
Rosnące w szalonym tempie zapotrzebowanie na moc obliczeniową dla sztucznej inteligencji stworzyło sytuację, w której tradycyjne metody zaopatrzenia w energię kompletnie nie nadążają. W tym energetycznym chaosie jedna firma z Missouri znalazła zaskakujące wyjście, bo zaczęła przerabiać wycofane z użytku silniki lotnicze na generatory prądu.

Emerytowane silniki samolotowe zasilą centra danych, ale czy to nie pułapka?
Firma ProEnergy z Missouri podeszła do problemu zasilania centrów danych w nietuzinkowy sposób. Dzięki temu rozwiązaniu firmy zarządzające wielkimi, nowymi infrastrukturami, zamiast czekać latami na nowe turbiny (od 3 do nawet 5 lat w przypadku zamówień od Vernova czy Siemens Energy), mogą wykorzystać do zasilania coś, co jakiś czas temu pozwalało samolotom wzbijać się przestworza. Właśnie tak – ProEnergy zajmuje się modernizowaniem używanych rdzeni silników lotniczych CF6-80C2 i przekształcaniem ich w turbiny gazowe przystosowane do spalania gazu ziemnego, które oznacza jako jednostki PE6000.
Czytaj też: Przełom w walce z wszechobecnym litem. Ten akumulator przyciąga marzenia

Podstawę działalności ProEnergy stanowią więc silniki, które w wersji przemysłowej znane są jako LM6000. Po procesie modernizacji takie turbiny gazowe cechują się wysoką sprawnością cieplną sięgającą 42 procent i dostępne są w dwóch wariantach, bo LM6000PC o mocy 46,1 MW oraz LM6000PG o mocy 52,7 MW. Na całym świecie pracuje już ponad 1200 takich jednostek w różnych zastosowaniach przemysłowych, a te dwie wspomniane są w stanie zasilić małe lub średnie centrum danych, a nawet miasto liczące od 20 do 40 tysięcy gospodarstw domowych.
Czytaj też: Nowy przełom w akumulatorach. Srebro na elektrodzie to spokój w garażu

Co ciekawe, nie jest to pomysł z tego roku, a coś, co działa już od dłuższego czasu, bo od 2020 roku ProEnergy wyprodukowało 75 pakietów PE6000, a zamówienia opiewają już na kolejne 52 egzemplarze, z czego część jest już w montażu. Do tej pory firma sprzedała już 21 turbin gazowych przeznaczonych dla dwóch projektów centrów danych, dostarczając łącznie ponad 1 gigawat mocy i nawet nie wywołała kontrowersji w środowisku ekologów. Powód tego jest prosty – emisje tlenków azotu z tych turbin utrzymują się na poziomie średnio 2,5 części na milion, co znacząco poniżej norm Agencji Ochrony Środowiska wynoszących zazwyczaj od 10 do 25 ppm.
Czytaj też: Realna szansa na tańsze panele słoneczne. Cicha rewolucja ma miejsce w piecu
Chociaż pomysł wykorzystania starych silników lotniczych wydaje się genialny w swojej prostocie, to musimy pamiętać, że to nie magiczny lek na energetyczne problemy. Takie rozwiązanie sprawdza się doskonale jako tymczasowe lekarstwo na bolączki branży, ale trudno uznać je za długoterminową strategię. Szybkość wdrożenia, niższe koszty i wykorzystanie istniejących zasobów to wprawdzie cenne cechy, ale z drugiej strony nie można budować usług AI (które muszą być zawsze dostępne) na niespecjalnie stabilnych i przewidywalnych źródłach energii.