
Automatyczny system Steam działa na niekorzyść polskich graczy
Cały problem sprowadza się do sposobu, w jaki Steam ustala ceny w różnych krajach. Platforma bowiem w generowaniu cen opiera się na zestawie przeliczników – dla Polski 1 dolar ma równać się 4,50 złotego, co jak wiemy, nie ma nic wspólnego z rzeczywistym kursem waluty (w chwili, gdy to piszę 1 dolar = 3,59 zł). System jest zautomatyzowany – gdy developer ustali cenę w dolarach, reszta walut wypełnia się sama według tego sztywnego kursu.

Czytaj też: Allegro idzie z kosą i kosi konkurencję. Kolejna ofiara dominacji
Wydawca może oczywiście ręcznie poprawić ceny na poszczególnych rynkach, jednak w praktyce dzieje się to rzadko, przeważnie pozostają aktywne ustawienia domyślne. A skutek jest prosty: polski gracz płaci za nową grę AAA kilkadziesiąt złotych więcej, niż wynikałoby to z realnego kursu. Przy regularnych zakupach te kilkanaście złotych różnicy przy każdym tytule potrafi się uzbierać w całkiem pokaźną sumę w skali roku.
Politycy lewicy zapowiadają walkę o uczciwe ceny na Steam i innych platformach cyfrowej dystrybucji
Sprawa przyciągnęła w końcu uwagę polityków – wiceminister cyfryzacji Łukasz Michnik oraz poseł Dariusz Standerski z Lewicy zapowiedzieli konkretne kroki w odpowiedzi na trwającą w internecie akcję #PolishOurPrices. Ich plan obejmuje między innymi zwrócenie się do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów o wszczęcie postępowania w sprawie praktyk cenowych Valve, przy czym nie byłby to pierwszy raz, gdy rynkowi cyfrowej dystrybucji UOKiK by się przyglądał – urząd prowadził już postępowanie wyjaśniające dotyczące Steam i PlayStation Store, jednak jego wyniki nie są jeszcze znane i nie ma żadnych oficjalnych zaleceń. Tylko czy to wystarczy, by Valve się ugiął przed realiami?