Zestaw POCO X8 Pro Max przypomina, że dobra ładowarka to podstawa
Tradycyjne opakowanie i równie typowe wyposażenie. Tak zaczyna się nasza przygoda z POCO X8 Pro Max, do którego producent dorzuca jedynie przewód ładujący, narzędzie do wyjmowania tacki na karty SIM oraz przyjemne w dotyku, zmatowione gumowe etui. Do najpiękniejszych ono wprawdzie nie należy, ale swoją rolę spełnia. Ładowarka? O tym zapomnijcie w przypadku polskiej dystrybucji, więc od razu upewnijcie się, że wasza dotychczasowa “kostka” jest w stanie ładować smartfon odpowiednią mocą i nie – nie chodzi tylko o to, jaką ma moc “na porcie”.




Maksymalnie w grę wchodzi 100 watów, ale oczywiście wymaga to odpowiedniej ładowarki i to nie tylko pod kątem mocy, ale też obsługiwanych protokołów ładowania (100-watów gwarantuje tylko HyperCharge). Przykładowo u mnie (zdawałoby się) zaawansowana ładowarka-gigant o mocy setek watów była w stanie wtłaczać jedynie 30 watów w POCO X8 Pro Max, co powodowało, że w godzinę akumulator ładował się do 80%, a pełne 100% osiągał dopiero po 90 minutach. Z drugiej strony takie wolne ładowanie wydłuża trwałość akumulatora, więc to nie tak, że trzeba koniecznie sięgać po maksymalną dostępną moc.
| Parametr | Wartość |
|---|---|
| Procesor | MediaTek Dimensity 9500s (3 nm): – 1x Cortex-X925 do 3,73 GHz – 3x Cortex-X4 do 3,3 GHz – 4x Cortex-A720 do 2,4 GHz |
| GPU | Immortalis-G925 MC11 |
| Wyświetlacz | AMOLED 6,83 cali, 90,2-procentowe pokrycie przodu, rozdzielczość 2772 x 1280 pikseli, kontrast 8000000:1, 12-bitowa głębia kolorów, odświeżanie do 120 Hz HDR10+, szczytowa jasność 3500 nitów w 25% powierzchni ekranu, jasność HBM 2000 nitów, typowa jasność 800 nitów. 480-Hz próbkowanie dotyku z chwilowym zwiększeniem do 2560 Hz Funkcja Wet Touch 2.0, ochrona Corning Gorilla Glass 7i |
| Pamięć RAM | 12 GB LPDDR5X 9600 Mb/s |
| Pamięć Flash | 512 GB UFS 4.1 |
| Aparat główny | – 50 Mpix, Light Fusion 600, f/1,5, 1/1,95″, Super Pixel 4-w-1 1,6 μm, obiektyw 6P, OIS -8 Mpix, f/2,2, ultraszerokokątny |
| Aparat przedni | 20 Mpix |
| Audio | Symetryczne głośniki stereo, 2 mikrofony, Hi-Res Audio, Hi-Res Audio Wireless, Dolby Atmos |
| Łączność | 5G, 4G, 3G, 2G, Dual SIM (nano SIM + nano SIM albo nano SIM + eSIM), Wi-Fi 7, Wi-Fi 6, Wi-Fi 5, Wi-Fi 4, Bluetooth 6.0, podwójny Bluetooth, NFC, Wi-Fi Direct, Miracast, 2 x 2 MIMO, Multi-Link Operation |
| Lokalizacja | A-GPS, GLONASS, GALILEO, BDS, QZSS, NavIC |
| Akumulator | 8500 mAh, szybkie ładowanie 100 W HyperCharge, ładowanie zwrotne przewodowe do 27 W, USB-C, obsługa PD 3.0 / PD 2.0 |
| Waga | 218 g |
| Rozmiary | 162,9 x 77,9 x 8,2 mm |
| Certyfikaty | IP68, TÜV Rheinland Low Blue Light, TÜV Rheinland Flicker Free, TÜV Rheinland Circadian Friendly |
| System operacyjny | Xiaomi HyperOS 3 / Android 16 |
| Cena | 12/512 GB – aktualnie 1999 zł |
Jaka firma, taki iPhone, ale POCO X8 Pro Max i tak może się podobać
Kiedy tylko zobaczyłem na żywo POCO X8 Pro Max, to od razu miałem z tyłu głowy, że gdzieś to już widziałem. Długo szukać nie trzeba było, bo pierwszy strzał okazał się trafny. Nie wiem, jak dla Was, ale dla mnie POCO X8 Pro Max wygląda wręcz zbyt podobnie do Apple iPhone 17. Spójrzcie sami – tylko dodatkowy element z tyłu pod podwójną lampą błyskową LED odróżnia te smartfony na pierwszy rzut oka:




