Planetoida Bennu odmienia rozumienie życia. Pobrane z niej próbki zawierają substancje, których szukaliśmy od lat

Od dawna wydaje się, że kluczowe dla powstania życia związki chemiczne potrzebują do powstania specyficznych, przyjaznych warunków. Ciepła, ciekłej wody, względnego spokoju. Tymczasem próbki przywiezione na Ziemię przez misję OSIRIS-REx mówią zupełnie inną historię. Planetoida Bennu zawiera materiał sprzed miliardów lat, który jest wyjątkowo cenny w kontekście dyskusji o potencjale rozwoju życia poza Ziemią. W tamtejszych skałach znaleziono bowiem aminokwasy, czyli podstawowe cegiełki białek, a więc i życia.
...

Glicyna z zamarzniętego lodu

Zespół naukowców z Penn State University przeanalizował dokładnie próbki z Bennu, które trafiły na naszą planetę w zeszłym roku. Jego członkowie skupili się na glicynie, a więc najprostszym z aminokwasów. Dotąd dominowała teoria, w myśl której ten związek w kosmosie mógł powstać wyłącznie w procesie zwanym syntezą Streckera, wymagającym m.in. obecności ciekłej wody. Badacze zastosowali precyzyjną analizę izotopową. Wyniki, opublikowane w Proceedings of the National Academy of Sciences, były zaskakujące. Sygnatura izotopowa glicyny z Bennu wskazywała, jakoby mogła ona uformować się w zupełnie innych warunkach: w zamarzniętym lodzie, poddawanym działaniu promieniowania kosmicznego, w odległych, mroźnych rejonach rodzącego się Układu Słonecznego.

Czytaj też: Elon Musk zmienia kosmiczne priorytety. Pierwsze pozaziemskie miasto ma stanąć na Księżycu

Nasze wyniki zmieniają scenariusz tego, jak zazwyczaj myśleliśmy, że aminokwasy powstawały w planetoidach. Wygląda na to, że istnieje wiele warunków, w których te budulce życia mogą powstawać, nie tylko wtedy, gdy jest ciepła ciekła woda. Nasza analiza wykazała, że istnieje znacznie większa różnorodność dróg i warunków, w których te aminokwasy mogą powstawać – mówi Allison Baczynski z Penn State

To istotne poszerzenie perspektywy. Jeśli podstawowe składniki organiczne mogą dojrzewać w tak nieprzyjaznym, lodowatym otoczeniu, oznacza to, że ich potencjalne „źródła” we wszechświecie są znacznie bardziej powszechne, niż zakładano.

Dwa światy, dwie historie chemiczne

Ciekawy kontrast pojawia się, gdy próbki z Bennu porówna się z innym słynnym „posłańcem z przeszłości”, czyli meteorytem Murchison, który spadł w Australii w 1969 roku. Jego aminokwasy idealnie wpisują się w klasyczny, „ciepły i mokry” scenariusz powstawania. Bennu zapewnia jednak inną opowieść. Wzorce izotopowe są tu diametralnie różne, co sugeruje, iż macierzyste ciało tej planetoidy powstało w innym, chemicznie odmiennym rejonie młodego Układu Słonecznego.

Prawdziwym zaskoczeniem jest to, że aminokwasy w Bennu wykazują znacznie inny wzorzec izotopowy niż te w Murchison, a wyniki te sugerują, że ciała macierzyste Bennu i Murchison prawdopodobnie pochodziły z chemicznie odrębnych regionów Układu Słonecznego – dodaje Ophélie McIntosh z zespołu badawczego.

Czytaj też: Kometa 3I/ATLAS ma wyjątkowo niejasne pochodzenie. NASA reaguje na teorię o pozaziemskiej technologii

Naukowców intryguje też inna kwestia. W próbkach znaleziono dwie lustrzane formy kwasu glutaminowego, które wykazują skrajnie różne wartości izotopowe azotu. Na razie nie ma dobrego wyjaśnienia tego zjawiska. Jak przyznaje Baczynski, po tych badaniach mają teraz więcej pytań niż odpowiedzi. W ogólnym rozrachunku, prace sfinansowane przez programy NASA, w tym New Frontiers, poszerzają nasze rozumienie kosmicznej „kuchni”, w której gotują się prekursorzy życia. Przesuwają granice możliwych środowisk z ciepłych i wilgotnych wnętrz planetoid także na ich zimne, zewnętrzne powłoki i przestrzeń między nimi. Ale uzyskanie odpowiedzi na to, gdzie i jak powstało ziemskie życie, wciąż pozostaje wielką zagadką.