
Kosmiczna paleta barw opowiadająca historię umierającej gwiazdy
Obraz wykonany przez instrument NIRCam teleskopu Webba to coś więcej niż tylko spektakularna fotografia. To mapa fizycznych procesów rozgrywających się w ostatnim akcie życia gwiazdy. Kolory, które widzimy, są bezpośrednim odzwierciedleniem temperatury i składu chemicznego materii. Niebieskie obszary to najgorętsze strefy, gdzie intensywne promieniowanie ultrafioletowe z centralnego białego karła rozbija atomy wodoru. Żółte fragmenty wskazują na nieco chłodniejsze rejony, gdzie wodór łączy się w cząsteczki. Czerwień natomiast zdradza obecność stosunkowo chłodnego pyłu kosmicznego.
Porównanie z ikonicznymi już ujęciami z Kosmicznego Teleskopu Hubble’a jest nieubłagane. Postęp technologiczny jest po prostu ogromny. Nowe obserwacje ujawniają detale struktury Mgławicy Ślimak, której bliskość czyni ją kluczowym laboratorium do badania końcowych etapów ewolucji gwiazd podobnych do Słońca. To, co wcześniej było mglistą poświatą, dziś rozkłada się na dziesiątki tysięcy osobnych, fascynujących struktur. Najbardziej zapadającymi w pamięć szczegółami na nowym zdjęciu są tzw. węzły kometarne. To gęste, włókniste skupiska gazu i pyłu, które oparły się niszczycielskiej sile wiatru gwiazdowego. W samej Mgławicy Ślimak jest ich około 40 tysięcy. Skala jest trudna do ogarnięcia, wszak każdy z tych węzłów rozciąga się na przestrzeni większej niż odległość od Słońca do Plutona, czyli na obszarze całego naszego układu planetarnego. Ich kometarny wygląd, ze smugami materii ciągnącymi się za główną bryłą, nie jest przypadkowy. Astronomowie sądzą, że podobne struktury są powszechne w mgławicach planetarnych, ale tylko w tych najbliższych, jak Helix, możemy je dostrzec z takimi szczegółami.
Nieubłagany zegar odmierzający koniec mgławicy
W kosmicznej perspektywie mgławice planetarne to zjawiska ulotne. Mgławica Ślimak, licząca sobie od 10 do 12 tysięcy lat, jest już stosunkowo stara jak na ten typ obiektu. Proces jej formowania rozpoczął się, gdy na Ziemi trwał jeszcze późny paleolit. Przez kolejne 10-20 tysięcy lat będzie się ona dalej rozszerzać, a jej materia stanie się coraz rzadsza. Centralny biały karzeł będzie powoli stygł. Ostateczny los takiego obiektu jest nieuchronny. Za około 50 000 lat od momentu powstania mgławica całkowicie rozproszy się w przestrzeni międzygwiezdnej, tracąc swój widowiskowy kształt. Materia, z której się składa, nie zniknie jednak bez śladu. Stanie się surowcem dla przyszłych pokoleń gwiazd i planet, zamykając tym samym jeden z cykli kosmicznej ewolucji.
Obserwacje Mgławicy Ślimak mają dla nas wymiar osobisty. Patrzymy bowiem na scenariusz, który czeka naszą własną gwiazdę za około pięć miliardów lat. Gdy Słońce wyczerpie paliwo wodorowe, stanie się czerwonym olbrzymem, a w końcu odrzuci zewnętrzne warstwy, tworząc podobną mgławicę. Pozostałością będzie gorący biały karzeł. Scenariusz ten nie pozostawia złudzeń co do losu wewnętrznych planet. Merkury i Wenus z pewnością zostaną pochłonięte, a przyszłość Ziemi też nie rysuje się w różowych barwach.
