
Trzeci przybysz z głębokiego kosmosu
3I/ATLAS dołączył do bardzo krótkiej listy obiektów, które do nas trafiły z innych układów gwiezdnych. Wcześniej znaliśmy tylko dwie takie „wizyty”: tajemniczego 1I/Oumuamua z 2017 roku oraz kometę 2I/Borisov odkrytą dwa lata później. Każdy nowy gość budzi naturalne emocje, bo to okno na procesy zachodzące daleko poza naszym sąsiedztwem. Wizualne obserwacje szybko potwierdziły, iż 3I/ATLAS zachowuje się jak typowa kometa, posiadając zarówno komę, jak i zwarte jądro. To mocny argument za naturalnym, astrofizycznym pochodzeniem. Mimo to zespoły badawcze postanowiły sprawdzić każdą możliwość, prowadząc nasłuch w poszukiwaniu technosygnatur, czyli sztucznych sygnałów, które mogłyby zdradzać obecność technologii.
Czytaj też: Astronauta uchwycił księżycowe halo z pokładu ISS. Niezwykłe zjawisko nad Oceanem Indyjskim
Metoda analizy zastosowana przez Breakthrough Listen była niezwykle drobiazgowa. Wstępne przeglądanie danych ujawniło przytłaczającą liczbę, bo aż ponad 471 tysięcy potencjalnych sygnałów. Jak się można było spodziewać, lwia część okazała się zwykłym szumem pochodzącym z naszej własnej planety: interferencjami z satelitów, samolotów czy naziemnych nadajników. Po zastosowaniu zaawansowanych filtrów, które wykluczały źródła nie znajdujące się dokładnie w pozycji komety, lista skurczyła się do zaledwie dziewięciu interesujących zdarzeń. Bardziej wnikliwa weryfikacja pokazała jednak, że i one były ziemskiego pochodzenia, pojawiając się także wtedy, gdy teleskop był skierowany w inne miejsce na niebie. Czułość tego polowania była naprawdę duża. Autorzy badania zaznaczają w swojej publikacji, że nie wykryto żadnego izotropowego nadajnika o mocy większej niż 100 miliwatów. Dla porównania, zwykły smartfon emituje sygnał o mocy około 1 wata. Gdyby na tej komecie działał nadajnik dziesięć razy słabszy od telefonu w naszej kieszeni, teleskop w Green Bank prawdopodobnie by go namierzył.
Spojrzenie przez wiele różnych instrumentów
Nasłuch radiowy to nie była jedyna metoda badania. Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba także skierował swoje instrumenty w stronę 3I/ATLAS w sierpniu, analizując jego skład chemiczny w podczerwieni. Równolegle obserwacji dokonywały inne teleskopy, rejestrując promieniowanie rentgenowskie i światło widzialne. Żadne z tych niezależnych badań nie przyniosło wskazówek, które mogłyby sugerować nienaturalne pochodzenie obiektu. Wszystkie zebrane dane spójnie wskazują, iż mamy do czynienia z kawałkiem materii, który został wyrzucony ze swojego macierzystego systemu planetarnego i teraz przemierza galaktykę.
Czytaj też: Międzygwiezdny wędrowiec 3I/ATLAS coraz mniej przypomina kometę. Nowe zdjęcia ujawniają jego dżety
Choć wynik jest negatywny, sama próba ma ogromną wartość. Naukowcy słusznie zauważają, że skoro znamy zaledwie trzy takie obiekty, to rezygnowanie z ich dogłębnej analizy byłoby przedwczesne. Teoretyczna możliwość, jakoby międzygwiezdne sondy mogły być formą technosygnatury, wciąż pozostaje na stole, choć z każdym kolejnym naturalnym obiektem wydaje się coraz mniej prawdopodobna. Dane z nasłuchu są publicznie dostępne, co pozwala na ich niezależną weryfikację przez pasjonatów i naukowców na całym świecie. Obserwacje będą kontynuowane przy użyciu innych instrumentów, jak Kosmiczny Teleskop Hubble’a. Każdy następny międzygwiezdny podróżnik to nie tylko kolejna szansa na spektakularne odkrycie SETI, ale przede wszystkim unikalna lekcja o tym, jak funkcjonują odległe układy planetarne.