Okazuje się, że dotychczasowe wyjaśnienia mogły być błędne. Zespół badaczy z trzech europejskich ośrodków naukowych przedstawił zupełnie nową wersję wydarzeń. Anomalia Północnych Appalachów powstała ok. 1800 km od obecnego położenia, w rejonie Morza Labradorskiego, podczas gdy skorupa ziemska zaczęła pękać między Kanadą a Grenlandią. Proces ten miał miejsce 90-80 milionów lat temu, a od tamtej pory masa gorącej skały przemieszcza się w kierunku południowo-zachodnim z prędkością około 20 km na milion lat.
Czytaj też: Gorące stopione skały pod powierzchnią zmierzają w stronę Nowego Jorku. Mają 350 km średnicy
Naukowcy z Uniwersytetu w Southampton, Helmholtz Centre for Geosciences w Poczdamie oraz Uniwersytetu we Florencji połączyli zaawansowane symulacje geodynamiczne z danymi z tomografii sejsmicznej i rekonstrukcjami płyt tektonicznych. Co ciekawe, odkryli również drugą, lustrzaną anomalię pod północno-środkową Grenlandią. Obie struktury powstały w wyniku rozpadu Morza Labradorskiego, lecz przemieszczają się w przeciwnych kierunkach.
Skały pod Appalachami zachowują się w nietypowy sposób
Grenlandzka anomalia ma bezpośredni wpływ na współczesne środowisko. Ciepło docierające z głębi Ziemi oddziałuje na podstawę pokrywy lodowej, modyfikując sposób przemieszczania się i topnienia lodu. To doskonały przykład tego, jak procesy zapoczątkowane dziesiątki milionów lat temu wciąż kształtują naszą planetę.
Kluczową rolę w rozwiązaniu tej zagadki odegrała teoria fali płaszcza, która znalazła się w finale nagrody Science magazine’s 2024 Breakthrough of the Year. Koncepcja ta opisuje mechanizm odrywania się gorącej, gęstej skały od podstawy płyt tektonicznych po rozpadzie kontynentów. Fragmenty skalne o grubości kilkudziesięciu kilometrów powoli opadają, a ich miejsce zajmuje gorętszy materiał z głębszych warstw płaszcza.
Czytaj też: Marsjańska skała pokryta dziwnymi kulami wprawiła badaczy w osłupienie
Te niestabilności konwekcyjne tworzą się sekwencyjnie, niczym kostki domina, i migrują w czasie. Obecne rozmiary anomalii pod Appalachami oraz jej głębokość idealnie odpowiadają przewidywaniom modeli geodynamicznych. Co więcej, teoria ta może wyjaśniać zjawiska, które dotąd uznawano za przypadkowe. Rzadkie erupcje wulkaniczne wynoszące diamenty na powierzchnię czy niezwykłe wysokości niektórych regionów śródlądowych mogą stanowić efekt tych głębokich procesów.
Ciepło u podstawy kontynentu działa jak mechanizm podnoszący, osłabiając i usuwając fragmenty gęstego korzenia kontynentalnego. To sprawia, że staje się on lżejszy i bardziej wyporny, co tłumaczy dlaczego starożytne pasma górskie takie jak Appalachy wciąż wznoszą się wysoko pomimo milionów lat erozji. W ciągu ostatnich kilku milionów lat doszło do ponownego wypiętrzenia tych gór, spowodowanego właśnie ciepłem płynącym z głębi.
Jeśli przewidywania naukowców się potwierdzą, centrum anomalii przemieści się pod rejon Nowego Jorku w ciągu najbliższych 15 milionów lat. Choć ta skala czasowa wykracza daleko poza ludzkie pojmowanie, wyraźnie pokazuje, że procesy głęboko we wnętrzu Ziemi mogą wpływać na kształtowanie regionów przez dziesiątki milionów lat po ustaniu aktywności na powierzchni.
To odkrycie zmienia sposób postrzegania stabilności kontynentów. Obszary, które wydawały się geologicznie spokojne, mogą wciąż podlegać transformacjom zapoczątkowanym w odległej przeszłości. Rozpad kontynentów inicjuje komórki cyrkulującej gorącej skały, które mogą przemieszczać się tysiące kilometrów w głąb lądu, wpływając na wszystko od regionalnego wypiętrzania przez wzorce wulkanizmu aż po procesy erozyjne. Choć trudno wyrokować o ostatecznych konsekwencjach tych odkryć, jedno jest pewne – nasza planeta wciąż potrafi zaskakiwać.