
Niemiecki startup SWARM Biotactics właśnie ogłosił, że ich programowalne roje karaluchów-cyborgów wyszły z fazy eksperymentów i trafiły do regularnych jednostek NATO. To już nie jest scenariusz filmu science-fiction ani niszowe badania uniwersyteckie. Mówimy o żywych organizmach sterowanych przez interfejsy neuronowe, które mają służyć do rozpoznania w miejscach, gdzie tradycyjny sprzęt zawodzi. Wykorzystanie biologii jako nośnika dla sztucznej inteligencji otwiera zupełnie nowy rozdział w historii zbrojeń, ale jednocześnie stawia nas przed trudnymi pytaniami o granice etyki w świecie, gdzie linia między maszyną a istotą żywą zaczyna się zacierać.
Biologia zamiast inżynierii – jak działają insekty-szpiedzy?
Koncepcja SWARM Biotactics opiera się na genialnej w swojej prostocie, choć dla wielu odrażającej idei. Zamiast budować skomplikowane mikroroboty, które mają problem z poruszaniem się w gruzach czy ciasnych szczelinach, inżynierowie wykorzystują miliony lat ewolucji. Żywe karaluchy wyposaża się w miniaturowe „plecaki” zawierające elektronikę sterującą, czujniki, systemy komunikacji oraz procesory AI typu edge. Dzięki stymulacji neuronowej, operatorzy mogą kierować ruchem insektów, a autorskie oprogramowanie pozwala im działać jako skoordynowany rój.

Stefan Wilhelm, szef firmy, podkreśla najważniejszą przewagę tego rozwiązania: skalowalność. Tradycyjne drony trzeba wyprodukować w fabrykach, co jest drogie i czasochłonne. Roje bio-botów „produkują się same” poprzez rozmnażanie. To zupełnie inna logika skalowania siły fizycznej inteligencji – tutaj wydajność rośnie dzięki biologii, a nie skomplikowaniu mechanicznemu. Karaluchy są mistrzami przetrwania, potrafią poruszać się niemal wszędzie i mają znikomą sygnaturę wizualną oraz akustyczną. W gęstym terenie miejskim czy zrujnowanych budynkach są praktycznie niewykrywalne dla standardowych systemów obronnych.
Technologia ta przeszła już rygorystyczne testy w Europie i USA, zdobywając uznanie płatnych klientów z kręgów NATO, w tym armii niemieckiej. Inwestycje rzędu 13 milionów euro pozwoliły na stworzenie pełnej architektury misji: od sprzętu do interfejsu neuronowego, po bezpieczne, szyfrowane łącza danych. Choć konkurencja, szczególnie ze strony wschodnich mocarstw, również intensywnie pracuje nad bio-robotyką, to właśnie europejski startup jako pierwszy ogłosił przejście do fazy operacyjnej.
Tylko że nie da się pisać o takich tematach bez wspominania o etyce. Bo gdzie kończy się życie, a zaczyna się narzędzie?
Wprowadzenie karaluchów-cyborgów do regularnej armii nie przechodzi jednak bez echa w debatach o etyce technologii. Zresztą, już na LinkedIn, gdzie startup wydał ogłoszenie, nie brakuje nieprzychylnych komentarzy, wspominających o tym, że takie działania są „chore”, „obrzydliwe” i „moralnie naganne”. Bo chociaż karaluchy nie budzą powszechnej sympatii, ich instrumentalizacja jako „żywego sprzętu” budzi – moim zdaniem słuszny – moralny niepokój. Czy dopuszczalne jest modyfikowanie układu nerwowego żywych stworzeń, by służyły jako zdalnie sterowane drony? Gdzie postawimy granicę – na owadach, czy może w przyszłości na bardziej rozwiniętych organizmach? Chyba każdemu, kto głębiej siedzi w popkulturze, przy takich ogłoszeniach zapala się czerwona lampka, bo w wielu filmach, komiksach czy grach już to widzieliśmy – od insektów się zaczyna, ale nigdy się na nich nie kończy.

Kwestia etyczna ma tu zresztą dwa wymiary. Pierwszy to wspomniana podmiotowość istot żywych, nawet tak prymitywnych jak insekty. Drugi, znacznie bardziej pragmatyczny, to ryzyko związane z autonomią takich rojów. Programowalne, rozmnażające się systemy biologiczne z wbudowaną sztuczną inteligencją mogą stać się narzędziem niezwykle trudnym do upilnowania. Co się stanie, jeśli taki rój wymknie się spod kontroli lub zostanie przejęty przez hakerów? Dodatkowo, wykorzystanie biologii do celów wojskowych niebezpiecznie zbliża się do szarej strefy konwencji dotyczących broni biologicznej, mimo że oficjalnie mówimy tu o platformach rozpoznawczych, a nie bojowych.
Czytaj też: Roboty trafią na wysypiska, ale nie jako śmieci. Będą szukać problematycznych odpadów
Niezależnie jednak od tego, czy patrzymy na to z podziwem dla inżynieryjnego sprytu, czy z odrazą do etycznych implikacji, karaluchy-cyborgi stały się faktem. Przejście od laboratoryjnych testów do realnych działań w ramach NATO pokazuje, że biologia staje się nowym frontem technologicznego wyścigu zbrojeń. W dobie dążenia Europy do strategicznej autonomii, takie „rodzime” innowacje będą prawdopodobnie dostawać coraz większe wsparcie, zmuszając nas jednocześnie do szybkiego wypracowania nowych regulacji prawnych i moralnych ram dla bio-elektronicznych systemów przyszłości.
Źródło: SWARM Biotactics