
Geometryczna perfekcja na zdjęciach Hubble’a
Kluczem do całego zamieszania są obrazy przetworzone specjalnym filtrem Larsona-Sekaniny, który wydobywa subtelne szczegóły wokół jądra komety. To, co ukazał, wygląda na zaprzeczenie kosmicznego chaosu. Trzy wąskie strugi gazu i pyłu rozciągają się na ponad 25 tysięcy kilometrów, ułożone z matematyczną dokładnością. Każda jest odsunięta od pozostałych o 120 stopni, tworząc idealny trójkąt równoboczny na niebie. Czwarta smuga, dziesięciokrotnie dłuższa od pozostałych, kieruje się w stronę Słońca. Cały ten wirujący układ wykonuje pełny obrót w ciągu 7,1 godziny, co przypomina działanie kosmicznej latarni. Loeb, współpracując z Tonim Scarmato, przeanalizował 24 zdjęcia z końca 2025 i początku 2026 roku, argumentując w swojej pracy, iż prawdopodobieństwo zaistnienia takiego układu w sposób naturalny jest znikome.
Czytaj też: Nowa kometa trafi na pierwsze strony gazet. Przybyła z daleka i zmierza co centrum naszego układu
Hipotezę o sztucznym pochodzeniu struktury rozwinął Frank Laukien. Jego zdaniem trzy symetryczne dżety odpowiadałyby minimalnej konfiguracji silników potrzebnej do precyzyjnej kontroli orientacji obiektu w trójwymiarowej przestrzeni. W obiekcie rotującym co kilka godzin taki system mógłby służyć do korygowania kursu. Laukien postawił publicznie kluczowe pytanie:
Czy trzy symetryczne minisilniki odrzutowe to minimalna możliwa konfiguracja napędów umożliwiająca zmianę orientacji obiektu w przestrzeni trójwymiarowej? Czy geometryczny układ minisilników może wskazywać na aktywną technologię?
Mimo logicznej konstrukcji, ta teoria nie zyskała szerszego poparcia w głównym nurcie astronomii. Dotychczas nie ma żadnych twardych danych, które wykluczyłyby naturalne, choć niezwykle rzadkie, wyjaśnienie tego zjawiska.
Trzeci znany przybysz z głębi galaktyki
Niezależnie od kontrowersji, sama kometa 3I/ATLAS jest obiektem niezwykłym. To dopiero trzeci potwierdzony przybysz spoza Układu Słonecznego, po słynnej „Oumuamua i komecie Borisov. Została wypatrzona przez system ATLAS w Chile 1 lipca 2025 roku, choć jej podróż do nas rozpoczęła się około 8000 lat temu. Jej parametry robią wrażenie. Wiek obiektu szacuje się na 7 do 10 miliardów lat. Rozmiar jądra jest trudny do określenia, wszak wahania szacunków sięgają od 440 metrów do 5,6 kilometra. Do naszego układu wleciała z prędkością około 58 kilometrów na sekundę, by 29 października 2025 roku, w punkcie największego zbliżenia do Słońca, przyspieszyć do niemal 68 km/s.
Czytaj też: Słoneczna superburza i prawie tysiąc rozbłysków. Przełomowe badanie ujawniło źródło kataklizmu
W grudniu ubiegłego roku minęła Ziemię w bezpiecznej odległości 270 milionów kilometrów. Teraz, oddalając się od Słońca, zmierza w stronę Jowisza, którego minie w marcu w odległości około 53 milionów kilometrów. Jej wędrówka przez nasz układ zakończy się definitywnie za kolejne 8000 lat, kiedy na dobre wyruszy w międzygwiezdną przestrzeń w kierunku gwiazdozbiorów południowego nieba. Jeśli zaś chodzi o Avi Loeba, to jego działalność od lat balansuje na granicy naukowej śmiałości i medialnej sensacji. Jego hipotezy o pozaziemskich artefaktach regularnie spotykają się z chłodnym przyjęciem kolegów po fachu, choć bez wątpienia przyciągają uwagę publiczności do astronomii i zmuszają do myślenia poza utartymi schematami.