Historyczny moment. Przetransportowali serce elektrowni jądrowej, jak byle paczkę

W połowie lutego 2026 roku samolot transportowy C-17 Globemaster III wstartował z kalifornijskiej bazy March Air Reserve, a tym razem w jego luku krył się ładunek, który mógłby wprawić w zdumienie niejednego eksperta.
...

USA przetransportowały reaktor jądrowy samolotem. Pierwszy taki lot w historii

15 lutego 2026 roku Departament Obrony USA przeprowadził Operację Windlord, czyli pierwszy w historii transport reaktora jądrowego w ramach rutynowego, komercyjnego łańcucha logistycznego. To nie był ani eksperyment, ani pokazówka, ale praktyczna demonstracja, że energia jądrowa może stać się mobilnym zasobem, gotowym do szybkiego wdrożenia w terenie. Mowa oczywiście nie o sprzęcie odznaczającym się rekordową mocą, bo w grę wszedł kompletny reaktor jądrowy o mocy 5 megawatów, który został rozłożony na osiem modułów.

Finalnie mikroreaktor Ward250, zbudowany przez firmę Valar Atomics, dotarł do bazy Hill Air Force w Utah, gdzie ma zostać zmontowany i uruchomiony. Całe wydarzenie, choć z pozoru niespecjalnie efektywne, otwiera nowy rozdział w wojskowej logistyce energetycznej, choć jednocześnie nie brakuje pytań o praktyczne implikacje i bezpieczeństwo takich rozwiązań.

Modułowa konstrukcja reaktora Ward250. Jak działa mobilne źródło energii jądrowej?

Reaktor Ward250 to wysokotemperaturowy reaktor chłodzony gazem, który wykorzystuje zaawansowane paliwo jądrowe typu HALEU. Jego serce stanowią granulki uranu o wzbogaceniu od 5% do 20%, pokryte wielowarstwowymi powłokami z węgla i materiałów ceramicznych. Te mikroskopijne kulki, znane jako paliwo TRISO, są podawane do reaktora, a reakcja jądrowa jest chłodzona gazem helowym, osiągając temperaturę roboczą około 750°C. Jego konstrukcja została zaprojektowana z myślą o modułowości, bo reaktor można zmontować w fabryce, rozłożyć na części i przetransportować w dowolne miejsce. Co ważne, reakcja jest samoregulująca, a chłodzenie w dużej mierze pasywne, co teoretycznie zapewnia spory margines bezpieczeństwa.

Czytaj też: Świat ugania się za tymi panelami słonecznymi. Dzięki temu dodatkowi wreszcie nabrały sensu

Prototyp o nazwie WardZero przeszedł już pięć miesięcy testów cieplnych i ciśnieniowych w Los Angeles. System był dwukrotnie wyłączany i ponownie uruchamiany podczas przerw konserwacyjnych, co pozwoliło zebrać kluczowe dane o jego niezawodności. Działając w wysokich temperaturach, reaktor może nie tylko generować prąd, ale też dostarczać ciepło procesowe dla przemysłu, produkcji wodoru czy obróbki materiałów. To sprawia, że Ward250 jawi się jako uniwersalne rozwiązanie, choć jego rzeczywista skuteczność w polowych warunkach wciąż wymaga weryfikacji.

Armia USA szuka niezależnych źródeł zasilania

Operacja Windlord jest częścią szerszego Programu Janus, który ma zapewnić amerykańskim siłom zbrojnym niezawodne zasilanie w odległych lokalizacjach. W transporcie uczestniczyło 62. Skrzydło Transportowe, a więc jedyna jednostka Sił Powietrznych USA certyfikowana do rutynowego przewozu broni jądrowej. Program ma też zastosowania cywilne, bo na przykład w sytuacjach kryzysowych, gdy mobilne reaktory mogłyby być szybko rozmieszczane na obszarach dotkniętych klęskami żywiołowymi. Sama możliwość dostarczenia kompletnego źródła energii samolotem zmienia dotychczasowe podejście do zarządzania kryzysowego, choć w praktyce wiąże się to z wyzwaniami logistycznymi i regulacyjnymi.

Czytaj też: DARPA bierze się za alternatywne paliwo. Dlaczego Fleetwood jest tak ciekawy?

Amerykańska armia od lat boryka się z problemem stabilnego zasilania w bazach oddalonych od głównych sieci. Generatory diesla są głośne, wymagają ciągłych dostaw paliwa i emitują spaliny. Mikroreaktory jądrowe, przynajmniej teoretycznie, mogą pracować latami bez uzupełniania paliwa, oferując ciągłe i czyste zasilanie. Brzmi to obiecująco, ale wdrożenie na szeroką skalę będzie zależało od kosztów, bezpieczeństwa i społecznej akceptacji.

Ambicje Valar Atomics i wyścig o energię. Czy to drugi Projekt Manhattan?

Valar Atomics nie ukrywa swoich ambicji, nazywając całą inicjatywę “drugim Projektem Manhattan”, choć z cywilnym, a nie stricte wojskowym celem. Firma stawia na energię atomową dla wytwarzania prądu, infrastruktury sztucznej inteligencji i rewitalizacji przemysłu. Jest to bardzo odważna wizja, a to zwłaszcza dlatego, że Stany Zjednoczone przez dekady nie doinwestowywały w krajową produkcję energii, eksportując energochłonne gałęzie przemysłu za granicę.

Teraz Ameryka staje przed wyzwaniem, jakim jest gwałtownie rosnące zapotrzebowanie na energię dla sztucznej inteligencji i zaawansowanej produkcji. Szkolenie dużych modeli językowych może zużywać tyle prądu co małe miasto, a odnawialne źródła, gaz czy węgiel nie zawsze zapewniają wymaganą niezawodność. Energia jądrowa wydaje się logicznym wyborem, oferując niskie koszty, szybkie wdrożenie i stabilność, ale jej rozwój wciąż napotyka bariery.

Nowe regulacje i symboliczny termin. Czy USA zdąży do 4 lipca 2026 roku?

Rozporządzenie Wykonawcze 14301 zmieniło amerykańskie podejście do polityki jądrowej, traktując ją jako strategiczny zasób narodowy. Nowe ramy regulacyjne przywracają relację, w której innowacja wyprzedza regulację, co ma przyspieszyć rozwój technologii. Valar Atomics zostało wybrane przez Departament Energii USA, aby osiągnąć krytyczność reaktora do 4 lipca 2026 roku, czyli w Dzień Niepodległości. Firma przygotowuje aktualnie obiekt testowy w San Rafael Energy Research Center w Utah, we współpracy z lokalnymi władzami.

Czytaj też: Naukowcy zamknęli promienie słońca w jednej molekule. Ciepło można wycisnąć z niej nawet po latach

Uruchomienie Ward250 w ciągu niespełna pięciu miesięcy od transportu to ambitny cel, który pokaże, czy już teraz USA potrafią szybko wdrażać nowe technologie jądrowe. Jest to kluczowe w wyścigu o dominację energetyczną z Chinami i Rosją. Zrewitalizowany przemysł jądrowy mógłby uczynić Stany Zjednoczone liderem w globalnej infrastrukturze energetycznej, choć na razie to bardziej obietnica niż rzeczywistość. Sukces zależy od technicznych szczegółów, finansowania i tego, czy społeczeństwo zaakceptuje mobilne reaktory na dużą skalę.