Oczywiście to nie tak, że mamy tutaj do czynienia z jakiegoś rodzaju kopią, co zresztą potwierdza układ przycisków i przedniego aparatu, ale podobieństwo trudno odrzucić. To akurat jest plusem POCO X8 Pro Max, który bez etui prezentuje się zaskakująco dobrze, a to dzięki srebrnej metalowej ramce i wyspie aparatów (ta wystaje na tyle, że etui to wręcz konieczność) oraz samym panel z włókna szklanego, które zostało podzielone wizualnie na trzy sekcje.



Ładnie? Ładnie i bez przesady, która krzyczałaby na lewo i prawo, że oto właśnie jest “zabójca flagowców”, choć dodatkowego podświetlenia w tym modelu nie zabrakło, bo oba aparaty mają wokół siebie “okręgi z LED-ami”, które mogą rozświetlać się na przeróżne kolory zależnie od aktualnie włączonych gier (zwykle dużych hitów) czy powiadomień.

Jeśli idzie o rozdysponowanie elementów, to POCO X8 Pro Max nie eksperymentuje w żaden sposób. Ekran ma cienkie ramki, a w samym centrum jego górnej krawędzi znalazł się obiektyw przedniego aparatu. Na spodzie znajdziemy port ładowania, tackę na dwie karty nano SIM, mikrofon oraz głośnik, a na prawym boku zestaw dwóch przycisków (on/off oraz dwustronny przycisk regulacji głośności). O ile główny przycisk został osadzony w luce idealnie, tak ten głośności dręczy dosłownie milimetrowy luz, który powoduje, że możemy nim “kiwać” i powodować ciche stukanie. Tak przynajmniej dzieje się w moim egzemplarzu, ale to w gruncie rzeczy drobnostka, którą zamaskuje byle etui.




Innymi słowy, POCO X8 Pro Max stawia na tradycję, a to dobrze, bo nie trzeba się do czegokolwiek przyzwyczajać czy męczyć się z sięganiem kciukiem do podstawowych przycisków. Trzeba też docenić dbałość o wizualne detale, jako że producent postarał się o czerwoną obramówkę przycisku on/off w miejscu typowego srebrnego szlifu “na połysk”. Niby to mały detal, ale takie coś pokazuje, że nie jest to smartfon robiony ot na jedno kopyto.


Nie jest to jednocześnie specjalnie poręczny smartfon. Daleko mu wprawdzie do jakiegoś klocka, którego nie utrzymamy jedną dłonią, ale w etui mierzy już tyle, że co mniejsze dłonie mogą mieć problem z jego pewnym utrzymaniem. Bierze się to jednak nie głównie z wagi, która wynosi 218 gramów, a kwadratowych (a nie zaoblonych) krawędzi.
POCO X8 Pro Max na co dzień
Pierwsze chwile z POCO X8 Pro Max nie napawają optymizmem. Początkowa konfiguracja kończy się nie na podstawowych ustawieniach, synchronizacji czy ustawieniu haseł, a na konieczności przejrzenia całej masy syfu, który telefon pobiera bez naszej zgody. Facebook, Instagram, Temu, Netflix, TikTok, Booking, Amazon Shop, Opera News, AliExpress, LinkedIn i cała masa gier – to dostajemy w prezencie od producenta, a jak przeklikamy panel “polecanych aplikacji”, to dociągniemy kolejne kilka kolejnych wątpliwych gier.










