Lenovo pokazało właśnie AI Companion Device — niewielki gadżet dla dzieci, który wygląda trochę jak połączenie smartwatcha, krótkofalówki i miniaturowego smartfona. Problem w tym, że pod tą niepozorną obudową kryje się znacznie więcej niż zwykły komunikator dla najmłodszych.
To trochę smartwatch, trochę telefon, a trochę cyfrowy opiekun
Sam pomysł wydaje się dość sprytny. Wielu rodziców nie chce jeszcze dawać kilkuletnim dzieciom pełnoprawnych smartfonów, ale jednocześnie chce mieć z nimi kontakt i możliwość sprawdzenia lokalizacji. Właśnie w tę lukę próbuje wejść Lenovo. AI Companion Device wyposażono w 2-calowy ekran HD chroniony szkłem Panda Glass, obrotowy aparat 5 Mpix, moduł 4G LTE, Wi-Fi, Bluetooth oraz slot na kartę SIM. Urządzenie działa na systemie bazującym na Androidzie i pozwala prowadzić rozmowy głosowe oraz wideopołączenia.
Bardzo przemyślanym dodatkiem jest tu na pewno przycisk SOS, który stanowi dopełnienie funkcji lokalizacji GPS i rozbudowanej kontroli rodzicielskiej. W sumie są to bardzo znajome funkcjonalności, bo większość z nich wielokrotnie widzieliśmy w smartwatchach dla dzieci. Do tej pory też urządzenie faktycznie prezentuje się sensownie i jeśli miałabym dziecko, mogłabym nawet rozważyć zakup takiego gadżetu. Niestety, na tym możliwości urządzenia się nie kończą.
Jak wskazuje nazwa – Lenovo AI Companion Device – ogromną rolę odgrywa multimodalna sztuczna inteligencja współpracująca z kamerą i systemem głosowym. Dziecko może skierować aparat na roślinę, zwierzę albo dowolny przedmiot, a AI spróbuje go rozpoznać i wyjaśnić, czym jest. Brzmi trochę jak interaktywny korepetytor zamknięty w kieszonkowym urządzeniu i może faktycznie służyć jako pomocnik w poznawaniu świata. System ma również odpowiadać na pytania, pomagać w nauce i prowadzić naturalne rozmowy głosowe. Lenovo mówi o wsparciu edukacyjnym i dwujęzycznych materiałach, czyli rzeczy, które mogą przydać się w nauce.

Problem w tym, że granica między „pomocą w nauce” a cyfrowym towarzyszem zaczyna się tutaj mocno zacierać. Właśnie dlatego ten pomysł mnie niepokoi. Nie chodzi już o klasyczny strach przed uzależnieniem dzieci od ekranu. Ten etap mamy już dawno za sobą. Teraz przyszedł czas na zastanowienie się nad tym, co się stanie, gdy już od najmłodszych lat dzieci zaczną budować emocjonalną relację z AI. A do tego na pewno dojdzie, bo skoro są w stanie silnie przywiązać się do „martwych” zabawek, to ciężko oczekiwać, by nie traktowały emocjonalnie elektronicznego przyjaciela, z którym mogą rozmawiać i który tak im pomaga.
Czytaj też:
Te urządzenia nie są już tylko biernymi ekranami wyświetlającymi bajki. One odpowiadają, reagują, tłumaczą świat i prowadzą rozmowę. W pewnym sensie zaczynają pełnić rolę pośrednika między dzieckiem a rzeczywistością. Oczywiście, to ma pewne dobre aspekty, o których już pisałam – pomoc w nauce, rozwijanie ciekawości świata i większe bezpieczeństwo. Dlatego dla wielu rodziców taki sprzęt może wydawać się rozsądnym kompromisem między całkowitym brakiem kontaktu a wręczaniem dziecku smartfona z pełnym dostępem do internetu. Jednak dla mnie ryzyko jest za duże.


Pamiętajmy też, że AI nie zawsze mówi prawdę i wciąż halucynuje, przez co dziecko może chłonąć takie bzdury od najmłodszych lat. Kiedy już od małego zacznie bezkrytycznie przyjmować to, co mówi sztuczna inteligencja, ciężko będzie rozwinąć w nim krytyczne myślenie i umiejętności weryfikowania faktów.
Rodzice dostają ogromną kontrolę, ale to nie wystarczy
Lenovo zapewne zdaje sobie sprawę, że część osób będzie podchodziła do takiego sprzętu z dużą ostrożnością (i słusznie), dlatego urządzenie dostanie bardzo rozbudowany system kontroli rodzicielskiej. Opiekun może:
- śledzić lokalizację dziecka w czasie rzeczywistym,
- sprawdzać historię przemieszczania się,
- ustawiać strefy bezpieczeństwa (geofencing),
- blokować połączenia od obcych numerów,
- ograniczać czas korzystania z urządzenia,
- wyłączać wybrane funkcje podczas lekcji.
Dość zaskakująco wygląda też obsługa płatności mobilnych. Rodzic może ustalać limity wydatków i dostawać powiadomienia o zakupach wykonywanych przez dziecko. Urządzenie przypomina również o codziennych czynnościach, takich jak picie wody czy pobudka. Brzmi to dobrze, ale i z tym mam spory problem, bo kiedy widzimy taką listę, wydaje się, jakby producent faktycznie zadbał o wyeliminowanie zagrożeń i już więcej nie analizujemy. Tymczasem problem może kryć się w samym sprzęcie i tym, jakie możliwości daje.
Czytaj też:
Wiem, że dość pesymistycznie do tego podchodzę i może trochę przesadzam, jednak kiedy chodzi o dzieci i cyfrowy świat, przesada czasem jest wręcz niezbędna. Wiele osób wciąż bagatelizuje wpływ internetu na rozwój dziecka, choć ta technologia jest z nami od lat. AI dopiero wchodzi do naszego życia i dorośli często sami są nią zbyt zachwyceni, by widzieć wady. W dodatku AI Companion Device nie jest też urządzeniem drogim – w Chinach kosztuje 599 juanów, czyli około 320 zł – co sprawia, że sprzęt jest wyjątkowo przystępny. Dlatego mówienie o wadach i zagrożeniach jest tutaj tak ważne.
Źródło: JD
