Świat bez treści AI był lepszy. Dziś obawiam się o przyszłość Internetu

Sztuczna inteligencja jest świetną technologią i cudownym narzędziem w wielu zastosowaniach. Problem w tym, że treści generowane z jej użyciem już na zawsze zniszczyły Internet i wgryzły się w niego niczym rak, którego nigdy nie usuniemy z cyfrowego świata. Dlatego obawiam się o jego przyszłość zarówno z perspektywy twórcy, jak i odbiorcy.
Świat bez treści AI był lepszy. Dziś obawiam się o przyszłość Internetu

Ostatnio coraz częściej zastanawiam się po co to wszystko? Po co klikać każdego dnia w klawiaturę, wystukując kolejne artykuły i skrypty, kiedy można po prostu kliknąć “generuj”? 

Jedni powiedzą, że efekt jest przecież ten sam. Drudzy stwierdzą zaś zapewne, że treści (tutaj przepraszam za stwierdzenie) wyrzygane przez AI są nawet lepsze od tego, co jestem w stanie napisać. Zależnie od perspektywy, zapewne prawdy w tym trochę jest. Po co więc dziś podejmować ten trud, kiedy kurs już wydaje się obrany, a wszelkie hamulce zdjęte? 

Ano po to, żeby za kilka lat nie obudzić się w czasach wyjałowionego totalnie Internetu. Internetu takiego, w którym ludzie wprawdzie są, ale tak naprawdę wcale nie czuć ich obecności, bo praktycznie wszystko (zdjęcia, grafiki, artykuły, nagrania) wydaje się takie jakieś… nijakie. Wręcz puste. 

Nie mam problemu z AI jako narzędziem. Mam problem z AI jako zamiennikiem autora 

Masowo generowane treści przez AI są w dużej mierze puste, wtórne i banalne. Autorskie przemyślenia? Zapomnij. Świeże spojrzenie na tematy? Gdzie tam. Może więc przynajmniej krytyczne spojrzenie na to, co akurat wciskają nam wielkie firmy? Nie bądź już taki wymagający. A może po prostu dobry stylistycznie tekst, którego będzie się dało przeczytać od A do Z bez żadnego zgrzytu i którego główna myśl zostanie z nami przynajmniej na kilka godzin? Nie przesadzaj.

Po prostu przyjdzie AI i zaleje nas swoją algorytmiczną informacyjną papką bez wyrazu.

Obserwuję i tworzę treści publikowane w sieci od przeszło 10 lat i mam dziś obawę, że coraz więcej z nich będzie z czasem wyglądać niemal identycznie, sprawiając wrażenie przepisanych w dziwny sposób ogłoszeń prasowych. Przecież nawet najlepszy, ale niedostrojon odpowiednio na konkretnych danych model AI będzie generować treści dokładnie w tym samym stylu. Stylu uśrednionym. Nie stylu wynikającym z konkretnego doświadczenia, tylko stylu rozmytego w algorytmicznej średniej.  

Czy to problem? Chyba nie muszę odpowiadać na to pytanie. Czy bowiem chciałbyś codziennie jeść tego samego odgrzewanego kotleta, ale z inną surówką?

Rytm tekstu, niedopowiedzenia, gra z czytelnikiem, specyficzny kontekst, a nawet dziwne konstrukcje zdań zakrawające czasem na grafomaństwo – to wszystko buduje charakter. Nie zawsze idealny. Nie zawsze elegancki. Ale charakter jakiś. Stymuluje to intelektualnie nie tylko autora, kiedy ten przelewa te wypociny na elektroniczny papier i szlifuje się w swoim fachu, dążąc tym samym do tworzenia jeszcze lepszych treści dla czytelników w przyszłości. Jest też stymulacją dla czytelnika, który przebija się przez kolejne zdania nie jak automat do pochłaniania pustej wiedzy, a po prostu istota myśląca, analizująca i przepuszczająca wszystkie te słowa przez sito własnych doświadczeń, myśli, czy emocji odczuwanych w danej chwili.

Sztuczna inteligencja (SI)

Teraz wyrwijmy ten indywidualny charakter z tekstu i co dostaniemy? Suchą papkę kompletnie nieprzetworzonych informacji, w której tworzeniu AI spisuje się dziś fenomenalnie. Nie przesadzam. Dziś mogę wrzucić do ChataGPT materiał źródłowy rozciągnięty na kilkadziesiąt stron A4, a po kilku minutach dostaję co? To samo. Tyle tylko, że napisane innymi słowami, pozbawione jakiejkolwiek interpretacji albo z interpretacją złudną, a momentami okraszone określeniami rodem z jakiegoś taniego tomiku wierszyków. Wszystko tylko po to, żeby tekst sprawiał wrażenie napisanego przez człowieka. To widać. To czuć. Jeśli nie w pierwszym wygenerowanym w taki sposób tekście, to w następnym i następnym, który wpada dokładnie w te same schematy i ten sam rytm. 

