
LinkBuds Clip bardziej przypominają nausznice, niż słuchawki
Linia LinkBuds od dawna służy Sony do testowania różnych pomysłów, nic zatem dziwnego, że LinkBuds Clip wyróżniają się konstrukcją – to zgrabna, wygięta w łuk pętelka, którą zaczepia się o małżowinę uszną. Nie ma tu gumek wkładanych do kanału słuchowego, słuchawki są otwarte, a mocowanie na małżowinie zapewnia długotrwały komfort. Sony nie bez racji sugeruje, że wyglądem Link Buds Clip bliższe są eleganckiej biżuterii niż technologicznemu gadżetowi.
Otwarta konstrukcja to w przypadku Link Buds Clip sedno sprawy i główna zaleta. Muzyka płynie, ale jednocześnie słychać odgłosy ulicy, rozmowę współpracownika czy dzwonek do drzwi, bez konieczności stosowania układów ANS w trybie przepuszczania. Sony chce przekonać użytkowników (a ja się z nim zgadzam), że to bezpieczniejsze rozwiązanie dla rowerzystów czy pieszych w ruchu miejskim i ułatwia spontaniczne interakcje.

Czytaj też: CERN z miliardem dolarów od prywatnych darczyńców na nowy akcelerator
Trzy tryby słuchania na każdą okazję
Sony wyposażyło swój wynalazek w system automatycznie dostosowujący dźwięk do sytuacji. W trybie standardowym muzyka brzmi po prostu… standardowo. Gdy wokół zrobi się głośno, na przykład w autobusie, aktywuje się opcja wzmocnienia głosu, która ma pomóc wyłapać komunikat kierowcy czy fragment rozmowy. Z kolei w bibliotece czy cichej kawiarni uruchamia się redukcja przenikania dźwięku, by nie przeszkadzać sąsiadom przeciekającym basem.

Czy to działa? Z założeniami nie sposób się nie zgodzić, w praktyce skuteczność takich algorytmów ocenić ją będzie można dopiero podczas testów. Jeśli chodzi o samą jakość audio, Sony wspomaga ją technologiami DSEE, która ma ulepszać skompresowane pliki, oraz 360 Reality Audio dla przestrzennego brzmienia. W aplikacji mobilnej czeka także 10-pasmowy equalizer do ręcznej kalibracji dźwięku. Brzmienie? Ocenę trzeba zostawić do czasu testów, ale z doświadczenia wiem, że otwarte słuchawki mogą zagrać dobrze.
Ciekawie rozwiązano kwestię rozmów – czujnik przewodnictwa kostnego ma wychwytywać wibracje naszej czaszki podczas mówienia, a zaawansowany procesor mowy i algorytmy redukcji szumów – oczyszczać nasz głos po stronie rozmówcy. W hałaśliwym otoczeniu takie rozwiązanie powinno dać lepszy efekt niż standardowy mikrofon.

LinkBuds Clip lepiej nie topić, ale na deszczu nie zawiodą
Pod względem wytrzymałości na jednym ładowaniu LinkBuds Clip wypadają bardzo przyzwoicie – wg deklaracji producenta jedno ładowanie wystarczy na 9 godzin pracy słuchawek, a etui doda do tego kolejne 28 godzin. W pakiecie jest też szybkie ładowanie – trzy minuty mają dać energię na godzinę odsłuchu. Urządzenie można sparować jednocześnie z dwoma źródłami, na przykład smartfonem i laptopem.
LinkBuds Clip oferują ochronę przed zachlapaniem i potem na poziomie IPX4 – słuchawki przetrwają lekki deszcz czy intensywny trening, ale nie wolno ich zanurzać w wodzie.
Słuchawki będą dostępne od stycznia 2026 r. w kolorach szarobeżowym, czarnym, lawendowym i zielonym.