Przyjdzie sztuczna inteligencja i nas zje. Nikt nie ma pomysłu, co z tym zrobić

Jak ten czas leci. Dopiero co oglądając filmy takie jak „Terminator” czy „Raport Mniejszości” zastanawialiśmy się, jak to będzie, gdy maszyny zaczną same myśleć, a tu ledwo człowiek mrugnie oczami i sztuczna inteligencja tworzy obrazy godne dawnych mistrzów, i lada dzień wygryzie dziennikarzy z zawodu. Sęk w tym, że świat nie jest na to gotowy.
Przyjdzie sztuczna inteligencja i nas zje. Nikt nie ma pomysłu, co z tym zrobić

To jest ten moment. Końcówka 2022 r. zostanie zapamiętana w podręcznikach do historii jako okres, w którym sztuczna inteligencja przestała być modnym buzzwordem, a wkroczyła do mainstreamu, zachwycając i przerażając, a jednocześnie pokazując, jak bardzo w lesie jesteśmy, jeśli chodzi o jej powszechną implementację.

Źródło: Midjourney

Sztuczna inteligencja zastąpi mediaworkerów. To kwestia kilku miesięcy.

W ostatnich dniach szerokie kręgi zatacza temat chatbota ChatGPT, o którym szerzej pisał Sebastian Górski w swoim artykule:

ChatGPT może jeszcze nie wygryzie z zawodu felietonistów czy recenzentów, ale ośmielę się stwierdzić, że już dziś SI pisze lepiej od znakomitej większości mediaworkerów klepiących na akord newsy o tak porywających tematach jak „czy następna niedziela będzie niedzielą handlową?” lub „trzy sposoby na wyczyszczenie patelni z tłuszczu”. Gdy podobne testy następowały kilka lat wcześniej, mogliśmy się z nich co najwyżej pośmiać.

Dziś wielu przedstawicielom branży z pewnością nie jest do śmiechu, ba – krążą pogłoski, iż niektóre media na świecie (w tym z Polski) już od jakiegoś czasu aktywnie wykorzystują sztuczną inteligencję do generowania artykułów o pogodzie czy wynikach meczów. Co więcej, nowa generacja ChatGPT, którą zobaczymy za kilka tygodni, ma być po wielokroć bardziej potężna od obecnej, która już teraz jest nader imponująca.

Jako przedstawiciel mediów patrzę na tę przemianę ze sporą obawą; nie o swoją pracę, ale o krajobraz internetu – gdy SI stanie się powszechna, czeka nas nadprodukcja treści, jakiej świat nie widział. Bo widzicie, mediaworkerzy, nawet ci najbardziej zręczni, mają ograniczone moce przerobowe. Sztuczna inteligencja z kolei się nie męczy i w ciągu kilkugodzinnej „zmiany” jest w stanie naprodukować do oporu tekstów na tematy wszelakie. Ale to temat na zupełnie odrębną dyskusję.

Źródło: DALL-E 2.0

Jeszcze ciekawiej zaczyna się dziać w sferze sztuki generowanej przez AI.

O programach takich jak DALL-E czy Midjourney media pisały niejeden raz, bo nawet dziś, w relatywnie wczesnej fazie rozwoju te programy tworzą przerażająco piękne obrazy (oczywiście pod warunkiem otrzymania odpowiednio precyzyjnych komend). Nie są idealne, co to, to nie, ale już dziś można je wykorzystać w mainstreamowych kreacjach, czego dowiódł ostatnio choćby zespół Disturbed, tworząc teledysk sklejony z 10 tys. obrazów wygenerowanych przez Midjourney. Oczywiście pomysłodawcą klipu był człowiek i to on wprowadzał podpowiedzi dla oprogramowania, ale spróbujmy na chwilę objąć to rozumem – 10 tys. obrazów wysokiej klasy, wygenerowanych w 30 dni? Człowiekowi taka praca zajęłaby lata, nawet gdyby pracowało nad tym całe studio produkcyjne.

W całej tej dyskusji o AI zapominamy jednak o dość oczywistej kwestii – prawach autorskich. Ok, w dobie memów i kompletnego lekceważenia praw autorskich w internecie wiele osób faktycznie może tę kwestię bagatelizować, ale dla artystów stanowi ona podstawę do zapłaty, czyli de facto do życia. A generatory SI rodzą całkiem słuszne pytanie o to, kto w zasadzie jest autorem dzieła – człowiek czy oprogramowanie?

Jeśli sztuczna inteligencja napisze piosenkę, posługując się w tym celu strzępkami utworów danego wykonawcy, to autorem jest wykonawca, czy program? Jeśli SI napisze np. nową książkę Agathy Christie, posługując się przebogatym zbiorem jej twórczości, to będzie to nowa książka zmarłej autorki? Jeśli sztuczna inteligencja narysuje obraz, posługując się w celu jego stworzenia milionami obrazów ludzkich artystów, to kto tak naprawdę jest autorem i kogo należy uwzględnić w prawach do utworu?

