Muzyka AI na Spotify (i nie tylko) to problem, przynajmniej dla mnie
W swojej ulubionej playliście na Spotify – o wdzięcznej nazwie „Różne” – mam mieszankę utworów z różnych gatunków. Wiecie, to taka lista „wszystkiego po trochu”, do której dorzucam pojedyncze piosenki, gdy reszta portfolio artysty nie przypada mi już do gustu. Mam tam również włączoną funkcję inteligentnego losowego odtwarzania, która nie tylko odświeża kolejkę, ale też dorzuca utwory w podobnym stylu. Kiedy mi się podobają, dodaję je do playlisty. Ostatnio jednak właśnie ta funkcja zrobiła mi psikusa, podrzucając piosenkę, która naprawdę mi się spodobała.
Gdzie w tym problem, zapytacie? Otóż była to muzyka stworzona przez AI, a ja jestem jej przeciwniczką. Nie zrozumcie mnie źle, sztuczna inteligencja może być świetnym narzędziem, ale to nie artysta i nie powinna go zastępować. Chcę słyszeć w piosence emocje i wysiłek piosenkarza. Chcę po prostu, by to, co słucham, miało duszę, a tego AI mi nie da. Zamiast tego daje wypolerowane na gładko treści, które udają, że są jakieś. Niestety, by znaleźć informację o „autorze”, musiałam pogrzebać w internecie, bo Spotify nie raczyło tego oznaczyć. Teraz to się zmienia, ale..
Nowa hierarchia zaufania – jasnozielony znaczek zamiast błękitu
Spotify wprowadziło etykietę „Verified by Spotify”, która ma być sygnałem wiarygodności, oddzielającym żywych artystów od algorytmów. Nowy symbol weryfikacji przybiera formę jasnozielonego „ptaszka”, który pojawia się na profilach artystów oraz w wynikach wyszukiwania. Ma on sygnalizować, że serwis zweryfikował dane konto i uznał je za godne zaufania. To istotna zmiana względem poprzedniego systemu, który potwierdzał jedynie fakt przejęcia profilu przez wykonawcę.
Aby zasłużyć na zielony znaczek, artyści muszą teraz spełnić szereg rygorystycznych wymogów:
- Stałe zaangażowanie słuchaczy: Wykazanie regularnej aktywności odbiorców w czasie.
- Dowody realnej obecności: Potwierdzenie działalności poza platformą, np. poprzez koncerty, media społecznościowe czy sprzedaż merchu.
- Przestrzeganie zasad: Pełna zgodność z regulaminem serwisu.
Brzmi dobrze, bo już na starcie profile oparte głównie na muzyce generowanej przez AI lub wirtualnych personach nie kwalifikują się do weryfikacji. Szkopuł jednak w tym, że tylko informacja, a nie filtr – muzyka AI nie znika z biblioteki, a ciężar jej unikania wciąż spoczywa na naszych barkach.

To trochę śmieszne, bo aktualnie Spotify pozwala nam filtrować muzykę w oparciu o różne, czasem nawet absurdalne filtry – piosenki za zerwanie? Są. Piosenki na pilates o 3 w nocy? To też się znajdzie. Dlaczego więc nie ma opcji odsiewania muzyki AI od tej tworzonej przez ludzi? Fajnie, że jest ta weryfikacja, tylko że większość z nas, słuchając muzyki z inteligentnymi podpowiedziami, nie patrzy cały czas na ekran, więc i tak nie będziemy wiedzieć, co nam gra. Dopiero przy dodaniu do ulubionych czy biblioteki zorientujemy się, że kawałek, który umilił nam czas, zrobiło AI. U mnie to prowadzi do nieprzyjemnego dysonansu, bo jasne, to może się podobać, ale etycznie mnie to uwiera. Chciałabym więc, by Spotify pozwoliło mi uniknąć takich uczuć.
PR-owe łatanie dziur
Nie da się ukryć, że platforma najpierw pozwoliła, by AI Slop ją zalał, a teraz – kiedy niezadowolenie użytkowników rośnie – próbuje się z tego jakoś wyplątać. Robi to jednak tylko pod publikę, udając, że walczy z problemem. Wprowadzenie „Verified by Spotify” to klasyczna zagrywka: zamiast oczyścić platformę z niskiej jakości treści AI, daje się nam naklejkę „ten produkt jest prawdziwy”. To przerzucanie odpowiedzialności na słuchacza – to my mamy sprawdzać kolor ikonki, zamiast dostać czystą usługę.
Czytaj też: Circle to Search robi kolejny krok. Wyszukiwanie staje się łatwiejsze, a prywatność… Jaka prywatność?
Moim zdaniem, system ten przypomina próbę ugaszenia pożaru lasu za pomocą zraszacza ogrodowego. Autentyczność jest dziś w cenie, ale weryfikacja oparta na „merchu i social mediach” to raczej ukłon w stronę dużych graczy niż realna ochrona muzyki. Spotify balansuje między dwoma światami: chce mieć tanią muzykę AI w tle, ale chce też zachować prestiż „ludzkich” artystów. Efekt? Rozwiązanie na pół gwizdka, które więcej mówi o strachu przed utratą wiarygodności niż o realnej pasji do muzyki. A Wy? Będziecie szukać zielonego ptaszka przed kliknięciem „play”, czy ufacie tylko własnym uszom?
Źródło: Spotify
