Firma oficjalnie ogłosiła uruchomienie płatnych planów Facebook Plus, Instagram Plus i WhatsApp Plus. Choć część nowych funkcji rzeczywiście może zainteresować influencerów czy twórców internetowych, trudno nie mieć wrażenia, że obserwujemy właśnie początek kolejnego bardzo męczącego trendu — monetyzowania absolutnie wszystkiego.
Meta chce sprzedawać emocje, nie funkcje
Zacznijmy od tego, że Meta za paywalla nie wsadza niczego rewolucyjnego. To nie ten model. Zresztą, co takiego mogłoby się tam znaleźć? To nie Garmin, który może kazać płacić nam za lepsze monitorowanie zdrowia czy bardziej zaawansowanego trenera AI. Dlatego firma Marka Zuckerberga chce sprzedawać to, co może, czyli emocje, ciekawość i kontrolę nad naszym własnym internetowym wizerunkiem. Za 3,99 dolara miesięcznie użytkownicy Facebooka i Instagrama dostaną między innymi:
- możliwość anonimowego oglądania Stories,
- licznik ponownych odtworzeń relacji,
- filtrowanie widzów,
- publikowanie postów z pominięciem głównego feedu,
- dodatkowe opcje personalizacji profilu,
- animowane reakcje typu „Super Heart”.
Nie wiem, jak wy, ale ja tu nie widzę niczego, co miałoby rozwiązać jakikolwiek realny problem użytkownika. Wszystkie te płatne funkcje żerują raczej na mechanizmach, które social media same przez lata wzmacniały — obsesji na punkcie zasięgów, podglądania innych ludzi i ciągłego analizowania internetowej uwagi. Bo czym właściwie jest możliwość sprawdzania liczby „rewatchów” Stories, jeśli nie kolejnym narzędziem do cyfrowego nakręcania własnego ego albo stresu?

WhatsApp też chce od nas wyciągnąć pieniądze, co może być dla wielu szczególnie surrealistyczne, ponieważ komunikator ten przez wiele lat był symbolem prostoty. To oczywiście już dawno za nami, bo od jakiegoś już czasu Meta usilnie wciska tam wszystko, tylko nie najpotrzebniejsze rzeczy. Nikogo więc nie zdziwi fakt, że za abonament w wysokości 2,99 dolara WhatsApp Plus nie zaoferuje niczego konkretnego. Da za to:
- dodatkowe motywy graficzne,
- personalizowane dzwonki,
- większą liczbę przypiętych czatów,
- rozbudowane opcje organizacji kontaktów,
- ekskluzywne pakiety naklejek premium.
Jasne, kwoty abonamentów nie są jakieś astronomiczne i spora część osób nawet nie zauważyłaby, że z ich konta zniknęło 15 albo 11 złotych. Tylko że wcale nie chodzi o cenę, tylko o to, że w zamian nie dostajemy niczego istotnego. Brzmi to raczej jak desperacka próba szukania kolejnych sposobów na zmuszenie użytkowników do mikropłatności. Co gorsze, to zapewne znajdzie grono odbiorców i to większe, niż moglibyśmy przypuszczać.
Meta na tym nie kończy
Największy problem polega jednak na tym, że to dopiero początek. Meta otwarcie zapowiada stworzenie całego abonamentowego ekosystemu Meta One. W jego skład mają wejść płatne pakiety AI, narzędzia premium dla twórców, funkcje promowania treści, zaawansowane systemy biznesowe i benefity dla użytkowników okularów AI. Pakiet Meta One Premium związany z AI ma kosztować nawet 19,99 dolara miesięcznie, natomiast biznesowy Meta One Advanced dla twórców został wyceniony aż na 49,99 dolara miesięcznie.
Za te pieniądze użytkownicy otrzymają między innymi wyższe pozycjonowanie w wynikach wyszukiwania, automatyczne promowanie postów czy inteligentne narzędzia antyplagiatowe. Krótko mówiąc: Meta chce nie tylko kontrolować uwagę użytkowników, ale również sprzedawać im większą widoczność wewnątrz własnego systemu. Chociaż ceny są wysokie, akurat w tym wypadku użytkownicy – a dokładniej internetowi twórcy – otrzymują realne narzędzia, a nie opcję anonimowego oglądania Stories czy nowych motywów.

Zresztą, mam wrażenie, że Meta wybrała sobie dość kiepski moment na wprowadzanie subskrypcji. Firma od miesięcy mierzy się przecież z gigantyczną krytyką dotyczącą bezpieczeństwa dzieci i nastolatków w social mediach. Firmie regularnie zarzuca się uzależnianie młodych użytkowników od platform oraz niewystarczającą reakcję na problemy związane ze zdrowiem psychicznym. I właśnie w takim momencie gigant technologiczny postanawia ogłosić płatne funkcje pozwalające jeszcze głębiej analizować interakcje społeczne i budować internetowy wizerunek.
Skoro już w tym temacie jesteśmy, to też trochę mnie niepokoi wspomniana funkcja anonimowego odtwarzania Stories. Czy Meta zamierza jakoś ograniczyć sytuacje, w których dorośli będą mogli w ten sposób oglądać relacje nieletnich bez ich wiedzy? Tak, zdaję sobie sprawę, że są mechanizmy ochrony i konta dzieci są automatycznie ustawiane jako prywatne (a za zgodą rodzica może znów zmienić je na publiczne), jednak jednocześnie nastolatek może mieć już tego dorosłego w znajomych czy obserwujących.
To może być początek bardzo męczącej przyszłości
Jednak niezależnie od użyteczności, ciężko nie zauważyć, w jakim kierunku zmierza teraz internet. Za wszystko trzeba płacić – filmy, seriale, chmury, aplikacje mobilne, gry, dodatkowe miejsce na zdjęcia, komunikatory… Otaczają nas abonamenty, subskrypcje i płatne pakiety, które drenują zarówno nasz portfel, jednocześnie zwiększają zmęczenie. Internet przez lata uzależniał nas od dopaminy, lajków i ciągłego sprawdzania powiadomień. Dziś wielkie korporacje próbują dodatkowo wystawić rachunek za możliwość wygodniejszego uczestniczenia w tym mechanizmie.
Z biznesowego punktu widzenia ruch Mety jest oczywiście logiczny. Rynek użytkowników praktycznie się nasycił, więc korporacja musi szukać nowych źródeł przychodów. Problem polega na tym, że efektem ubocznym może być internet podzielony na kolejne warstwy płatności, bonusów i cyfrowych przywilejów. To mnie trochę przeraża, bo teraz także interakcje społeczne zaczynają wchodzić za paywalla. Oczywiście, Meta nie ogranicza nam żadnych dotychczasowych funkcji, tylko czy mamy gwarancję, że tak się kiedyś nie stanie albo że Facebook, albo Instagram nie skończą jak YouTube – tak przepełnione reklamami w darmowej wersji, że płacenie będzie jedyną opcją.
Źródło: Meta
