Genialny plan Owena Garriotta. Jak oszukać NASA z orbity?
Owen Garriott, członek załogi Skylab 3, przygotowywał swój żart na długo przed startem misji. Razem z Alanem Beanem – czwartym człowiekiem na Księżycu – i Jackiem Lousmą, mieli spędzić w kosmosie rekordowe 59 dni. Kilka miesięcy przed startem astronauta poprosił swoją żonę Helen o nagranie specjalnych fraz na dyktafon. Każde zdanie zostało starannie przygotowane z pauzami, które pozwoliłyby na naturalną rozmowę z kontrolerami lotu.
Czytaj też: Pierwszy satelita z AI podjął autonomiczne decyzje w kosmosie. NASA już planuje kolejne misje
Helen nagrała kilka kluczowych wypowiedzi, które miały sprawiać wrażenie spontanicznej konwersacji:
Cześć, Bob, tu Helen. Cóż, właśnie przyleciałyśmy, żeby przynieść chłopcom świeży posiłek, albo ciepły, gotowany posiłek. Nie mieli takiego od dłuższego czasu. Pomyślałyśmy, że im się spodoba.
Aby rozmowa brzmiała wiarygodnie, Helen dodała nawet komentarz o pożarach lasów w Kalifornii:
Ach, dopiero co przyleciałyśmy. Oglądałyśmy te pożary lasów, które mają miejsce w całej Kalifornii. Mamy stąd piękny widok.
Garriott nie działał sam. Potrzebował pomocników wśród kontrolerów lotu. Ludzi, którzy udawaliby zaskoczenie i prowadzili naturalną rozmowę z rzekomą Helen. Do spisku dołączyli Robert L. Crippen i Karl Henize, którzy jako komunikatorzy kapsułowi mieli bezpośredni kontakt z załogą. Crippen zagrał swoją rolę tak przekonująco, że gdy dyrektor lotu Neil Hutchinson zapytał go, co się dzieje, mógł szczerze odpowiedzieć:
Słyszałeś to w tym samym czasie co ja. Nie mam pojęcia. Po prostu odpowiadałem na pytania.
Konsternacja w Centrum Kontroli Misji. Kobiecy głos z orbity
Podczas rutynowej sesji komunikacyjnej personel MCC nagle usłyszał kobiecy głos z orbity, co było absolutnie niemożliwe według wszelkich procedur NASA. Reszta zespołu kontroli lotu, nieświadoma podstępu, reagowała z kompletnym zaskoczeniem. Niektórzy pracownicy zaczęli wątpić w swoje zdrowie psychiczne: czy rzeczywiście słyszą głos kobiety dobiegający z kosmosu? Atmosfera w centrum kontroli była surrealistyczna. Wszyscy wiedzieli, że na pokładzie Skylab znajdują się tylko trzej mężczyźni. Skąd więc wzięła się Helen Garriott, która swobodnie rozmawiała o przyniesieniu ciepłego jedzenia i obserwowaniu pożarów z orbity?
Owenowi Garriottowi i jego współsprawcom udało się zachować sekret przez ćwierć wieku. Dopiero w 1998 roku, podczas zjazdu z okazji 25-lecia misji Skylab, astronauta zdecydował się ujawnić prawdę o swoim żarcie. W wywiadzie dla NASA’s Oral History Project w 2000 roku Garriott szczegółowo opowiedział, jak zorganizował całe przedsięwzięcie. Przyznał, że największą satysfakcję sprawiło mu to, że personel NASA nigdy się nie domyślił. Misja Skylab 3 wyróżniała się godnym pozazdroszczenia poczuciem humoru, co pozwoliło załodze przeprowadzić żart, który wprawił w osłupienie cały personel. 25 sierpnia 1973 roku załoga pobiła ówczesny rekord najdłuższego lotu kosmicznego wynoszący 28 dni. Astronauci przeprowadzili także trzy spacery kosmiczne, w tym rekordowy – trwający 6 godzin i 31 minut.
Czytaj też: Nieznany wcześniej związek chemiczny odkryty na Marsie. Naukowcy z SETI i NASA są w szoku
Pomimo początkowych problemów z wyciekającymi silnikami sterującymi i chorobą kosmiczną załogi, misja okazała się wielkim sukcesem naukowym. Astronauci prowadzili badania biomedyczne, obserwowali wpływ mikrograwitacji na różne organizmy – od ryb po pająki, które tkały sieci w nieważkości. Żart Garriotta pokazał, jak ważny jest humor w długotrwałych misjach kosmicznych. W izolacji i stresie 59-dniowego lotu umiejętność śmiechu i wprowadzania lekkości mogła być równie cenna jak najnowocześniejsze eksperymenty naukowe. Choć z dzisiejszej perspektywy taki żart mógłby spotkać się z ostrzeżeniem, wówczas został odebrany jako doskonały dowód na to, że nawet w kosmosie warto zachować ludzkie oblicze.