Podczas ostatniej aukcji Christie’s w Genewie Cartier London Crash z 1990 roku został sprzedany dokładnie za 2 028 800 dolarów. To niespełna 7,5 mln złotych. W ten sposób ten model ustanowił nowy rekord i stał się najdroższym zegarkiem naręcznym marki Cartier, jaki kiedykolwiek sprzedano. Co ciekawe, nie chodzi tutaj wyłącznie o prestiż marki czy wartość złota. Cartier Crash od dekad funkcjonuje trochę na pograniczu zegarmistrzostwa, sztuki i popkultury.
Zegarek, który wygląda jak stopiony czas
Kiedy tylko zobaczyłam zdjęcia, od razu pomyślałam o obrazie Trwałość pamięci Salvadora Daleko z 1931 roku. Asymetryczna, „rozpływająca się” koperta wygląda tak, jakby ktoś wyjął klasyczny zegarek i pozostawił go na słońcu. Do tego dochodzą zdeformowane rzymskie cyfry i tarcza, która sprawia wrażenie celowo wykrzywionej. Właśnie ta koperta sprawia wrażenie, jakby czas dosłownie rozpływał się na nadgarstku. Trudno znaleźć drugi zegarek, który równie mocno balansowałby między luksusowym rzemiosłem a czystym surrealizmem.
Oczywiście, sam design raczej nie przemówi do mas, bo umówmy się – on naprawdę wygląda dziwnie. Do mnie to przemawia, bo od lat jestem fanką twórczości Dalego, ale zdaję sobie też sprawę, że niektórzy zwyczajnie nazwą to wydawaniem fortuny na coś brzydkiego. Jednak za tą oryginalnością stoi kawał historii i prestiż marki. Nawet dla osób, które nie interesują się rzeczami luksusowymi, Cartier nie jest anonimową marką.

Model Crash powstał w latach 60. w londyńskim oddziale Cartiera prowadzonym przez Jean-Jacquesa Cartiera. Projekt współtworzył również Rupert Emmerson, a sam zegarek miał być próbą wyrwania marki z wizerunkowej stagnacji i przyciągnięcia uwagi londyńskiej elity czasów „Swinging London”. Co ciekawe, wokół jego powstania narosło mnóstwo legend. Najsłynniejsza mówi o klasycznym modelu Cartiera, który miał zostać zdeformowany w wypadku samochodowym i stać się inspiracją dla nowego projektu. Brzmi świetnie marketingowo, choć historycy zegarmistrzostwa raczej traktują tę historię jako mit. Prawda jest zapewne taka, że Crash od początku miał wyglądać dziwnie, prowokacyjnie i kompletnie inaczej niż cała reszta rynku. I dokładnie dlatego przetrwał próbę czasu.
Złoto za 2 miliony dolarów
Sprzedany za rekordową kwotę egzemplarz został wykonany z 18-karatowego złota, ma ręcznie nakręcany mechanizm i białą tarczę. Szczyci się również oryginalnym zapięciem zatrzaskowym „Crash”, pełnymi sygnaturami Cartier London oraz znakiem Jacques Cartier „JC” i londyńskimi znakami probierczymi z 1990 roku. Co ciekawe, prognozy przedsprzedażowe były aż trzy razy niższe od tego, co ostatecznie kupiec za niego zapłacił.
Ale wiecie, co jest równie ciekawe? To na tej samej akcji sprzedano jeszcze inne rzadkie egzemplarze, za które zapłacono podobnie lub nawet więcej. Najdrożej sprzedał się niezwykle rzadki zegarek FP Journe Platinum Tourbillon Souverain, pierwotnie zakupiony przez jedynego właściciela w Wigilię Bożego Narodzenia w 2000 roku. Wiecie, za ile poszedł? Za 2 121 920 dolarów, czyli pięć razy więcej niż najniższa szacowana cena. Podczas aukcji ustanowiono również kolejny ważny rekord świata – zabytkowy chronograf Audemars Piguet osiągnął oszałamiającą cenę 2 747 696 dolarów.
To brzmi naprawdę imponująco i trochę nierealnie. Pomyśleć, że ktoś jest w stanie zapłacić miliony dolarów za zegarek, którego zapewne nigdy nawet nie założy (choć kto wie). Mimo wszystko tak właśnie działa ten rynek – te przedmioty są wyjątkowe nie bez powodu. Cartier Crash ma za sobą kawał historii i własną tożsamość. Może dziwną, może dla niektórych brzydką, ale na pewno oryginalną.
