Micron tłumaczy się ze swojej decyzji i – bez zaskoczenia – mało kogo przekonuje
Christopher Moore, wiceprezes ds. marketingu w Micronie, starał się wyjaśnić tę decyzję. W swojej wypowiedzi przekonywał, że firma nie porzuca konsumentów, a jedynie zmienia kanał dystrybucji – zamiast sprzedawać gotowe produkty pod marką Crucial, Micron będzie dostarczał swoje kości pamięci i kontrolery bezpośrednio do dużych producentów sprzętu, takich jak ASUS czy Dell. To oni wbudują je w laptopy i gotowe komputery stacjonarne, które trafią do sklepów.
Moore wskazywał także na ogromne zapotrzebowanie ze strony centrów danych i branży sztucznej inteligencji, które pochłaniają znaczną część mocy produkcyjnych. Jego słowa nie wróżyły szybkiej poprawy sytuacji, gdyż wspomniał, że problemy na rynku pamięci mogą ciągnąć się nawet do 2028 roku. Mimo deklaracji o dalszej obecności wyjaśnienia Moore’a spotkały się raczej z falą rozczarowania i krytyki, niż ze zrozumieniem i trudno się dziwić. Dla entuzjastów składania maszyn na własną rękę utrata bezpośredniego dostępu do sprawdzonych komponentów jest bowiem trudna do skompensowania i dostępność produktów Microna dla producentów OEM nie ma z ich punktu widzenia większego znaczenia.

Czytaj też: Nowa kometa trafi na pierwsze strony gazet. Przybyła z daleka i zmierza co centrum naszego układu
Dlaczego Crucial był tak ceniony i czego właściwie będziemy żałować
Sukces Cruciala przez te wszystkie lata nie był przypadkowy. Firma oferowała coś, co w świecie zmiennych specyfikacji i „cichych” zmian komponentów miało ogromną wartość – stabilność. Dzięki temu, że Micron jest producentem własnych kości pamięci NAND, produkty pod marką Crucial przez długi czas cechowały się przewidywalną i stałą wydajnością. Kupując dysk SSD danej serii, klient miał niemal pewność, że dostanie dokładnie te podzespoły, które opisywały testy i recenzje.
Takie podejście przekłada się na zaufanie klientów, szczególnie w czasach, gdy inni producenci potrafili diametralnie zmienić specyfikację tego samego modelu dysku, nie informując o tym w widoczny sposób – Crucial zresztą też nie był tu idealny. Przypadek jednej z serii dysków SSD, gdzie z czasem zastosowano wolniejsze i mniej żywotne (a przede wszystkim tańsze) moduły QLC zamiast początkowo używanych TLC pokazał bowiem, że żadna marka nie jest całkowicie wolna od ciągot do „optymalizacji” kosztów i żadnej nie należy ufać bez zastrzeżeń. Trzeba jednak przyznać, że podobne wpadki zdarzały się Crucialowi znacznie rzadziej niż innym.
Entuzjaści komputerów DYI nie mają powodów do zadowolenia
Decyzja Microna może niestety zapoczątkować trend, w którym producenci półprzewodników będą preferować dużych odbiorców przemysłowych, widząc w nich bardziej stabilne i lukratywne źródło przychodów, niż komponenty dla entuzjastów DIY. Dla nas, końcowych użytkowników, konsekwencje mniejszego wyboru będą raczej negatywne – wybór wysokiej jakości komponentów może się zmniejszyć, a ceny – w dłuższej perspektywie – wzrosnąć.
Priorytety producentów OEM także bywają odmienne od tego, czego by chcieli użytkownicy a obniżanie kosztów produkcji raczej nie będzie dobrą wiadomością dla użytkowników poszukujących przede wszystkim wydajności i niezawodności. Pesymistyczne prognozy dostępności sięgające 2028 roku nie napawają optymizmem, a Crucial prawdopodobnie nie będzie ostatnią znaną marką, która zniknie z półek sklepów.