Szwajcarska precyzja i brytyjski dowcip. Nowa kampania marki Tissot wyznacza kierunek dla współczesnego dżentelmena

W świecie, który pędzi bez opamiętania, pojęcie dżentelmena mogłoby wydawać się reliktem przeszłości, gdyby nie marki, które potrafią nadać mu współczesny sznyt. Najnowsza kampania Tissot odchodzi więc od sztywnej etykiety i przesadnego patosu na rzecz czegoś znacznie bardziej autentycznego: dystansu do siebie i wewnętrznego spokoju.
Szwajcarska precyzja i brytyjski dowcip. Nowa kampania marki Tissot wyznacza kierunek dla współczesnego dżentelmena

Głównym bohaterem nie jest tu jedynie świetnie skrojony garnitur czy nienaganna fryzura, ale sposób, w jaki radzimy sobie z drobnymi potknięciami dnia codziennego. Tissot pokazuje, że prawdziwa klasa to nie brak problemów, ale umiejętność zachowania zimnej krwi, gdy wszystko dookoła idzie nie po naszej myśli. Przesłanie jest jasne – pewność siebie nie krzyczy, tylko subtelnie tyka na nadgarstku, przypominając, by zawsze być sobą.

Daniel Ings w kampanii Tissot. Na nadgarstku zegarek, który wie lepiej

Główną twarzą kampanii został brytyjski aktor Daniel Ings, znany polskiej publiczności z takich produkcji jak „Dżentelmeni” czy nowego hitu HBO Max – „Rycerz Siedmiu Królestw”. Film reklamowy zabiera nas za kulisy planu zdjęciowego, gdzie Ings mierzy się z chaosem, powtarzanymi ujęciami i nieprzewidywalnością filmowego rzemiosła. Nie jest jednak w tej walce sam. Towarzyszy mu niezwykły mentor – głos jego zegarka Tissot Gentleman.

Pomysł na personifikację czasomierza okazał się strzałem w dziesiątkę. Zegarek nie jest tu tylko pasywnym dodatkiem, ale ironicznym i krzepiącym przewodnikiem. Gdy Daniel zaczyna tracić cierpliwość przy kolejnym dublu, chłodny, opanowany głos z nadgarstka szepcze: „Spokojnie, Danielu… dżentelmen nie bywa impulsywny”. To zdanie ustawia ton całej kampanii. Zegarek staje się głosem rozsądku, który w odpowiednim momencie przypomina o oddechu, dyscyplinie i – co najważniejsze – o poczuciu humoru.

Daniel Ings przyznaje, że taka koncepcja była dla niego odświeżająca:

Grałem u boku najróżniejszych postaci, ale Tissot Gentleman udzielający mi życiowych rad? To coś świeżego i nieoczekiwanego. A przy tym zaskakująco trafnego!

Ta żartobliwa relacja między człowiekiem a przedmiotem podkreśla, że model Gentleman to coś więcej niż narzędzie do odmierzania godzin. To towarzysz, który pomaga odzyskać równowagę między nieprzewidywalnością życia a stabilnością, której szukamy.

Szwajcarska tradycja w służbie codzienności

Tissot, produkujący zegarki w Le Locle od 1853 roku, doskonale wie, jak łączyć dziedzictwo z nowoczesnością. Model Gentleman, będący sercem kampanii, odzwierciedla wizję mężczyzny świadomego, ale pozbawionego sztywności. To zegarek dla kogoś, kto potrafi dostrzec absurd w trudnej sytuacji i nie boi się przyznać do niedoskonałości.

Marka od lat wspiera ambasadorów, którzy rozumieją wagę drogi do celu, a nie tylko samego sukcesu. Damian Lillard, Primož Roglič czy Enea Bastianini to sportowcy, dla których precyzja i opanowanie są kluczowe. Tissot, jako oficjalny chronometrażysta NBA czy Tour de France, przenosi tę sportową dyscyplinę na grunt cywilny. Kolekcje takie jak T-Touch, PRX czy klasyczne Le Locle udowadniają, że szwajcarski zegarek może być luksusowy, a jednocześnie przystępny i funkcjonalny.

Najnowsza kampania pokazuje, że współczesny dżentelmen to postać wielowymiarowa. To człowiek, który ceni tradycję (mechanizm, rzemiosło, punktualność), ale żyje tu i teraz, nie dając się zwariować presji otoczenia. Wybór zegarka staje się więc sygnałem wysyłanym do samego siebie: „panuję nad sytuacją”.

Źródło: Tissot

Napisane przez

Joanna Marteklas

Redaktor
Zajmuję się tematyką nowych technologii i ich wpływu na codzienne życie. Piszę o cyfrowej kulturze, innowacjach oraz trendach zmieniających sposób, w jaki pracujemy i komunikujemy się ze sobą. Szczególnie interesuje mnie relacja między rozwojem technologii a współczesną popkulturą. W wolnych chwilach zakopuję się w książkach i komiksach — najczęściej w fantastyce i wuxia.