Time to say goodbye. Te kultowe produkty zostały ostatecznie ubite w 2022 roku

Szybko minęło ostatnie 12 miesięcy, prawda? Pewnie nie próżnowaliście. Technologiczni giganci również, a ponieważ komórki w korporacyjnych tabelach nie przepadają za kolorem czerwonym, w kilku biurach na świecie odśpiewano pod nosem słynne “Time to say goodbye”. Przekonajmy się, jakim produktom zaadresowało je w minionym roku słynne technologiczne trio – Apple, Google i Microsoft.
Time to say goodbye. Te kultowe produkty zostały ostatecznie ubite w 2022 roku

Do zestawienia poległych zainspirowałem się stroną KilledBy Apple, Google & Microsoft. Można powiedzieć, że to swoiste rozszerzenie koncepcji zapoczątkowanej przez witrynę KilledByGoogle. Ciekawa inicjatywa do wspominania tego co było, a już nie jest (a jednak pisze się w rejestr). Mam nadzieję, że będzie systematycznie uaktualniania i rozbudowywana. Postanowiłem wskazać jednak moje osobiste TOP 3, z którymi wiąże mnie po części osobisty bagaż doświadczeń.

Apple – iPod

Świat ujrzał pierwsze wcielenie iPoda 23 października 2001 roku. A był to świat zupełnie inny, bo jeszcze bez smartfonów, mediów społecznościowych i streamingu multimediów (wystarczy wspomnieć, że pierwszy iPhone zadebiutuje dopiero we wrześniu 2007 roku). Szokujące jak na tamte czasy 5 GB przestrzeni na muzykę podbijał reklamowy slogan produktu “1000 piosenek w twojej kieszeni”.  

Pierwsza generacja odtwarzacza iPod (2001). Źródło: Apple.com

Do spółki ze sklepem iTunes, iPod rozpoczął prawdziwą rewolucję na rynku, a jednocześnie pomógł Apple w wejściu do technologicznej pierwszej ligi. Przez lata sam produkt oczywiście wielokrotnie ewoluował, zmieniając formę i sposób interakcji. Stopniowo był jednak spychany na margines za sprawą “inteligentnych komórek z ekranem dotykowym”, które przejęły na siebie m.in. funkcję osobistego odtwarzacza multimediów.

Czytaj też: W USA mógłby legalnie kupić alkohol. iPod skończył 21 lat

Ostatni rozdział w historii iPoda rozpoczął się 29 maja 2019 roku wraz z premierą iPoda Touch 7. generacji. Odtwarzacz stał się w zasadzie prostym iPhone’em, pozbawionym funkcji dzwonienia. Do pewnego momentu sam zastanawiałem się nad jego zakupem, jeszcze na etapie korzystania ze smartfonów z Androidem. Sam jednak widzę, że utrzymanie takiego produktu w obecnych czasach wydaje się nie mieć większego sensu. Klamka zapadła 10 maja 2022, kiedy Apple oficjalnie ogłosił zakończenie produkcji ostatniego iPoda w historii.

Microsoft – Internet Explorer

Pozostajemy w mocnych oparach nostalgii do czasów minionych. Dla wielu ludzi z mojego pokolenia przeglądarka Internet Explorer była pierwszą faktyczną bramą do wielkiego świata internetu. Okazała się przy okazji jednym z pierwszych źródeł internetowej frustracji. Ile ja się przez te lata nakląłem pod adresem niewinnie wyglądającej ikonki na pulpicie, prezentującej literę “e”.

Microsoft udostępnił przeglądarkę Internet Explorer w wersji 1.0 dokładnie 16 sierpnia 1995 roku, początkowo jako płatny dodatek w rozszerzeniu Microsoft Plus! do systemu operacyjnego Windows 95. Wersja 3.0 zawitała już w formie bezpłatnej do Windows 95 i zaburzyła warunki zdrowej konkurencji. Wystarczy wspomnieć, że zaledwie osiem lat później, słynne “e” miało już rekordowe 95% rynku przeglądarek internetowych, eliminując z rynku swojego największego konkurenta, za którego w tamtym czasie uważany był głównie Netscape Navigator. 

Za praktyki monopolistyczne dotyczące Windowsa oraz Internet Explorera, stanowiących rzekomo nierozłączne elementy, Microsoft został wciągnięty na salę sądową, dając początek pierwszej wojnie przeglądarek. Mozilla, Google oraz inni producenci stanęli do walki z gigantem. Mieli jednak przy sobie gigantyczną armię niezadowolonych z IE użytkowników, którzy chcieli mieć wybór, więc wybrali. W czerwcu minionego tego roku, po 27 latach Microsoft odesłał Internet Explorera na zasłużoną emeryturę.

Na dokładkę: Google – Stadia

Czy Stadia miałaby szansę koegzystować dziś z tak poważnymi graczami jak Xbox Cloud Gaming od Microsoftu czy Geforce Now od Nvidii? Recepta na sukces była stosunkowo prosta: dajmy ludziom alternatywę dla drogich konsol i jeszcze droższych pecetów gamingowych. Co może pójść nie tak?

Dajmy im usługę usługę streamingu gier na wszelkie sensowne urządzenia z dostępem do internetu, począwszy od komputerów stacjonarnych przez słabsze laptopy, skończywszy na telefonach i telewizorach z przystawką Chromecast Ultra. Wystarczy przeglądarka internetowa Google Chrome, kontroler na Wi-Fi i wio. Proste? Nie do końca.

Stadia poległa za sprawą m.in. ograniczonego katalogu dostępnych gier i ograniczeń, które były po prostu głupie. Dlaczego jak słusznie pytali swego czasu ludzie z PPE, mając kopię gry ze Steam lub GOG muszę płacić za dodatkową wersję dla Google Stadia? Nic dziwnego, że zainteresowanie usługą na tle konkurencyjnych wyglądało od samego początku blado, co z kolei przełożyło się na niechęć do inwestowania. 

Google nie trzyma niepewnych projektów w szafie zbyt długo. Tego trzymała przy życiu ledwie trzy lata, a 18 stycznia tego roku ostatecznie strzeli mu między oczy.

Czytaj też: Nie czekaj na nowego iPhone’a SE. Apple w końcu zrozumiał, że nikt go nie chce

Psy szczekają, karawana jedzie dalej

Musimy przywyknąć do tego, że pewnego dnia przyjdzie czas pożegnania z usługą, programem lub produktem, z którego korzystaliśmy przez ostatnie lata. Przy jednych pokiwamy głową ze zrozumieniem, przy innych zaklniemy pod nosem na myśl o konieczności szukania sensownej alternatywy. Niestety, w większości przypadków to nie my o tym decydujemy, a wspomniany na początku kolor w komórce tabeli, który pewnego dnia zaświeci się na czerwono.