
Co się wtedy zmienia? Według obecnych przepisów, każda taka transakcja między osobami prywatnymi powinna kończyć się złożeniem deklaracji PCC-3 i opłaceniem 2% podatku od czynności cywilnoprawnych. Ministerstwo Finansów dostrzegło jednak, że ściganie obywatela o przysłowiowe 20 czy 40 złotych to gra nie warta świeczki, bo generuje to więcej kosztów biurokratycznych, niż warte są same wpływy do budżetu. W efekcie, jak podaje Business Insider, zapowiedziano zmiany, które znacząco ułatwią życie osobom polującym na używane okazje, podnosząc próg zwolnienia z podatku aż trzykrotnie.
Koniec z „podatkiem od używek” przy drobnych kwotach
Obecna rzeczywistość podatkowa bywa dla wielu zaskoczeniem. O ile przyzwyczailiśmy się, że kupno auta od sąsiada wiąże się z wizytą w skarbówce, o tyle konieczność płacenia podatku od zakupu używanego roweru za 1200 zł wydaje się wielu absurdalna. Resort finansów w końcu przyznał rację zdrowemu rozsądkowi, choć pobudki są czysto ekonomiczne. Z wyliczeń urzędników wynika, że koszty korespondencji, wynagrodzeń pracowników i ewentualnej egzekucji podatku od umów o niskiej wartości po prostu przewyższają kwotę należności.
Według projektu, który rząd ma przyjąć w drugim kwartale roku, limit zwolnienia z PCC wzrośnie z 1000 zł do 3000 zł. To zmiana o ogromnym znaczeniu dla rynku wtórnego elektroniki. Obecnie większość rocznych flagowców (jak iPhone czy Samsung Galaxy S) kosztuje na rynku wtórnym powyżej tysiąca złotych, co teoretycznie zmusza każdego nabywcę do pilnowania terminów w urzędzie skarbowym. Po zmianach większość popularnych gadżetów, konsol czy średniej klasy rowerów zmieści się w nowym limicie, uwalniając kupujących od biurokracji.
Czytaj też: To może uratować Twoje konto przed hakerami. WhatsApp szykuje ważną zmianę
Warto jednak pamiętać, że zasady te dotyczą wyłącznie transakcji między osobami prywatnymi (tzw. C2C). Jeśli kupujesz sprzęt od firmy lub komisu, cena zawiera już podatek VAT, co automatycznie zwalnia Cię z obowiązku płacenia PCC, niezależnie od kwoty. Nowy limit 3000 zł ma stać się „bezpieczną przystanią” dla okazjonalnych zakupów domowych, które dotychczas mogły ściągnąć na nas nieprzyjemną kontrolę i żądanie zapłaty odsetek.
Sprzedawca też pod lupą, ale…
O ile kupujący mogą liczyć na poluzowanie przepisów, o tyle osoby sprzedające używane rzeczy muszą nadal trzymać się sztywnych reguł dotyczących podatku dochodowego (PIT). Tutaj Ministerstwo Finansów nie planuje żadnych ulg. Podstawową zasadą pozostaje „okres karencji” – jeśli sprzedajesz telefon, rower czy aparat po upływie sześciu pełnych miesięcy od końca miesiąca, w którym go kupiłeś, nie płacisz żadnego podatku dochodowego.
Czytaj też: Jeden gest i masz wszystko na tacy. Nowe Circle to Search robi robotę za Ciebie
Problem pojawia się, gdy kupisz coś pod wpływem impulsu i zdecydujesz się na sprzedaż np. po dwóch miesiącach. Jeśli zarobisz na tym choćby złotówkę (sprzedasz drożej niż kupiłeś), teoretycznie musisz rozliczyć ten dochód w rocznym zeznaniu PIT. Fiskus bacznie przygląda się również osobom, które sprzedają dużo i często. Dzięki dyrektywie DAC7 platformy takie jak Allegro czy OLX mają obowiązek raportować do skarbówki użytkowników, którzy przekroczą 30 transakcji rocznie lub łączną kwotę sprzedaży powyżej 2000 euro. Jeśli skala Twoich „porządków w szafie” zacznie przypominać regularny sklep, urząd skarbowy może uznać to za niezarejestrowaną działalność gospodarczą.
Czytaj też: Mówisz jedno zdanie, a ten pierścień odpowiada, co się dzieje z Twoim snem i stresem
Nie da się ukryć, że to krok w stronę lekkiej normalności w przepisach, które od lat nie przystawały do realiów rynkowych i inflacji. Pamiętajmy jednak, że do momentu oficjalnego wejścia ustawy w życie, nadal obowiązuje stary próg 1000 zł. Jeśli więc planujesz teraz zakup drogiego sprzętu od osoby prywatnej, warto pilnować 14-dniowego terminu na złożenie deklaracji, by uniknąć problemów.
Źródło: Business Insider