Wojna robotów to już nie science-fiction. AI wchodzi na poligon

Roboty napędzane sztuczną inteligencją opuściły laboratoria i przechodzą rygorystyczne testy w warunkach rzeczywistych konfliktów. To nie są już tylko zdalnie sterowane zabawki, ale zaawansowane systemy projektowane po to, by minimalizować ryzyko ludzkie i zwiększać efektywność operacyjną tam, gdzie człowiek zawodzi.
Wojna robotów to już nie science-fiction. AI wchodzi na poligon

Od humanoidalnych zwiadowców po bezzałogowe transportery – technologia wojskowa przechodzi właśnie najbardziej radykalną transformację od czasu wynalezienia prochu.

Phantom MK-1 i armia naziemna. Jak wyglądają żołnierze przyszłości?

Jednym z najbardziej medialnych, a zarazem zaawansowanych technologicznie przykładów tej rewolucji jest Phantom MK-1. To robot humanoidalny, który ma poruszać się i operować w trudnym terenie niemal tak sprawnie jak człowiek. Konstrukcja mierzy około 175 cm wzrostu i waży 80 kg, co czyni ją gabarytowo zbliżoną do dorosłego mężczyzny. Phantom potrafi unieść ładunek o wadze do 20 kg i poruszać się z prędkością 6 km/h. Dzięki zaawansowanemu systemowi kamer i czujników maszyna nie tylko „widzi” otoczenie, ale potrafi je analizować pod kątem przeszkód i potencjalnych zagrożeń.

Warto jednak zaznaczyć, że Phantom MK-1 nie jest (jeszcze) w pełni autonomicznym terminatorem. Obecne testy skupiają się na mobilności, wydajności mechanicznej oraz tym, jak algorytmy AI zachowują się w warunkach stresu bojowego i zakłóceń. Za projektem stoi start-up Foundation z San Francisco, założony przez byłych wojskowych i inżynierów. Firma ta wyrasta na kluczowego gracza w branży, mając już podpisane kontrakty z amerykańską armią, marynarką oraz siłami powietrznymi na kwotę około 24 milionów dolarów.

Jednak humanoidy to tylko wierzchołek góry lodowej. Prawdziwą pracę wykonują obecnie bezzałogowe pojazdy naziemne, czyli UGV (Uncrewed Ground Vehicles). Skala ich wykorzystania jest porażająca: tylko w styczniu 2026 roku roboty te wzięły udział w ponad 7000 misji. Większość z nich dotyczy logistyki – dostarczania amunicji i prowiantu, ewakuacji rannych żołnierzy z linii ognia czy prowadzenia zwiadu w miejscach zbyt niebezpiecznych dla ludzi. Obecnie robotyka wojskowa to przede wszystkim wsparcie, a nie bezpośredni atak, choć ta granica staje się coraz cieńsza.

Człowiek w pętli decyzji i globalny wyścig zbrojeń

Współczesne roboty bojowe opierają się na systemie „human-in-the-loop”. Oznacza to, że choć AI odpowiada za nawigację, identyfikację obiektów czy sugerowanie optymalnych tras, ostateczna decyzja o użyciu siły zawsze należy do człowieka. To bezpiecznik, który ma zapobiegać niekontrolowanym działaniom maszyn, ale presja czasu na polu walki może w przyszłości wymusić większą autonomię systemów.

Czytaj też: Humanoidy z ludzką twarzą. Roboty z Chin zaczynają się do nas uśmiechać

Globalny wyścig zbrojeń w dziedzinie robotyki nabiera tempa i nie ogranicza się tylko do USA.

  • Chiny aktywnie testują uzbrojone „robotyczne psy” podczas ćwiczeń wojskowych.
  • Rosja i Izrael od lat wdrażają systemy autonomiczne w swoich strefach operacyjnych.
  • Kraje takie jak Estonia czy Turcja stają się liderami w budowie zaawansowanych bezzałogowych systemów powietrznych i lądowych.

Mimo gwałtownego wzrostu, technologia ta wciąż boryka się z przyziemnymi problemami. Ograniczony czas pracy na baterii, astronomiczne koszty produkcji oraz podatność na ataki hakerskie to główne wyzwania, przed którymi stoją inżynierowie. Istnieje też realne ryzyko, że przejęcie kontroli nad taką maszyną przez przeciwnika może obrócić technologię przeciwko jej twórcom.

Źródło: ITHome

Napisane przez

Joanna Marteklas

Redaktor
Zajmuję się tematyką nowych technologii i ich wpływu na codzienne życie. Piszę o cyfrowej kulturze, innowacjach oraz trendach zmieniających sposób, w jaki pracujemy i komunikujemy się ze sobą. Szczególnie interesuje mnie relacja między rozwojem technologii a współczesną popkulturą. W wolnych chwilach zakopuję się w książkach i komiksach — najczęściej w fantastyce i wuxia.