Źródło: DALL-E 2.0

Te pytania zadajemy sobie od lat, ale jako cywilizacja nie mamy jeszcze definitywnych odpowiedzi. Na świecie dotąd zapadło raptem kilka wyroków sądowych (m.in. w Chinach w 2020 r. czy w 2022 r. w USA), ale żaden z nich nie odpowiada jednoznacznie na powyższe pytania. Komisja Europejska również wskazuje problem uznania autorstwa przez SI za jeden z kluczowych do rozwiązania w nadchodzących latach, ale rozwój technologii jak zwykle wyprzedził prawo. Nim The Artificial Intelligence Act wejdzie w życie, rozwój SI zostawi obecną legislację daleko w tyle. A odpowiedzi na powyższe pytania są nam potrzebne na cito, bo już dziś, tu i teraz, sztuczna inteligencja może tworzyć dzieła nierozróżnialne od ludzkich.

Adobe otwiera się na sztuczną inteligencję. Co z prawem autorskim?

Największy na świecie producent oprogramowania dla artystów właśnie ogłosił, iż w usłudze Adobe Stock pojawią się obrazy generowane przez sztuczną inteligencję. W teorii jest to rewelacyjne rozwiązanie: jeśli w bazie nie ma obrazu, który akurat nam odpowiada, prosimy sztuczną inteligencję o jego wygenerowanie. I cyk, mamy dowolny obraz na wyciągnięcie ręki. Przyznam szczerze, że sam chętnie bym z tego skorzystał, tyle że warunki, jakie proponuje Adobe, są odrobinę zbyt, ahem, czarno-białe.

Otóż według wstępnych informacji, obrazy generowane przez AI będą oferowane na tych samych warunkach licencyjnych, co inne źródła treści. Oznacza to poniekąd, że Adobe uznaje w tym wypadku sztuczną inteligencję za twórcę i przyznaje jej autorstwo danego dzieła.

Źródło: DALL-E 2.0

W teorii wszystko pięknie, ale w praktyce to nie takie proste – przecież sztuczna inteligencja nie tworzy dzieł „z powietrza”, lecz posługuje się mniejszymi lub większymi fragmentami cudzych prac, na których była szkolona.

Problem generowania obrazów przez AI ma też drugie dno – artyści dosłownie z dnia na dzień tracą pracę. Ok, może nie nastąpi to natychmiast, ale bez dwóch zdań w chwili udostępnienia AI na Adobe Stock, obrazy tworzone przez ludzi przestaną się cieszyć dotychczasowym powodzeniem. W końcu… po co wybierać obraz, który już ktoś stworzył i ktoś inny pewnie wykorzystał, skoro można poprosić AI o wygenerowanie czegoś nowego, świeżego i unikalnego, co powstanie w kilka sekund?

Źródło: DALL-E 2.0

Dokładnie z tym samym problemem wkrótce zmierzyć się będą musieli fotografowie na innych stockach, bo jestem więcej niż pewien, że giganci tacy jak Shutterstock lada dzień zaimplementują podobne rozwiązania. I nagle skończy się era cringe’owych fotografii stockowych (“mężczyzna w średnim wieku krzyczy to ekranu”), a zacznie się era ilustracji tworzonych na indywidualne zamówienie użytkownika.

Wiele pytań, mało odpowiedzi. W tym tempie sztuczna inteligencja przyjdzie i nas zje.

Gdy rozmawiam ze znajomymi artystami, póki co nie boją się oni utraty pracy na rzecz robotów. Wprost przeciwnie, wielu z nich traktuje generatory obrazu czy tekstu jako nowe narzędzie swojej pracy, pozwalające im znacząco ułatwić i przyspieszyć własne procesy. Np. artyści koncepcyjni mogą wprowadzić drobiazgowe wytyczne do programu, by ten wygenerował kilkanaście propozycji tej samej koncepcji, na bazie której ludzki artysta później będzie mógł stworzyć coś własnego.

Źródło: Midjourney

Jednak nawet ci, którzy optymistycznie patrzą w przyszłość, dostrzegają powagę problemu związanego z uznaniem autorstwa oraz tego, że SI nieuchronnie zabierze pracę całej rzeszy twórców. Ludziom, którzy utrzymują się dziś z tworzenia dzieł niejako maszynowych, np. copywriterom, designerom stron internetowych, czy kompozytorom muzyki do reklam i proceduralnych seriali. Drżeć mogą też wspomniani mediaworkerzy czy fotografowie produktowi.

I nikt na dobrą sprawę nie ma pomysłu, co z tymi wszystkimi ludźmi zrobić, czy przyjdzie sztuczna inteligencja i ich zje. Trudno przecież oczekiwać, że nagle przerzucą się oni np. na programowanie, bo to tak, jakby oczekiwać od górników, że staną się fizykami jądrowymi. I nie są to już dylematy, nad którymi mamy czas się zastanawiać. Sztuczna inteligencja zdolna zastąpić człowieka już tu jest. Tym, czego brakuje, są stosownych regulacji i pomysły, co zrobić z ludźmi, których SI wygryzie z rynku pracy.

*Tego tekstu nie napisała sztuczna inteligencja, ale wszystkie obrazy użyte do jego zilustrowania pochodzą z generatorów Midjourney i DALL-E 2.0. Niestety żaden z nich nie pozwala wygenerować obrazu o tytule “robot pożerający człowieka żywcem”.