Badacze z Chin pracują właśnie nad rozwiązaniem, które ma sprawić, że do odblokowania smartfona, komputera czy inteligentnego zamka nie będą potrzebne żadne kody, czy nawet dotykanie czytników. W dodatku, całe rozwiązanie opiera się na urządzeniu, które większość z nas i tak już ma.
Serce zostawia bardziej unikalny podpis, niż mogłoby się wydawać
To brzmi trochę jak scenariusz z filmu science fiction, zwłaszcza takiego sprzed kilku dekad, ale tym razem to nie wymyślona przez scenarzystów fabuła, tylko dobrze znane w medycynie zjawisko. Chodzi o to, że każde uderzenie naszego serca wywołuje mikroskopijne drgania, rozchodzące się po całym organizmie i dochodzące także do kanału słuchowego. Co to ma do rzeczy? Bardzo dużo, bo naukowcy odkryli, że te subtelne wibracje tworzą charakterystyczny wzorzec, który jest unikalny dla każdego człowieka. Wpływa na niego budowa naszych tkanek, kształt przewodu słuchowego czy sposób pracy mięśnia sercowego Projekt nazwany AccLock postanowił wykorzystać ten fakt do stworzenia nowego systemu uwierzytelniania.
Tak jak wspomniałam wyżej, najważniejsze jest to, iż nie potrzeba żadnego specjalistycznego sprzętu, bo zamiast drogich mikrofonów wykorzystano czujniki ruchu, dostępne w większości współczesnych słuchawek bezprzewodowych. To one normalnie odpowiadają za wykrywanie gestów czy ruchów głowy, a w tym przypadku dostaną jeszcze jedną funkcję. Z tego, co już wiemy, system działa całkowicie w tle. Po założeniu słuchawek algorytm analizuje mikrowibracje generowane przez serce i jeśli wzorzec zgadza się z zapisanym wcześniej profilem użytkownika, urządzenie automatycznie potwierdza tożsamość i może odblokować dostęp do komputera, inteligentnego zamka czy innego systemu wymagającego autoryzacji.
Brzmi prosto? Wcale nie i, jak się okazuje, to nie samo wychwytywanie drgań było dla naukowców największym wyzwaniem. Chodziło o oddzielenie ich od całej reszty, bo czujniki rejestrowały również ruch głowy, twarzy czy zakłócenia pochodzące z otoczenia. Tu z pomocą przyszedł opracowany przez nich specjalny system odszumiania danych oraz model sztucznej inteligencji o nazwie HIDNet. Jego zadaniem jest wyłapanie tych cech sygnału, które są charakterystyczne wyłącznie dla konkretnej osoby.

Tu warto jeszcze wspomnieć o osobach cierpiących na schorzenia układu krążenia, takie jak bradykardia, tachykardia czy choroba wieńcowa. Czy ta technologia sprawdzi się również w tym przypadku? Tak. Nawet gdy rytm serca różni się od normy, to nie ma znaczenia, ponieważ pozostaje charakterystyczny i powtarzalny dla jednego organizmu, więc algorytm nadal może bez problemu skutecznie zidentyfikować właściciela. Ciekawe tylko, jakby to działało w przypadkach, gdy ktoś z czasem zachoruje, już po konfiguracji systemu.
Jeśli interesuje was kwestia bezpieczeństwa, to ta również została przemyślana. System zaprojektowano tak, by uczył się tylko jednego wzorca – naszego własnego. Wystarczy zaledwie czterosekundowy pomiar, by stworzyć indywidualny profil użytkownika i gdy późniejszy odczyt będzie znacząco odbiegać od zapisanej charakterystyki, dostęp zostanie zwyczajnie zablokowany. Wyniki z laboratoryjnych testów pokazują, że skuteczność jest bardzo wysoka, bo współczynnik błędnego przyznania dostępu wyniósł około 3%, natomiast liczba przypadków, w których to prawowity właściciel został odrzucony, również była niska. To brzmi obiecująco, ale to wciąż nie jest rozwiązanie, które może zostać wdrożone tu i teraz.
Sami badacze podkreślają, że technologia wciąż nie jest gotowa, by podbijać rynek. Problemem nadal pozostaje ruch głowy. Podczas szybkiego marszu, biegu czy gwałtownych ruchów głową pojawia się znacznie więcej zakłóceń, które utrudniają prawidłową identyfikację. Podobny wpływ może mieć szybkie mówienie. Nie są to jakieś skrajne przykłady, tylko raczej czynności, które wykonujemy bardzo często. Dlatego najpierw trzeba znaleźć sposób na eliminację tych zakłóceń.
Najciekawsze? Potrzebny sprzęt możesz już mieć
Właśnie ta kwestia jest tutaj dla mnie najciekawsza. Zwykle, gdy piszę o podobnych wynalazkach, zawsze sprowadzają się one do konieczności zakupu nowego, często drogiego sprzętu. Tutaj tak nie ma. Naukowcy sprawdzili działanie AccLock na komercyjnych słuchawkach Apple AirPods. Choć ich czujniki oferują niższą dokładność niż laboratoryjne prototypy, wyniki nadal okazały się zaskakująco dobre. Zachowano wysoką skuteczność identyfikacji przez system, a to pokazuje, że podobne rozwiązania mogłyby w przyszłości zostać po prostu udostępnione w ramach aktualizacji oprogramowania. Słuchawki z kolei większość z nas już ma, a nawet jeśli trzeba będzie kupić, to wciąż jest to sprzęt, z którego korzystać można nie tylko do odblokowywania zamów i telefonu.
Czy ostatecznie oddamy kwestie zabezpieczeń naszemu sercu? Zobaczymy. Na pewno rozwiązanie jest bardzo fascynujące, bo nigdy nie przypuszczałabym, by można było wykorzystać rytm serca jak PIN czy odcisk palca. Może za jakiś czas w naszych telefonach czy komputerach pojawi się opcja logowania „na serce”. Na razie jednak przed badaczami jeszcze długa droga.
Źródło: arXiv
