Test Baseus EnerGeek GP12 – duży zapas szybkiego prądu w podręcznej formie

Baseus EnerGeek GP12 to powerbank, który zdaje się mówić – dużo, szybko, ale w możliwie najmniejszej formie. To kusząca obietnica, ale czy w praktyce wypada równie dobrze, co na papierze?
...

Baseus EnerGeek GP12 to nie jest duży powerbank, ale to wszystko zależy od perspektywy

Jeśli ktoś czyta, że powerbank jest nieduży, może mieć w głowie widok kompaktowych rządzeń w stylu tych, które podpinamy do iPhone’a przez MagSafe. Więc jeśli podobnie określam powerbank, który jest wielkości niemalże półlitrowej puszki napoju to ten sam ktoś może się właśnie pukać w czoło.

Baseus EnerGeek GP12 jest nieduży, jak na swoje możliwości. Mamy tu ogniwo o pojemności 20 800 mAh i maksymalną łączną moc na poziomie 145 Watów, a to są bardzo konkretne liczby. Jednak zamknięte w obudowie o masie 521 gramów. A to naprawdę nie jest dużo.

Jeśli chodzi o wykonanie, to obudowa jest wykonana z tworzywa sztucznego. Sztywnego, grubego, jest to zrobione dobrze, ale nie jestem fanem tak dużej wstawki z czarnego, błyszczącego plastiku, bo ten element bardzo szybko się porysuje, jeśli powerbanki kilka razy wyląduje w plecaku. A nie oszukujmy się – na pewno tam wyląduje. Do tego strasznie się palcuje.

Na jednym końcu obudowy umieszczone zostały wszystkie porty, na drugim mamy gumę, co od razu sugeruje, że powerbank powinien być używany w pozycji stojącej. Całość uzupełnia nieduży, diodowy wyświetlacz umieszczony za wspomnianą taflą błyszczącego plastiku.

Baseus EnerGeek GP12 pozwala ładować dwa laptopy jednocześnie

Jeśli ktoś, nawet pobieżnie, śledzi rynek powerbanków to na pewno z podejrzeniem patrzy na deklarowaną moc 145 Watów. Tak, jest ona osiągalna, ale nie jest to maksymalna moc dla jednego portu. Może po kolei. Do dyspozycji mamy cztery porty:

  • dwa USB-C o maksymalnej mocy 100 W,
  • dwa USB-A o maksymalnej mocy 33 W.

Rozkład mocy, to już bardziej skomplikowany temat. Tutaj maksymalnie możemy uzyskać 145 W przy użyciu obu portów USB-C, wtedy jest to 100 W + 45 W lub 65 W + 65 W. To pozwala na ładowanie dwóch laptopów jednocześnie, bo na ogół modele biurowe do ładowania potrzebują właśnie 65 W.

Przy użyciu jednego portu USB-C i jednego USB-A mamy 100 W + 33 W, a przy dwóch zajętych portach USB-A mamy 100 W + 2x 15 W. Konfiguracja 2x USB-A daje nam po 33 W z każdego portu, a przy wykorzystaniu wszystkich portów, moc na każdym z nich spada do 15 W.

W związku z tym raczej ograniczałbym się do ładowania jednego dużego urządzenia, takiego jak laptop i jednego mniejszego. Ładowanie czterech urządzeń to raczej coś, co sprawdzi się w przypadku mniejszego sprzętu lub ładowaniu, które nie wymaga sprawnego uzupełnienia prądu.

Czy Baseus EnerGeek GP12 faktycznie osiąga deklarowane moce ładowania?

Podczas ładowania Baseus EnerGeek GP12 wyświetla na ekranie aktualnie osiąganą moc ładowania oraz przewidywany czas ładowania urządzenia do pełna. Zacznijmy od ostatniego elementu. Czas jest szacowany na podstawie aktualnej mocy i jest to niezbyt dokładna informacja. Jak wiemy, urządzenia takie jak smartfony czy laptopy nie ładują się przez cały czas z tą samą mocą. Spada ona pod koniec ładowania, więc prezentowany czas nie będzie miał pokrycia w rzeczywistości. Trudno to jednak nazwać wadą. W końcu powerbank zwyczajnie nie wie, o ile spadnie moc ładowania.

Jeśli chodzi o prezentowaną moc, to jestem pozytywnie zaskoczony, bo faktycznie odzwierciedla ona realną moc ładowania. Różnica, po ustabilizowaniu mocy, to dosłownie +/- 1 W. Tutaj jest za co chwalić producenta.

Czytaj też:

Na ile wystarcza energia Baseus EnerGeek GP12? Czy warto dokupić dodatkowy kabel?

Baseus EnerGeek GP12 ma pojemność 20 800 mAh, więc z prostej matematyki wiemy, że iPhone’a 17 Pro naładujemy do pełna pięć razy i zostanie nam mały zapas. W przypadku popularnego Samsunga Galaxy S56 będą to cztery razy. W przypadku 13-calowego MacBooka Air z Apple M5 to są też cztery razy z zapasem. Sam korzystam na co dzień z powerbanku o pojemności 20 000 mAh i to naprawdę wystarcza na bardzo długo.

W zestawie z powerbankiem znajdziemy prosty kabel USB-C – USB-C. Ma około metra długości i jest zawijany za pomocą przydatnego rzepa. Zgodnie z deklaracją producenta faktycznie można nim ładować urządzenia z mocą 100 Watów.

Sam powerbank ładuje się z mocą 65 W i naładowanie go do pełna trwa ok dwóch godzin.

W zestawie testowym dostałem dodatkowy zwijany kabel USB-C Free2Draw. Metrowy kosztuje 34,99 zł, 1,5 metra 55 zł. Tutaj też mamy obsługiwaną moc 100 W, do tego kabel jest automatycznie zwijany. Przez okres testów działał bez zarzutów. Z doświadczenia wiem, że tego typu mechanizmy lubią się psuć, tutaj póki co nic nie wskazuje na jakieś ułomności konstrukcji. Więc jeśli ktoś potrzebuje takiego przewodu – śmiało można kupować.

Czytaj też: Recenzja Huawei Mate X7. Składany flagowiec bez kompromisów?

Baseus EnerGeek GP12 wyszedł z testów obronną ręką

Wysoka moc, duża pojemność (oczywiście mieszcząca się w granicach przewożenia samolotem) i dalej będę się upierać, że jak na możliwości, kompaktowe wymiary – taki jest Baseus EnerGeek GP12. Powerbank wywiązuje się z obietnic dotyczących mocy, co nie zawsze jest oczywiste tego typu urządzeniach.

Wady? Przyczepiłbym się tylko do zbyt dużej wstawki z błyszczącego plastiku, która z czasem pokryje się brzydkimi rysami. To zdecydowanie mogło być mniejsze. Jest to jednak tylko kosmetyka, bo sam powerbank wypada naprawdę bardzo dobrze, A w cenie 299,99 zł trudno go nie polecić.