Po stoczeniu żmudnej walki z niczym innym, jak bloatware, poczujemy od razu powód, dla którego POCO X8 Pro Max był tak szumnie ogłaszanym smartfonem. Świetny ekran AMOLED, odpowiednio głośne głośniki godne odpalania ulubionych kawałków, a przede wszystkim płynność działania systemu nawet z dziesiątkami aplikacji w tle, to coś, co po prostu czuć od razu. Trudno jednak się temu dziwić, bo POCO X8 Pro Maxmiał od samego początku zachęcać do siebie właśnie wydajnością, do której nie da się przyczepić. Nieważne, czy to ot przeglądając byle treści, czy grając w co bardziej zaawansowane graficznie gry. Zaskakujące jest jednak dla mnie to, że POCO X8 Pro Max występuje w wersji z 512 GB pamięci, bo przynajmniej z mojego punktu widzenia taki zapas ma służyć głównie do zapisywania zdjęć i nagrań, a w kwestii aparatów ten akurat model wypada przeciętnie. Nie katastrofalnie, nie wyjątkowo – ot tak, że jeśli na zdjęciach zarabiacie, to zachwyceni nie będziecie, ale o tym za chwilę.




Na co dzień POCO X8 Pro Max spisuje się dokładnie tak, jak można się tego spodziewać, patrząc na jego imponującą specyfikację. Szybkie rozpoznawanie twarzy, responsywny ultradźwiękowy czytnik linii papilarnych, nawet 3500-nitowa jasność ekranu AMOLED wysokiej rozdzielczości radząca sobie nawet z ostrym światłem, totalny brak zacięć i przycinek czy poziom wydajności w aplikacjach charakterystyczny niegdyś wyłącznie dla poziomu flagowych smartfonów chowają się tylko za jednym. Tym, co ma do zaoferowania akumulator krzemowo-węglowy o pojemności aż 8500 mAh.


Benchmarki wskazują wyjątkowo wysoką wydajność układu Dimensity 9500 wykonanego z wykorzystaniem 3-nm procesu technologicznego, a długotrwałe testy obciążeniowe wskazują na spadek wydajności o nawet 40%. Oznacza to tyle, że “rozbudowane chłodzenie 3D IceLoop z dużą komorą parową i grafitem o powierzchni 11000 mm kwadratowych” nie utrzymują układów w odpowiedniej temperaturze w tego typu testach. Trudno jednak zauważyć jakikolwiek spadek wydajności w typowym cyklu użytkowania smartfona na co dzień, bo choć da się wyczuć jego wysoką temperaturę przy dłuższym obciążeniu, to nie wpływa to zauważalnie na płynność działania samego systemu czy nawet bardziej wymagających aplikacji. Nie jest to jednak rzadkość w segmencie tak wydajnych smartfonów, więc na tę akurat sprawę trzeba patrzeć prosto – mimo wysokiej wydajności, POCO X8 Pro Max nie jest jednostrzałowcem, który po kilku minutach pracy zaczyna się ciąć.




