Aby zrozumieć ten niezwykły efekt są niezwykle silne prądy powietrza powstające w kanionie, w którym zbudowano tamę. Różnice temperatur między chłodniejszą wodą zbiornika a rozgrzanym powietrzem w dole kanionu powodują tzw. efekt kominowy. Ciepłe powietrze unosi się gwałtownie w górę wzdłuż ściany zapory, tworząc potężny prąd wstępujący.
Gdy ktoś próbuje wylać wodę z wysokości, trafia ona właśnie na ten silny strumień powietrza. Zamiast swobodnie spadać pod wpływem grawitacji, drobne krople zostają porwane przez wiatr i unoszą się ku górze. W efekcie wygląda to tak, jakby woda płynęła do góry albo po prostu ignorowała grawitację.
W rzeczywistości jednak grawitacja cały czas działa – tyle że siła aerodynamiczna działająca na lekkie krople wody jest w tym momencie większa niż siła ich opadania. To podobny mechanizm jak w przypadku mgły czy dymu, które mogą unosić się wbrew intuicji, jeśli trafią na odpowiednio silny prąd powietrza.
Znaczenie ma także sama konstrukcja tamy. Zapora Hoovera ma ponad 200 metrów wysokości i znajduje się w wąskim kanionie, co sprzyja powstawaniu intensywnych ruchów powietrza. W takich warunkach lokalne wiatry mogą osiągać prędkości wystarczające, by całkowicie zmienić tor spadających cieczy. Co ciekawe, zjawisko nie występuje zawsze. Pojawia się tylko w określonych dniach i warunkach pogodowych, gdy różnice temperatur i układ powietrza są odpowiednio silne.
Czytaj też: Fizycy odwrócą kwantowy przepływ czasu? Nowy sposób kontroli zapewnia rewolucyjne podejście
To dlatego wielu turystów próbuje powtórzyć eksperyment i nie zawsze uzyskuje ten sam efekt. Choć wygląda spektakularnie, odwrócony strumień wody nie ma nic wspólnego z łamaniem praw fizyki. Wręcz przeciwnie – jest świetną ilustracją tego, jak złożone i czasem nieintuicyjne mogą być zjawiska związane z przepływem powietrza oraz cieczy.
