
Reklamy, których nie da się pominąć, czy brak możliwości odtwarzania w tle to już standard, do którego zdążyliśmy przywyknąć (lub który nauczyliśmy się obchodzić). Jednak najnowsze wieści z obozu Google sugerują, że gigant wziął na celownik funkcję, która dla wielu z nas jest absolutnie kluczowa w codziennym “pochłanianiu” treści. Chodzi o regulację prędkości odtwarzania, która – jak wynika z najnowszych doniesień – może wkrótce trafić za mur płatności, czyli do pakietu YouTube Premium.
Eksperyment na żywym organizmie. YouTube znów coś kombinuje i na pewno się to wam nie spodoba
Całe zamieszanie zaczęło się od spostrzegawczego użytkownika serwisu Reddit, który zauważył, że YouTube zaczął różnie traktować jego konta. Jak się okazuje, platforma uruchomiła eksperyment polegający na podziale odbiorców na dwie grupy testowe. Osoby, które miały pecha i trafiły do “Grupy B”, nagle straciły darmowy dostęp do zmiany tempa filmu – przy próbie przyspieszenia materiału pojawia się sugestia wykupienia subskrypcji. Tymczasem “Grupa A” nadal może cieszyć się tą funkcją bez żadnych opłat, co jest typowym działaniem w testach typu A/B, mającym sprawdzić, jak bardzo dana zmiana zirytuje użytkowników i czy faktycznie skłoni ich do wyciągnięcia karty płatniczej.

Czytaj też: Koniec świętego spokoju na WhatsAppie? Reklamy nadchodzą, ale będzie wyjście
Dlaczego to tak istotne? Żyjemy w czasach permanentnego deficytu uwagi i nadmiaru informacji. Możliwość odsłuchania nudnawego wykładu, przydługiego vloga czy tutorialu w tempie 1.5x lub 2.0x to dla wielu osób jedyny sposób na to, by przetrwać dzień i dowiedzieć się czegoś konkretnego bez tracenia zbędnych minut. Odebranie tej opcji darmowym użytkownikom byłoby potężnym ciosem w użyteczność serwisu. Do tej pory YouTube Premium kusiło głównie brakiem reklam, odtwarzaniem w tle czy możliwością pobierania filmów do trybu offline. Dodanie do tej listy prędkości odtwarzania wygląda na desperacką próbę nadania subskrypcji statusu “niezbędnej”, ale odbywa się to kosztem psucia podstawowego produktu, do którego przyzwyczajono nas przez ostatnią dekadę.
Czytaj też: Wyszukiwarka Google zajrzy do Twoich zdjęć i maili. Po co?
Warto dodać, że Google nie potwierdził jeszcze oficjalnie, czy zmiana ta wejdzie w życie na stałe dla wszystkich. Redakcja Android Authority wysłała już zapytanie w tej sprawie i czekamy na komentarz. Jeśli jednak testy wykażą, że ludzie są skłonni płacić za to, by nie marnować czasu na powolne gadające głowy, możemy spodziewać się, że darmowy YouTube stanie się jeszcze bardziej ociężały i frustrujący. I, niestety, da to również gigantowi pretekst do dalszego kombinowania, z którego raczej nikt nie będzie zadowolony. Na razie jednak pozostaje nam mieć nadzieję, że wyniki eksperymentu okażą się mało obiecujące i przyspieszanie wideo pozostanie darmowym prawem każdego internauty.