Wróćmy jednak do najważniejszego. Tego, że wspomniane 8500-mAh w akumulatorze to poziom wręcz niespotykany na rynku smartfonów i jednocześnie ciekawy przykład zaawansowanego magazynu energii, bo mowa tutaj o akumulatorze, który zapewnia gęstość na poziomie 847 Wh/l. Gdyby POCO próbowało osiągnąć ten sam efekt starszą drogą, to skończyłoby się na jeszcze cięższym i grubszym urządzeniu, a tak to dostajemy smartfon, który nie wpada w kategorię technologicznego kuriozum kosztem pogoni za cyferkami.
Tak pojemny akumulator sprawia, że przegracie na POCO X8 Pro Max cały dzień bez konieczności sięgania po powerbank, a jeśli nie po drodze Wam z grami na telefon, to możecie liczyć na 2-3 dni wytrzymałości na jednym ładowaniu. Wszystko zależy od tego, jak korzystacie ze smartfonu, ale świetny pogląd na tę wytrzymałość zapewnia fakt, że 3-godzinne oglądanie YouTube na pełnej jasności powoduje średnio 10-procentowy spadek naładowania. Taki zapas energii jest też czymś, czym możecie się dzielić, a to za sprawą ładowania zwrotnego o mocy do 27 watów.
Zdjęcia POCO X8 Pro Max nie zachwycają
W kwestii fotografii POCO X8 Pro Max dość szybko pokazuje, jak producent rozłożył akcenty. Z tyłu dostajemy 50-megapikselowy aparat główny z optyczną stabilizacją obrazu i 8-megapikselowy moduł ultraszerokokątny, a z przodu 20-megapikselowy aparat do selfie. To zestaw prosty i pozbawiony fajerwerków, co zresztą widać już po samych możliwościach. Nie ma tutaj teleobiektywu, a zbliżenia opierają się na cyfrowym kadrowaniu z głównego sensora, więc trudno oczekiwać fotograficznej wszechstronności na poziomie droższych modeli.

Najlepiej wypada oczywiście aparat główny. W dobrym świetle potrafi wyrzeźbić zdjęcia z przyzwoitą ilością detali, sensowną ekspozycją i dość dobrze utrzymanymi kolorami. HDR pomaga przy trudniejszych scenach, a optyczna stabilizacja obrazu poprawia pewność działania przy codziennym fotografowaniu. Problem zaczyna się wtedy, gdy spojrzymy na ten aparat nie jako na dodatek do bardzo wydajnego smartfona, ale jak na moduł mający samodzielnie przekonywać do zakupu. Wtedy szybko widać, że to po prostu poprawny poziom.

Zdjęcia są dobre do codziennego użytku, mediów społecznościowych i prywatnych pamiątek, ale trudno mówić o czymś, co wywołuje większy efekt “wow”. Portrety potrafią też czasem zbyt mocno rozjaśniać twarz, więc nie zawsze wyglądają tak naturalnie, jak powinny.




Znacznie słabiej wypada aparat ultraszerokokątny. To właśnie na nim najmocniej widać, że fotografowanie nie było tutaj priorytetem. Szczegółowość spada wyraźnie względem głównego aparatu, krawędzie kadru potrafią wyglądać gorzej, a całość nie trzyma już tak pewnie ani geometrii, ani kolorów.





Do tego dochodzi brak autofokusa, więc jego użyteczność sprowadza się głównie do prostych, dobrze oświetlonych kadrów, kiedy po prostu potrzebujemy szerszego ujęcia. Aparat przedni wypada nieco lepiej niż ultraszeroki moduł, bo w dzień daje całkiem przyjemne selfie z niezłą ilością szczegółów i poprawną ekspozycją, ale w gorszym świetle szybko pokazuje ograniczenia małego sensora i braku autofokusa.







Aplikacja aparatu nie należy jednak do ubogich. Przy zdjęciach tylnym modułem dostajemy dynamiczne ujęcia, rejestrowanie ruchu, tryb dokumentów, śledzenie ostrości w ruchu, tryb portretowy, tryb Pro, osobny tryb 50 MP, migawkę głosową, HDR, panoramę, długie naświetlanie i serię synchronizowaną. W praktyce oznacza to, że sam telefon daje trochę przestrzeni do zabawy i nie zamyka użytkownika wyłącznie w trybie automatycznym. Tryb Pro pozwala ręcznie podłubać przy parametrach, tryb dokumentów sprawdza się przy skanowaniu papierów, a śledzenie ostrości i rejestrowanie ruchu mają pomagać wtedy, gdy fotografowany obiekt nie chce stać w miejscu. Szkoda tylko, że ten rozbudowany zestaw funkcji nie idzie w parze z bardziej ambitnym zapleczem sprzętowym po stronie dodatkowych aparatów.








