaj dodać, że Infinix zadbał o to, żeby ładowanie było bezpieczne. Mamy tu w sumie 20 czujników temperatury. Znajdują się m.in. w wejściu USB i układzie ładowania. Tryb szybkiego ładowania podnosi temperaturę akumulatora, więc czujniki są w tym momencie niezbędne. Wszystko jest opatrzone certyfikatem TÜV Rheinland Safe Fast-Charge System i systemem automatycznego odcinania zasilania w momencie, kiedy akumulator jest naładowany do pełna.

Zakrzywiony ekran potrafi wciągać w… kosmos?

Zakrzywione na bokach ekrany są obecne na rynku już od kilku lat i pełnią wyłącznie wizualną rolę. Ale jak to robią! Przy zachowaniu mniejszych rozmiarów obudowy, sama przekątna jest duża, bo liczona wraz z zakrzywieniami. Cały czas mamy przy tym wrażenie, że obraz kończy się gdzieś za krawędzią ekranu, co jest bardzo efektowne i skutecznie przyciąga wzrok. W Infinix Zero Ultra wyświetlacz jest zakrzywiony pod kątem 71°. To sporo, ale jednocześnie na tyle mało, że możemy skutecznie uniknąć przypadkowego dotknięcia ekranu na krawędziach.

Wyświetlacz to panel AMOLED o przekątnej 6,8 cala, który wyświetla obraz w rozdzielczości 1080 x 2400 pikseli przy 120 Hz odświeżaniu. Ekran może się pochwalić certyfikatem niskiej emisji światła niebieskiego TÜV Rheinland Low Blue Light

Infinix na każdym kroku serwuje nam kosmos. Dosłownie, bo do wyboru mamy kosmiczne tapety, animacje, ale też wygląd tyłu obudowy jest inspirowany Linią Karmana, czyli granicy kosmosu. Faktycznie obudowa Infinix Zero Ultra wyróżnia się tłumu. Osobiście jestem fanem ładnie ściętych krawędzi na górze i dole obudowy. W czarnym wariancie kolorystycznym mamy za to eleganckie połączenie wzorów na szkle i skórze.

Bardzo dobra wydajność i temperatura pod kontrolą

Na brak mocy w Infinix Zero Ultra nie powinniśmy narzekać. Dba o to układ MediaTek Dimensity 920 w parze z 8 GB pamięci RAM. Pamięć operacyjną można wirtualnie rozszerzyć do 13 GB, wykorzystując do tego zasoby pamięci wbudowanej (256 GB). Taki zestaw w zupełności wystarcza do szybkiego, bezproblemowego działania. Dodatkowo smartfon pomyślnie przeszedł testy TÜV SÜD, które oceniają, czy po 36 miesiącach urządzenie nadal będzie działać płynnie.

Pomijając dbanie o odpowiednią temperaturę podczas ładowania, Infinix Zero Ultra jest chłodny podczas codziennego użytkowania. To zasługa dużej komory parowej, które wykorzystuje cztery warstwy arkuszy grafenowym. W sumie umieszczono tutaj 11 warstw materiałów rozpraszających ciepło. Więc nawet podczas grania w wymagające gry nie będziemy mieć problemu z przegrzewaniem się urządzenia.

Co tam słychać w aparatach Infinix Zero Ultra?

Do dyspozycji mamy dwa aparaty. Co jest dobrą informacją, bo Infinix nie próbuje nas przekonać, że jest ich więcej, niż w rzeczywistości. Wspiera je czujnik głębi ostrości. Główny aparat ma rozdzielczość 200 Mpix i może pochwalić się dużym sensorem 1/1.22″. Bardzo przydatnym dodatkiem jest optyczna stabilizacja obrazu. Obok niego znajdziemy aparat ultra-szerokokątny o rozdzielczości 13 Mpix i co nie zdarza się często, wyposażony w autofocus. Stawkę uzupełnia aparat do selfie o rozdzielczości 32 Mpix z podwójną lampą błyskową.

Aparat ma sporo różnych trybów. Możemy zdać się na tryb automatyczny ze wsparciem algorytmów sztucznej inteligencji albo wybrać profesjonalny tryb częściowo ręczny. Nie zabrakło trybu nocnego, zdjęć makro, filmów poklatkowych, w zwolnionym tempie oraz zwykłych w maksymalnej rozdzielczości 4K. Ciekawostką jest Wybór Nieba, idealny na pochmurną pogodę. Algorytmy sztucznej inteligencji automatycznie dodają w nim piękne, błękitne niebo usłane chmurkami.

Infinix nie przesadził z ceną modelu Zero Ultra

Przyznaję, że spodziewałem się mocno przesadzonej ceny Infinixa Zero Ultra. Nie jest to flagowiec, ale aparat 200 Mpix i rekordowo szybkie ładowanie mogły bardzo mocno podbić cenę smartfonu. 2 999 zł to dla mnie bardzo pozytywne zaskoczenie i wartość adekwatna do sporych możliwości urządzenia.

Materiał powstał we współpracy z marką Infinix.

Lokowanie produktu