Nowe narzędzie w Paint jest proste, intuicyjne i działa wreszcie tak, jak powinno
Po zaznaczeniu dowolnego elementu – tekstu, kształtu czy fragmentu obrazu – nad obiektem pojawia się specjalny uchwyt. Wystarczy go przeciągnąć myszką lub palcem, aby obrócić zaznaczenie o dowolny kąt. Dla osób potrzebujących chirurgicznej precyzji, w menu „Obróć” czeka opcja „Custom rotate”, gdzie można wpisać konkretną wartość liczbową. Tylko tyle i aż tyle, standardowa funkcja, której brak w Paincie był przez lata źródłem irytacji.
Żeby nie było tak różowo, Nowy Paint ze swobodnym obrotem trafia najpierw do użytkowników zapisanych do programów testowych Windows Insider, w kanałach Dev i Canary. To standardowa ścieżka wdrażania Microsoftu, która pozwala wychwycić błędy, zanim nowinka dotrze do setek milionów komputerów. Jeśli nie chcesz czekać na oficjalną aktualizację, istnieje możliwość ręcznego pobrania i instalacji pakietu aplikacji, ale to opcja dla bardziej wtajemniczonych.

Czytaj też: Banan kontra drogi kabel audio, czyli znowu o audiofilach i audiovoodoo.
Rozwój Painta w wykonaniu Microsoftu jest dla mnie zagadką, tak jak koleje myśli programistów. Z jednej strony aplikacja wreszcie dostaje podstawową funkcję edycyjną, z drugiej – niedawno wyposażono je w generowanie kolorowanek za pomocą sztucznej inteligencji. Wygląda to tak, jakby sam Microsoft niezbyt wiedział, co i po co z Paintem zrobić, no i w jakiej kolejności. Oczywiście nie będę narzekał na pojawienie się swobodnego obrotu – 20 lat za późno, ale mimo wszystko to dla wielu użytkowników usunięcie irytującej przeszkody. Pozostaje pytanie, jakie inne podstawowe narzędzia graficzne wciąż czekają w kolejce na swoją kolej i ile jeszcze lat upłynie, zanim aplikacja dogoni choćby darmowe alternatywy dostępne od ręki w internecie.