Teraz więc wyobraźmy sobie np. serwis informacyjny, do którego spływają dziesiątki informacji prasowych i plotek dziennie, a taki agent AI zajmuje się ich obrabianiem pod nadzorem np. nawet doświadczonego redaktora/dziennikarza. Na czym się to skończy? Ano na jednej wielkiej katastrofie. Taki serwis stanie się po prostu jedną wielką tablicą ogłoszeń dla firm i to tablicą taką, która sprawia pozory profesjonalizmu i nie będzie nawet budzić wątpliwości dla mniej wprawnego oka. W praktyce będzie jednak ot przepisanymi informacjami ze źródeł bez żadnej wartości poza tą czystą informacyjną. Czy ma to jakąś wartość? Dla mnie nie. Wiedzy nie wystarczy przekazać. Trzeba ją jeszcze umieć podać tak, żeby odbiorca chciał przez nią przebrnąć. Każdy nudny nauczyciel jest tego świetnym przykładem.

Problem w tym, że nawet jeśli nie pójdziemy na łatwiznę i przygotujemy dla modelu prompt będący małym dziełem sztuki rozpisanym z pieczołowitością godną rzeźbiarza z czasów starożytnych, to i tak nie uzyskamy prawdziwie unikalnego oraz idealnego tekstu. Nie mam na myśli jakiegoś magnum opus, a po prostu dobrego tekstu. Takiego pozbawionego jakichś błędów logicznych, dziwacznych określeń, dobierania przykładów pod tezę czy lania wody w takim stopniu, którego nie zobaczycie nawet w artykułach na temat tego, czy jest dziś niedziela handlowa. Jest? Nie ma? Spokojnie – sztuczna inteligencja wygeneruje na ten temat artykuł tak długi i pełen pustych frazesów, że na stronie spędzicie o kilkadziesiąt sekund za długo, a przy okazji ponownie zwątpicie w jakość dzisiejszych mediów.

Szczerze? Wcale się temu nie dziwię.

AI może generować w najlepsze, ale nie powinniśmy mylić generowania treści z odpowiedzialnym autorstwem 

Sztuczna inteligencja to w skrócie algorytmy oraz matematyka. Tylko tyle i aż tyle, co zgłębiłem zresztą w swojej pracy inżynierskiej na temat sieci neuronowych. Na etapie szkolenia konkretnego modelu możemy wtłoczyć w niego niezliczone ilości materiału, które będą następnie służyć wręcz za farby, kiedy już AI zacznie nam malować w swojej czarnej skrzynce cyfrowe twory dowolnego rodzaju. Tyle tylko, że taki model nigdy nie wymieni tych farb na inne. Może mieszać te farby w zaskakujący sposób, ale nadal robi to w granicach świata, który wcześniej w niego wtłoczono, więc pozostanie w tej swojej twórczej stagnacji. Nieważne, czy mówimy o grafikach, zdjęciach, nagraniach czy właśnie tekście, na którym skupiam się tutaj dlatego, że tym medium operuję na co dzień. 

Samo pisanie jest bowiem sztuką od niepamiętnych czasów. Może dziś już nie aż tak docenianą, bo przecież łatwiej przescrollować tysiące rolek niż przeczytać nawet kilka artykułów czy stron książki, ale ciągle sztuką. Sztuka z kolei nigdy nie powinna pozostawać w miejscu tylko dlatego, że wiele korporacji nagle uzna, że łatwiej jest wywalić połowę zespołu na rzecz sztucznej inteligencji.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie powstrzymamy już tego zalewu treści wygenerowanych przez AI. Aktualnie przeglądając treści w niezweryfikowanych źródłach czy odpisując na komentarze w serwisach społecznościowych, nie możecie być w stu procentach pewni ich autora. Czy po drugiej stronie nie siedzi aby zautomatyzowany bot, który nabija ruch i wzmacnia swój profil? Tego nie wie nikt i tak naprawdę wielkim korporacjom jest to na rękę, bo im większe liczby wykręcają ich produkty, tym lepiej wypadają na giełdzie lub przed inwestorami.

Jednak w całym tym wszystkim widzę światełko nadziei zarówno dla odbiorców, jak i twórców.

W czasach coraz bardziej zaawansowanego AI i zaśmiecania Internetu treściami wątpliwej jakości, ewidentnie coraz to ważniejsze będzie odnajdywanie konkretnych serwisów, kanałów, a przede wszystkim autorów, w których pracę możemy po prostu uwierzyć. Druga opcja to kompletne porzucenie Internetu i powrót do czasów sprzed cyfrowej ery w ucieczce od chłamu, więc może finalnie ludzkość wcale tak na tym źle nie wyjdzie?

Problemem nie jest bowiem to, że AI po prostu pomaga pisać. Problemem jest to, że coraz częściej ma udawać doświadczenie, którego nikt tak naprawdę nie miał. 

Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.