Od strony wideo POCO X8 Pro Max również nie wygląda źle na papierze. Tylny aparat nagrywa w 4K przy 30 lub 60 kl./s, w 1080p przy 30 lub 60 kl./s oraz w 720p przy 30 kl./s. Do tego dochodzi slow motion w 720p i 1080p przy 120, 240 i nawet 960 kl./s, a także teleprompter, podwójne wideo, tryb poklatkowy, ShootSteady oraz śledzenie ostrości w ruchu. Przedni aparat jest skromniejszy, bo kończy na 1080p przy 60 kl./s i 720p przy 30 kl./s, ale nadal oferuje selfie w zwolnionym tempie, tryb poklatkowy, podwójne wideo i teleprompter. W praktyce nagrania z głównego aparatu są po prostu porządne, stabilne i w pełni wystarczające do codziennego użycia, ale znów – bardziej jako funkcjonalny dodatek niż coś, co samo z siebie buduje przewagę nad konkurencją.









Najuczciwiej będzie więc powiedzieć to wprost: POCO X8 Pro Max robi zdjęcia i nagrywa wideo na poziomie całkowicie wystarczającym dla większości użytkowników, ale nie jest to smartfon dla kogoś, kto kupuje telefon głównie aparatem. Najmocniej broni się tutaj moduł główny, podczas gdy reszta zestawu pełni raczej rolę uzupełnienia. Jeśli aparat ma być dodatkiem do bardzo wydajnego telefonu z kapitalnym czasem pracy, trudno robić z tego wielki problem. Jeśli jednak ktoś liczy, że 512 GB pamięci będzie regularnie zapełniał materiałem fotograficznym wysokiej klasy, to dość szybko zauważy, że POCO X8 Pro Max swoje największe atuty ma po prostu gdzie indziej.
Test POCO X8 Pro Max – podsumowanie
POCO X8 Pro Max nie jest smartfonem, który zalicza się do “typowych średniaczków”, czyli takich modeli, których możliwości są uśrednione na praktycznie każdym poziomie. Jest to bardziej model zbudowany wokół bardzo konkretnego pomysłu: dać użytkownikowi możliwie dużo wydajności, świetny ekran i akumulator tak pojemny, by ładowarka przestała być stałym elementem codziennego planu dnia. Wszystko to w solidnym opakowaniu (IP68), które wytrzyma nawet 30-minutowe zanurzenie w wodzie o głębokości 2 metrów.

Właśnie w tej roli POCO X8 Pro Max wypada bardzo przekonująco. 8500 mAh robi tutaj ogromną różnicę, bo zamiast klasycznego pytania “czy dotrwa do wieczora”, pojawia się raczej “czy w ogóle będę musiał ładować go dziś”. Jeśli do tego dorzucimy szybkie działanie systemu, mocny układ, 512 GB pamięci i bardzo dobry panel AMOLED, to dostajemy sprzęt, który po prostu daje dużo przyjemności z codziennego używania.
Nie znaczy to jednak, że obyło się bez kosztów. POCO X8 Pro Max jest dużym smartfonem i nie każdemu będzie wygodnie leżał w dłoni, zwłaszcza po założeniu etui. Brak odpowiedniej ładowarki w zestawie też trudno uznać za zaletę, bo przy tak dużym akumulatorze sens szybkiego ładowania zależy od tego, czy użytkownik ma już pod ręką właściwą ładowarkę. Swoje robi też kultura pracy pod długim, bardzo ciężkim obciążeniem. W typowym użytkowaniu trudno się do czegoś przyczepić, ale przy ekstremalnych scenariuszach czuć, że temperatura potrafi wejść na poziom, którego nie da się zignorować.

Najmniej imponującym elementem całości pozostają aparaty. Nie są złe, nie psują odbioru telefonu i spokojnie wystarczą do codziennych zdjęć, ale też nie zachwycają. Najlepiej radzi sobie aparat główny, podczas gdy reszta zestawu trzyma raczej poziom dodatku. Właśnie dlatego POCO X8 Pro Max warto oceniać nie jako smartfon “do wszystkiego”, ale jako bardzo mocny telefon dla tych, którzy najbardziej cenią czas pracy, wydajność i komfort codziennego korzystania, a od aparatów nie oczekują cudów.

